NARS All Day Luminous Weightless Foundation po raz drugi. Jak sprawdza się na suchej skórze?

Co dwie recenzje, to nie jedna, prawda? Zwłaszcza, że dla Ilony NARS – All Day Luminous Weightless Foundation okazał się jednym z najlepszych, jaki kiedykolwiek używała. Możecie przekonać się o tym czytając ten wpis.


Musiałam sprawdzić, czy dla cery suchej będzie równie doskonałym kąskiem!


NARS All Day Luminous Weightless Foundation

podkład do twarzy 30 ml/215 zł, w Sephorach i online (TU)

Zaczniemy od tego, że w przeciągu półtora roku podkład nieco podrożał i zamiast 205zł, kosztuje już 215zł. I dla uściślenia, dlaczego recenzja pojawia się u nas jakby po raz drugi – mamy z Iloną zupełnie inne cery, a także preferencje. Dzięki temu jesteśmy w stanie opowiadać Wam o kosmetykach ze zdwojoną siłą!

Ja z perspektywy posiadaczki ceru suchej, wrażliwej, skłonnej do podrażnień, ale za to z rozszerzonymi porami. Ilona zaś, jako właścicielka cery mieszanej i skłonnej do nadprodukcji sebum i świecenia się w ciągu dnia, sprawdza produkty pod zupełnie innym kątem.

Podkład testowałam przez ostatnich kilka miesięcy, a wisienką na torcie było zabranie go ze sobą na urlop do Chorwacji (i właśnie stamtąd zobaczycie zdjęcia makijaży), gdzie skwar leje się z nieba i potrzeba nam prawdziwych killerów.

PS: Co ja mam z tą ręką podtrzymującą twarz?!

Okazało się, że mój kolor to Mediuim 1 czyli Punjab, podobnie jak Ilony. Dla mnie jednak jest odrobinkę za ciemny, więc dopiero w pełni rozkwitł po kilku dniach urlopu (twarz się opaliła mimo usilnego jej chronienia;).

Lekka, bardzo lejąca się formuła ma naprawdę mocne krycie, a jeśli zdecydujecie się nłożyć go palcami lub pędzlem, to zwiększycie jego moc jeszcze bardziej. Choć uważam, że to zupełnie niepotrzebnie. Gąbka zabiera (minimalnie!) krycie, ale pomaga stopić się fluidowi ze skórą.

Faktycznie wygląda jak cacuszko!

Zdrowo, naturalnie, z pięknym glow. Takim, o którym marzymy. I teraz niespodzianka – im dłużej noszę podkład na mojej cerze suchej, tym mniej widzę owego błysku, a o dziwo – zauważam jakby pojawiającą się pudrowość produktu. I co to oznacza? Nic innego, a trwałość!

W czasie urlopu, co drugi dzień, zamiast plażowania (ble!), zwiedzaliśmy okoliczne miejscowości, więc testowałam go w pełnym słońcu i ruchu. I miałam wrażenie, że im dłużej był na mojej skórze, tym ładniej się na niej prezentował. Nie straszna była mu temperatura, ani morska bryza.

Podobnie, jak u Ilony, nie miałam żadnych kłopotów z aplikowaniem lubionych pudrów czy korektora, który zabrałam ze sobą. I nadal nie mam, bo resztka fluidu nadal stoi na mojej toaletce i z chęcią po niego sięgam, choć urlop już dawno za mną. W klimacie umiarkowanym sprawdza się równie dobrze, nie podkreśla moich rozszerzonych porów.

Jedynie, co zauważyłam, to przy moim typie cery, lepiej współpracuje się mu z produktami matowymi (chodzi mi o pudry) – i tak np. lekko świetlisty puder Kat Von D Lock It, nie wygląda na nim tak dobrze, jak choćby Laura Mercier czy fantasyczny puder od PUR Cosmetics. Chyba nie lubi konkurencji z efektem glow!

Na koniec, jeszcze wrócę do początku i dodam słówko o kryciu (a ja wolę mocniejsze niż Ilona!). Fluid genialnie radzi sobie nie tylko z zaczerwienieniami i naczynkami (a takie mam w okolicach nosa), ale i wypryskami czy innymi nieprzyjaciółmi. Przy tak leciutkiej formule, śmiem twierdzić, że tylko DIOR Backstage jest mu równy. Ale NARSik był pierwszy, a co!


No i czyżby okazało się, że to podkład idealny dla każdego?
Znacie go? Używałyście?


Zobaczcie recenzję Ilony! I powspominajcie jej różowe włosy.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x