Ulubieńcy wszech czasów: kosmetyki nawilżające, matujące, przeciwtrądzikowe

Jeśli kosmetyczka przed zabiegiem zachwyca się nawilżeniem i napięciem Twojej skóry i mówi, że skóra jest tak zadbana że nie potrzebuje zabiegów wiedz, że robisz to dobrze. Jeśli lekarz medycyny estetycznej odsyła Cię do domu z tekstem: „nie mam nic do zrobienia ani na twarzy, ani na szyi” wiedz, że domowa pielęgnacja działa naprawdę. A przynajmniej moja kombinacja niezwykle skutecznych kosmetyków i koreańskich technik aplikacji.

Chcecie przeczytać, jak krok po kroku dbam o skórę? Voila!

Choć w moim pielęgnacyjnym menu nie ma w tej chwili ani jednego produktu made in Korea, jestem wielką zwolenniczką azjatyckiego podejścia do dbania o skórę. Wieloetapowe nawilżanie, demakijaż olejami, aplikacja przez dociskanie i oklepywanie, to zdecydowanie mój konik. Dlatego niech nie przeraża Was ilość używanych kosmetyków (szczególnie serum o poranku) – ich ilość to nie fanaberia. Razem naprawdę działają lepiej!

kremy-serum1

Ile warstw pielęgnacji?

Policzmy to razem! Po myciu buzi tonik, potem serum, potem krem nawilżający i baza matująca. Tyle w dzień. Nocą krem złuszczający, serum i krem. Do tego dwa razy dziennie krem po oczy. Nie brzmi to jakoś straszliwie przerażająco, prawda? A jednak diabeł tkwi w szczegółach – przekonałam się, że zarówno ilość kosmetyków, kolejność, jak i metoda aplikacji, ma ogromne znaczenie w osiągnięciu gładkiej, zawsze miękkiej i nawilżonej skóry, której nie imają się zmarszczki.

Przeprowadzę Was krok po kroku przez poranny i wieczorny rytuał i pokażę najlepsze kosmetyki, jakie miały okazję gościć na mojej twarzy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

RANO

  1. Zero Oil, Origins: tonik oczyszczający z wodą szałwiową i miętą. Dla mieszanej i tłustej skóry poranny niezbędnik. Zdecydowanie lepszy niż drugi z 3 kroków Clinique (mniej alkoholu, więcej naturalnych składników, ten sam efekt złuszczający) sprawia, że buzia jest idealnie przygotowana do wieloetapowego nawilżania.
  2. Booster d’eclat, Sephora: serum rozświetlające. Koreanki pielęgnację zaczynają od esencji – lekkich jak tonik płynów, które działają jak wodne serum: zmiękczają i nawilżają. U mnie w roli esencji leciutkie serum z Sephory, które świetnie nawilża i odświeża skórę. Jest idealną bazą pod kolejne produkty.
  3. Professional-C, Obagi: serum z witaminą C 15%. Używam każdej zimy i wiosny, dla lekkiego złuszczania, rozjaśnienia przebarwień i przeciwdziałania starzeniu. I uwielbiam je za to, że naprawdę działa. Widocznie rozjaśnia twarz i choć jest dość ciężkie, nadaje się pod makijaż.
  4. Serum Calmant Ressourcant, Eisenberg: serum do twarzy i oczu dla cery wrażliwej. Jeśli miałabym wybrać jeden kosmetyk, którego zapas mogłabym dostać do końca życia, byłoby to właśnie serum Eisenberg. Znakomicie nawilża, odpręża skórę, łagodzi zaczerwienienia, podrażnienia. Jest tak mocno nawilżające, że radzi sobie z suchą skórą pod moimi oczami (a to się udaje mało któremu kremowi). Co ważne, uczucie nawilżenia i jędrności jest trwałe, nie znika ani pod matującą bazą, ani pod makijażem. Kosmetyk drogi, ale wart każdej złotówki.
  5. Hydra-Dose Hyper Hydrating Cream, Rexaline: krem nawilżający przeciwzmarszczkowy. Nie znam lepszego nawilżacza na dzień! Dosłownie napakowany substancjami aktywnymi, aż czuć to przy aplikacji. Mimo konsystencji gęstego kremu moja mieszana skóra go uwielbia. Szybko się wchłania dając od razu wrażenie wypełnionej, młodszej buzi. Dokładnie takie samo, jakie macie po zabiegu u kosmetyczki. Przypuszczam, że na skórze suchej lub dojrzałej efekt będzie jeszcze bardziej spektakularny.
  6. Porefessional Matte Rescue, Benefit: żel matujący i zmniejszający widoczność porów. Mam kilka baz o matującym efekcie ale tylko ten żel nie warzy się na żadnym kremie i pod żadnym podkładem, nigdy nie daje efektu ciastka. Pewnie dlatego, że nie daje typowego matu, a raczej wrażenie czystej, świeżej skóry. Tak, jakbym nie miała na sobie 3 serum i kremu, a jedynie miętowy tonik Origins. Co prawda, klasyczny Porefessional lepiej ukrywa rozszerzone pory, ale czuć go na twarzy. Tymczasem Matte Rescue pozostaje niewidoczny, niewyczuwalny. Jakby go wcale na buzi nie było, a skóra – ot tak – była świeża i promienna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

WIECZOREM

Niech Was nie zmyli mniejsza ilość kosmetyków – tak naprawdę wieczorem dzieje się jeszcze więcej, niż rano. O ile w dzień chodzi przede wszystkim o nawilżanie, ochronę i balans dla skóry, wieczorem złuszczamy, regenerujemy i łagodzimy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

  1. Beurer FCE75: urządzenie do leczenia trądziku niebieskim światłem. Po demakijażu i oczyszczaniu, na czystą twarz stosuję urządzenie marki Beurer (kupione w Sephorze!), które z pomocą niebieskiego światła leczy i zasusza nieprzyjaciół na twarzy. Działa (ręczę za niego, jest świetny!) zarówno na te pryszcze, które dopiero próbują wydostać się na powierzchnię skóry, jak i te dojrzałe. Efekt zasuszenia i zmniejszenia widać od razu po zabiegu. A jak on wygląda? Ot, przykładamy punktowo urządzenie do pryszcza i trzymamy 2 minuty. Ot cała filozofia. Zabieg można stosować raz dziennie, do wyleczenia zmiany.
  2. Glyco-A, Isis Pharma: krem złuszczający z 12% kwasu glikolowego. Wróciłam do niego po latach i mam dobre wieści: nadal działa świetnie. Naprawdę porządnie złuszcza, łagodzi objawy trądziku grudkowego. To nie jest zabawka dla wrażliwców – za mocny! Początkującym poleca się stosowanie najpierw jak maseczkę, na 10-15 minut, potem co trzecią noc. Moja skóra jest zaprawiona w bojach i naprawdę go lubi, więc używam codziennie. Pamiętajcie jednak, że to kwas, nie wolno go stosować latem i trzeba pamiętać, by w dzień używać kremów/makijażu z wysokim filtrem (najlepsze są azjatyckie BB z SPF50+).
  3. Black Pine Oil, Korres: odżywczy olejek przeciwzmarszczkowy. Znacie kultowy Midnight Recowery Kiehl’s? Tak, jest świetny, też go uwielbiam. Ale Korres jest jeszcze lepszy! Po pierwsze cudownie pachnie – zupełnie nieziołowo (mimo czarnej sosny w składzie), jak pudrowe delikatne perfumy. Ma dość lekką konsystencję i jest jeszcze bardziej wydajny niż Kiehl’s, ale podczas aplikacji wyraźnie wyczuwam, że działanie jest bardzo intensywne. Producent zapewnia, że to połączenie silnego serum i olejku. I jestem skłonna uwierzyć obserwując, jak 4 krople Black Pine Oil natychmiast zmieniają skórę (staje się baaardzo gładka i bardziej jędrna). Ale prawdziwa magia dzieje się po kilku minutach – zaczerwienienia się uspokajają, skóra napina. W dotyku jest wręcz aksamitna.
  4. Multi-Active Nuit, Clarins: krem rewitalizujący na noc do skóry mieszanej. Moje odkrycie – silnie nawilżający krem nałożyć na (a nie jak wskazuje logika, pod) olejek odżywczy. Mimo lekkiej konsystencji Clarins działa cuda i sprawia to, czego sam olejek ani krem złuszczający nie potrafią. Jakby stapiał się z warstwą olejku dodając mu jeszcze więcej mocy. To już nie jest uczucie jak po nałożeniu kremu, a maseczki i to takiej mocnej, hialuronowej, w płacie. Co ważne, stan ten trwa do rana, a resztki mikstury olejkowo-kremowej zmywam o poranku, odsłaniając złagodzoną i dobrze nawilżoną buzię.
  5. Creamy Eye Treatment with Avocado, Kiehl’s: krem pod oczy. Internetowy hit. I w pełni zasłużył na to miano! U mnie najlepiej sprawdza się w pielęgnacji nocnej, nakładany grubszą warstwą, nie rozcierany (mimo bardzo gęstej konsystencji wchłania się pięknie w skórę i robi to sam, nie trzeba jej wcale pocierać). To balsam na zmęczoną, przesuszoną skórę pod oczami. Bardzo wydajny mimo, iż go sobie nie żałuję.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ile to trwa?

Nie będę Was oszukiwać – jedyna wada wieloetapowej pielęgnacji to czas, jaki trzeba na nią poświęcić. Poranne aplikacje zajmują 5 minut, wieczorem jest szybciej, o ile nie ma zbyt wielu wyprysków do podsuszenia (terapia na każdy pryszcz to 2 minuty życia – na szczęście zabieg można wykonywać w łóżku, podczas lektury dobrej książki) – wystarczą 3 minuty.

serum-pielegnacja2

Gdzie kupić?

Większość kosmetyków znajdziecie w Sephorze, krem Kiehl’s można kupić w butiku firmowym lub online, kremy Glyco-A dostaniecie w aptekach, kosmetyki Clarins kupicie m.in. w oficjalnym e-sklepie marki, natomiast serum Obagi kupicie w salonach kosmetycznych.

Mam nadzieję, że zarówno wybór kosmetyków, jak i kolejność ich nakładania zainspiruje Was do zmian w swojej pielęgnacyjnej rutynie. Argument jest jeden, ale bardzo silny: efekty stosowania tej metody są piorunujące!

By Was przekonać napiszę tylko jedno. W chwili, gdy kończę ten tekst, jest godz. 18.24. Kremy nakładałam o 7.30 rano. Dotykam twarzy i czuję gładką, bardzo miękką skórę o równej fakturze. Jest też wyraźne uczucie nawilżenia, także wokół oczu. I od miesięcy ani jednej nowej zmarszczki.

 

  • Barbara P.

    Ciekawy wpis. A jakie kosmetyki ciekawe. Serum nawilżające to ja nakładam tylko wieczorem. W sumie nie wiem dlaczego, bo rano też by się przydało. Poprawię się. A co do masażu twarzy to jestem leń, więc będzie uciskanie 🙂

    • pewnie, że zadziała! na nawilżonej buzi lepiej trzyma się makijaż 🙂

      • Barbara P.

        Wiem wiem, ale rano zapominam 🙁

  • and.her.lifestyle

    Bardzo przydatny wpis, w którym jest zawartych wiele interesujących kosmetyków. Zaciekawił mnie tonik Origins Zero Oil, gdyż używam płynu złuszczającego Clinique, o którym mowa w tym poście, lecz w wersji nie posiadającej alkoholu, czyli 1.0. Jeśli ten tonik jest rzeczywiście lepszy i będzie nawadał się do mojej cery, to bardzo chętnie go wypróbuję. Choć najpierw skonsultuję się w tej sprawie z Paniami konsultantkami w stacjonarnym sklepie Origins 😉

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki
Akceptuj Cookie.
x