Bubel alert! Testujemy nowości Fenty Beauty: korektor i puder sypki

Często jest tak, że pokazujemy jakąś nowość na stories, ale potem nie ma recenzji kosmetyku na blogu. Zauważyłyście? Zwykle dzieje się tak wtedy, gdy produkt njie budzi Waszego zainteresowania lub… zwyczajnie nie ma o czym pisać. Większość kosmetycznych rozczarowań zachowujemy dla siebie, a produkty zużywamy lub przekazujemy dalej z nadzieją, że nasza żaba okaże się księciem dla innej dziewczyny. Taki sam los miał spotkać korektor i puder sypki Fenty. Ale wobec ogromnej fali zachwytów na Instagramie i YT (nawet u takich ikon, jak Nikkie Tutorials), nie możemy nie przekazać Wam swojego zdania.


I zwyczajnie Was ostrzec przed kupowaniem tych produktów w ciemno. Nie chcemy, byście rozczarowały się tak jak my.



Fenty to jedna z naszych ukochanych marek. Podkłady, rozświetlacze i pomadki/błyszczyki Rihanny kochamy oboma blessowymi serduszkami (wpis o najlepszych produktach Fenty TU). Wieści o poszerzeniu gamy Pro Filt’r o korektory i pudry przyjęłyśmy z wielkim entuzjazmem. Zwłaszcza, gdy okazało się, że Riri po raz kolejny dała czadu z kolorami (aż 50 odcieni korektorów, 8 kolorów pudrów) wyznaczając nowe standardy dla całej branży. Aż się chce rękoma i nogami wspierać tę inicjatywę, prawda? Zrobić sobie #fentyface i dołączyć do idei pokazującej, że makijaż jest dla każdego, niezależnie od koloru czy tonacji skóry, wieku czy płci.

Bańka pęka po nałożeniu nowości na twarz, a rozczarowanie następuje po kolejnych kilku godzinach noszenia. I być może to tylko my mamy coś nie tak ze skórą pod oczami, wokół nosa, czy na całej twarzy. Ale i tak uważamy, że naszym obowiązkiem jest dać Wam znać o tych problemach. I nakłonić Was do zakupu korektora czy pudru TYLKO I WYŁĄCZNIE  po osobistych testach w Sephorze (co nie jest trudne, bo szafa Fenty jest w każdej perfumerii). Po prostu nie kupujcie online w ciemno. Już piszemy dlaczego…


Pro Filt’r Instant Retouch Setting Powder

puder sypki zmniejszający widoczność porów, 8 odcieni, 28 gr/139 zł, do kupienia TU

Nigdy nie wklejamy we wpisy obietnic producenta, ale tym razem nie ma innego wyjścia. Bo tyle aspektów opisu produktu nie zgadza się z rzeczywistością, że bez ściągawki nie da rady. Puder ma być jedwabisty, delikatny i wtapiający się w makijaż. I faktycznie wygląda, jakby był delikatny, drobniutko zmielony i jedwabisty. Tymczasem na skórze dzieje się coś dziwnego.

Niezależnie, który z ulubionych podkładów czy BB nałożyć (testy przez prawie 2 tygodnie, na m.in. Too Faced Peach, Fenty Pro Filt’r (!), revlon Colorstay, Dior Forever, MUFE Matte, Bourjois Helthy Mix BB), efekt po przypudrowaniu nigdy nie jest delikatny, jedwabisty. A w niewtapianiu się w makijaż ten puder nie ma sobie równych. Potrafi osiadać nierówną warstwą na różnych punktach twarzy. Nie da się go przy tym przesunąć i rozblendować. Gdy się raz w jakieś miejsce przyklei, kaplica. Siedzi tam i nic go nie ruszy. Próby zmniejszenia krycia w tym miejscu skutkują ciastkiem na twarzy.

Puder jest bardzo matowy i daje efekt tego rodzaju płaskiego matu, który być może przystoi pudrom ryżowym, czy Wibo za 30 zł, ale przecież nie produktowi klasy premium za 139 złotych.

Wracając do obietnic producenta czytałam o zmniejszeniu widoczności porów, drobnych linii i niedoskonałości. Oraz dostosowaniu się koloru do odcienia skóry. Ostatni punkt – święta prawda. Ten puder faktycznie nie bieli. Natomiast pozostałe… puder jest tak matowy, że podkreśla absolutnie każde załamanie skóry, każdą zmarszczkę (zupełnie nie nadaje się pod oczy). Osiada na najmniejszych nawet włoskach na twarzy, jakby chciał dać znać, gdzie potrzebuję depilacji.

Komu może się sprawdzić? Osobom, które mają bardzo tłustą (może młodą?) cerę i oczekują przede wszystkim matu. Moja (Ilony) mimo tego, że jest mieszana w kierunku tłustej, wyjątkowo nie polubiła się z tym pudrem. I mimo pięknego opakowania i aż 28 gramów pojemności z radością przestanie go używać.


Pro Filt’r Instant Retouch Concealer

lekki korektor o średnim/mocnym kryciu na twarz i pod oczy, 50 odcieni, 8ml/109 zł, dostępny TU

Mocno kryjący, ale lekki. Tuszujący niedoskonałości, cienie pod oczami i wszystkie złe decyzje, które mogłyśmy podjąć minionej nocy. I na dodatek – w 50 kolorach. Brzmi jak korektor marzenie, więc dzień po premierze był już w moich (Milena) rękach. Kolor, jaki wybrałam to 150 i jest on 8 z kolei (!), a jednocześnie dla mnie nadal okazał się być za jasny. Za to ma piękny, żółtawy odcień.

Sprawia wrażenie gęstego i kremowego, ale już podczas aplikacji okazuje się, że nie jest aż tak gęsty na jakiego wygląda i do pełnego krycia potrzebujemy dwóch warstw. To żaden problem, zwłaszcza, ze lubię nakładać mniej i ewentualnie dodawać kolejne warstwy.

Gorzej, kiedy okazało się, jak mocno wysusza on okolice oka i przez to podkreśla każde załamanie, najdrobniejszą zmarszczkę. A po przypudrowaniu (u mnie sprawdzona  Laura Mercier/RCMA/La Mer – próbowałam kilkukrotnie) pod okiem jest pustynia. Tak sucho, że aż nie umiem przypomnieć sobie innego, który robiłby mi taką Saharę. I cóż z tego, że może i ładnie kryje, kiedy dodaje lat i potęguje efekt zmęczonego oka? Dla mnie, niestety pas, i użytkuję go jako produkt do tworzenia cut crease. Szkoda, za taką cenę.


A jakie są Wasze opinie o nowościach Fenty? Macie i lubicie? Macie ochotę je wypróbować?


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x