Rewolucja w pędzlach MAC!

Pędzle dla profesjonalistów w zasięgu ręki? Zazwyczaj odpowiadamy – sprawdźcie co oferuje MAC. Nieważne, czy szukasz pędzelka do pudru, podkładu czy rozcierania (o kultowej 217 pisała Ilona tutaj, porównując do pędzelków nią inspirowanych). W swej ofercie marka ma absolutnie wszystko. I wszyscy o tym wiedzą.

A czy wiecie, że od kilku tygodni nie dostaniecie klasycznej wersji ulubionych pędzli? Nie ma, skończyły się i już nie będzie. Powiecie, jak to?! A ja powiem, że przyszło nowe, lepsze.


Absolutnie wszystkie pędzle MAC są dostępne wyłącznie w wersji syntetycznej.


Co?! Przecież to nie może być tak dobre, tak miękkie, tak delikatne. I tutaj wyprowadza nas z błędu choćby Kat von D, której wszystkie pędzle są syntetyczne, a ich jakość naprawdę zachwyca. Skoro możemy stworzyć coś równie dobrego, będąc przy tym fair w stosunku do braci mniejszych, jestem całkowicie za. I biję barwo.

Na pierwszy rzut oka nie zobaczycie różnicy; nie zmienił się kolor rączek, ciężkość pozostaje taka sama, a włosie w zależności od pędzla jest mniej lub bardziej zbite. Natomiast przy każdej nazwie pędzelka pojawiła się literka S i to właśnie ona oznacza nową, syntetyczną wersję.


Ale, by nie być gołosłowną, mam przetestowany set podstawowych pędzelków w nowej wersji. I na wstępie donoszę, że jest jeden pędzel, bez którego już żyć nie potrafię.


Pędzle do twarzy


Wśród pędzli do nakładania podkładu i produktów kremowych spodobał mi się krótki duo fiber (kolorowe włosie, jak u szopa) – 130s. Z powodzeniem nałożyłam nim bazę, podkład okrężnymi ruchami i kremowy bronzer. Choć na co dzień wolę gąbeczki, to pędzel przypomniał mi jak bardzo jest ekonomiczny, i nie zjada produktu.

Mięciutki pędzel do pudru to 150s jest naprawdę spory. Rozprowadzałam nim puder scalający makijaż na strefę T, a także omiatałam całą twarz Meteorytami. Pędzli tej wielkości lubię również używać do ocieplania twarzy bronzerem, zwłaszcza czoła. Jest to produkt, który wcześniej był dostępny w wersji z włosia naturalnego.

Do bardziej precyzyjnej pracy i konturowania wybrałam 109s, czyli pędzel o średniej długości włosia, dość mocno zbity, ale o okrągłej główce. Dobrze podkreśla kości policzkowe, a także aplikuje róż. To jeden z moich hitów, warto mieć go w kosmetyczce.

Pędzel 137s ma długie włosie i zwężaną końcówkę, więc jest niezwykle delikatny, przez co na twarzy robi minimalną mgiełkę. Świetnie nadaje się do zmiatania nadmiaru pudru spod oczu, do omiatania całej twarzy, a także do subtelnego rozświetlania. Jego przeciwieństwem jest 133s, czyli płaski języczkowy pędzel dający extra moc koloru. Świetny do różu i jeszcze lepszy do rozświetlacza (widać Was będzie z kosmosu!).


Pędzle do oczu


Pędzelek do brwi 208s, to produkt must have. Jest skośny, zbity i aplikuje kosmetyki zarówno pudrowe, jak i kremowe. Wypróbowałam go z cieniem do brwi, a także z pomadą. Wydaje się, że skośne pędzelki można odpuścić, bo jest wiele tańszych zamienników, ale odpowiednio twarde włosie pozwala na naprawdę precyzją robotę.

Zwężająca się końcówka pędzelka do blendowania 221s pozwala na naprawdę drobiazgowe podkreślenie załamania powieki, ale również roztarcie zewnętrznego kącika oczu. Pędzelek jest naprawdę mięciutki i miły w dotyku. Jego włosie jest dość długie, a główka zaokrąglona.

Jeśli marzy nam się aplikacja cienie brokatowego, metalicznego czy pigmentu to przyda się zwarty pędzel o krótszym włosiu, ale łopatkowym kształcie. Taki jest 239s – świetnie zaaplikuje cienie, potęgując ich błysk lub kolor. Przy okazji całkiem sympatycznie rozciera produkty.


Mój hit – 240S


W zestawieniu brakuje jeszcze klasycznego pędzla do blendowania. I oczywiście, że polecam kultowy 217s, ale w nowym secie, znalazłam wyjątkowo genialne narzędzie, które pokochałam od pierwszego użycia.

I muszę Wam zdradzić, że artyści MAC mają na jego punkcie lekką obsesję.

Jest to pędzel 240s, sporej wielkości narzędzie do blendowania cieni, zwłaszcza nanoszenia produktu transferowego. Jego zwężająca się główka umożliwia jednak więcej działań – podkreślicie nim zewnętrzny kącik oka, a także naniesiecie produkt na całą powiekę.

Ale to nie wszystko, bo 240s jest po prostu multifunkcyjny. Doskonały do pudru pod oczy, szybkich poprawek w ciągu dnia np. przy nosie, precyzyjnego nałożenia bronzera, różu i porządnej warstwy rozświetlacza. Kocham go miłością największą, i zdecydowanie polecam się w niego zaopatrzyć.


Przy 0kazji zdradzę, że zarówno online, jak i np. w moim ulubionym salonie MAC w Galerii Katowickiej, pozostało jeszcze trochę pędzli z włosia naturalnego, ale po wyprzedaniu nie wrócą w starej wersji.


  • Nabralam smaka na MACa, te pedzle prezentuja sie niesamowicie, jezeli mowicie ze sa tak dobre choc syntetyczne, to musze to sprawdzic 😀

    • Milena Paciorak

      No ja już 240 tak zaadotowałam, ze naprawdę nie wiem jak bez niej żyłam!!!

      Ilonka ma coś od Maxi i sobie chwali!! Jest na co czekać!!

  • Ja kocham moja 217 ale po waszym wpisie nabrałam jeszcze ochoty na 240…ale będę musiała chwile poczekać bo mikołaj ma mi przynieść pędzle od Maxi 😉

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki
Akceptuj Cookie.
x