Moje klasyki pielęgnacji. Oczyszczanie i nawilżanie cery mieszanej.

Testuję dziesiątki kosmetyków miesięcznie (nie żartuję!). Szczególnie wtedy, gdy szykuję się do kolejnej części serii Tydzień pielęgnacji). I choć uwielbiam wiele kosmetyków (mam szczególną słabość do maseczek i toników), to w codziennej pielęgnacji cery stawiam na kilku sprawdzonych graczy. Zawodowców. Specjalistów do spraw ochrony przed czarną magią (zanieczyszczeniami, które zatykają pory) i mój osobisty Zakon Feniska (vel nieustającego nawilżenia). Choćbyście mnie obudzili w nocy, wyrecytuję listę tych czarodziejów na pamięć.


Moi ulubieńcy. Klasyki. Bez nich nie ma magii.



1/ Olejki do demakijażu

Gdybym miała dać każdemu pielęgnacyjną moc, przekazać jakieś magiczne słowo, dotyczyłoby ono z pewnością prawidłowego oczyszczania. Ten krok był zdecydowanie największą rewolucją w moim sposobie dbania  skórę. Zrobił największą różnicę. Dziś nie wyobrażam sobie, jak mogłam myć twarz tylko żelem (mocno pieniącym, wysuszającym, z silnymi składnikami drażniącymi). I zdecydowanie widzę, jak komfortowo czuje się buzia, gdy nie jest męczona, podrażniana i zapychana.

Podwójne oczyszczanie w przypadku mieszanej czy tłustej skóry sprawia, że buzia od razu po umyciu jest gładka, miękka i nie potrzebuje teraz/natychmiast/w tej sekundzie otrzymać porcji nawilżenia z zewnątrz. Ona ma je już w sobie. Ba! często dobrze oczyszczona skóra nie potrzebuje nic poza porcją toniku. Bo jest tak dobrze zbalansowana.

Moi aktualni ulubieńcy to: leciutki i bardzo uniwersalny, lekko (pięknie!) pachnący olejek Chanel L’Huile (200 ml/189zł) oraz baaardzo delikatny nawet dla najbardziej wrażliwych oczu olejek Mafka (więcej o nim TU). Ostatnio wróciłam też do starego dobrego sposobu na demakijaż mleczkiem oczyszczającym (bardzo dobre mleczko Mixa ma prosty skład i nie podrażnia wrażliwych oczu – 200 ml/13,99).


2/ Tonik-mgiełka

Tonik być musi i basta! Dobrze dobrany tonik może dla skóry zrobić tyle samo dobrego, co serum czy krem. Ja nawet sądzę, że więcej niż krem. Po pierwsze – pamiętajcie, że im luźniejsza konsystencja, im drobniejsze cząsteczki kosmetyku, tym głębiej w naskórek może wniknąć. Więc dobre nawilżanie zaczyna się już na poziomie toniku, a pozostałe kroki tylko pogłębiają i przedłużają ten stan. Cera mieszana czy tłusta, potrzebuje tej mgiełki nawilżenia może nawet bardziej niż sucha – bo z natury ma problem w przyjmowaniu, wchłanianiu cięższych konsystencji.

Lista moich ukochanych toników byłaby baaardzo długa (pewnie ok.20 produktów), ale to, co je łączy, to aplikacja. Mgiełki! Pewnie nawet nie zastanawiałyście się, ile zalet ma ta forma aplikacji.

  • Po pierwsze: higiena. Powietrze nie dostaje się do kosmetyku, płyn nie ma kontaktu też ze skórą czy z wacikami. Jest czysty.
  • Po drugie: przyjemność. Nie ma nic lepszego o poranku, niż prawdziwe uczucie orzeźwienia z mgiełki. I nie ma nic lepszego w ciągu dnia.
  • Po trzecie: działanie. Toniki-mgiełki mają zwykle dość proste, ale bogate składy. Z jednej strony normalizują PH skóry, z drugiej nawilżają, odświeżają, lekko chłodzą. Potrafią rozświetlać i działać jak tarcza ochronna, przeciwdziałając wnikaniu w skórę toksyn, wolnych rodników i innych paskud. Łagodzą podrażnienia, dodają energii.
  • Po czwarte: łatwość użycia i wydajność. Spryskujesz, wklepujesz, gotowe. Tylko tyle i aż tyle. Nie ma pocierania twarzy wacikiem. Kosmetyk starcza na dłużej, jest bardziej wydajny i łatwiejszy a poprawnej aplikacji.

Nawet, jeśli Twój ulubiony tonik nie ma opakowania z pompką, przelej go do takiego, dobrze radzę! I przedstawiam mojego aktualnego ulubieńca. Fantastyczny tonik, który potrafi prawie wszystko (może poza praniem dywanów). Świetnie nawilża, cudownie chłodzi i odświeża, rozświetla, energizuje, chroni przed zanieczyszczeniami, przywraca prawidłowe PH i balasuje moją skórę (innymi słowy, jednocześnie nawilża i dba o to, by moje czoło nie błyszczało po godzinie). Ten czarodziej to Essential-C Toner marki Murad (180ml/185 zł). Im dłużej go używam, tym bardziej widzę, że faktycznie działa.


3/ Serum ze ślimaka

Już się na jego temat rozpisywałam (w TYM wpisie), więc dodam tylko krótko: jakość tego serum w połączeniu z właściwościami śluzu ślimaka (który uwielbiam, bo jest naturalny, wspaniale nawilża i działa przeciwzmarszczkowo) oraz ceną sprawia, że jestem pod ogromnym wrażeniem serum Element i zdecydowanie kupię kolejne opakowanie.


4/ Krem dla bardzo wymagających oczu

Kiedy się ma oczy jednocześnie ekstremalnie wrażliwe i łzawiące, a skórę wokół nich suchą i skłonną do zmarszczek (a do tego lubi się człowiek malować), pielęgnacji okolicy oka jest ogromnym wyzwaniem dla kosmetyków.

Większość kremów, które dla przeciętnego człowieka byłyby ok, u mnie nie nadaje się do niczego. Te, które w opinii wielu są fantastyczne, ja toleruję jako totalne średniaki (albo robię na ich bazie swoje kremy DIY – jak w TYM wpisie). A jest tylko kilka (policzę na palcach jednej ręki) takich kremów, które uważam za świetne. Na pewno Benton ze ślimaka, krem Bobbi Brown (nawilżający) i Eisenberg.

Creme Contour des Yeux z linii Pure White to genialny kosmetyk dla tych naprawdę wymagających oczu. Eisenberg dokonał rzeczy wydawałoby się niemożliwej. Połączył bardzo bogatą, odżywczą formułę z dość lekką in świeżą konsystencją. Każda aplikacja tego kremu to dla moich oczu ulga. Od razu czuję ukojenie i nawilżenie. To nawilżenie, które jednak nie ucieka po godzinie ze skóry. Uwielbiam, jak szybko i bezproblemowo mogę nałożyć pod oczami makijaż. I fakt, że ten krem nigdy nie podrażnił mi oczu.Jedyne czego nie potrafi, to walczyć z opuchlizną. Pod każdym innym względem (nawet pojemności i wydajności) jest geniuszem.


5/ Maska nawilżająca

Kolejny punkt obowiązkowy na liście, o który nie podejrzewałoby się mieszanej cery. A czy w pogoni za idealnie czystą skórą, bez widocznych porów, pryszczy i przebarwień nie zapominamy czasem, że sprawą najważniejszą z ważnych jest dla tej skóry odpowiednie nawilżenie i komfort?

I choćbym miała 10 masek glinkowych w łazience, zawsze muszę mieć też choć jedną, za to świetnej jakości, nawilżającą. I stosuję ją przynajmniej dwa razy w tygodniu. Dzięki temu mimo przeróżnych kuracji z kwasami, witaminą C i wiecznym testowaniem kosmetyków, nie mam problemów z miejscowym odwodnieniem, przesuszeniem, suchymi skórkami itp. Dobre nawilżenie w masce jest też super dla cer mieszanych, bo mocniej działający kosmetyk nakłada się na trochę. To sprawia, że podstawowa pielęgnacja nadal może być lekka, nie zapychać porów i nie powodować nadmiernego błyszczenia.

Moje ostatnie odkrycie – świetna ryżowa maska COSRX (60 ml/75 zł) w zależności od dnia, może być maską na chwilę, lub na całą noc. I ma tyle w sobie dobrych rzeczy… Niacynamid (bardzo przydatny w regulowaniu sebum), ekstrakt z ryżu (wyrównuje koloryt skóry, nawilża), argininę (dba o nawodnienie i wzmacnia barierę naskórkową) i olejki roślinne.


6/ Lekkie nawilżenie i SPF

Jak pewnie zdążyliście się zorientować, w pielęgnacji skóry nacisk kładę na pierwsze jej etapy. Krem to dla mnie tylko krok wykańczający rytuał pielęgnacyjny. Zdarza mi się go w ogóle pomijać, kiedy czuję, że skóra nie potrzebuje już dodatkowej warstwy. Przede wszystkim jednak zauważyłam, ze moja mieszana cera zdecydowanie ceni sobie lekkość. Dlatego jestem wierna kremowi Farmacy Honey Drop, o którym pisałam już w tekście o mojej letniej pielęgnacji (TU).

Stosunkowo nowy w mojej kosmetyczce jest za to krem Color-Smart Shiseido Waso z filtrem SPF30 (50 ml/189zł). I ten krem kocham, uwielbiam, nie wyobrażam sobie bez niego dnia. Nie tylko dlatego, że jest to moim zdaniem najlepszy krem z filtrem dla cer mieszanych i tłustych, że dzięki niemu mogę przetrwać wyzwanie #BezPodkładu. Ale też dlatego, że ma w sobie kilka kosmetyków w jednym.

  • Po pierwsze: filtr. Bardzo dobry, mineralny filtr nano.
  • Po drugie: kolor, który naprawdę dopasowuje się do odcienia cery. To nie jest makijaż, nawet nie krem BB. Ale krem dzienny, który po aplikacji na skórę zmienia kolor z białego na delikatnie brzoskwiniowy. Odcień ten świetnie się wtapia zarówno z jaśniejszą, jak i ciemniejszą cerą. Do tego sprawia, że buzia wygląda zdrowo. No i nie ma białego osadu od filtra.
  • Po trzecie: mat. Nie żaden tam sztuczny, pudrowy mat, ale efekt pięknej, satynowej skóry. Bardzo naturalny, przyjemny efekt. Ten krem nie przyspiesza błyszczenia się buzi w ciągu dnia i chroni przed przesuszeniem.

Gdybym Wam miała polecić jeden konkretny produkt do przetestowania z całego tego zestawienia, byłby to właśnie Waso. I jest też wersja dla cery suchej!


Tym wpisem kończę ten Tydzień Pielęgnacji. A ponieważ jest to cykl, odsyłam do wszystkich wpisów tej serii (znajdziecie je pod tagiem Tydzień pielęgnacji) i jednocześnie pytam: o czym jeszcze chcecie przeczytać? Jakie macie problemy z cerą? O jakich składnikach dowiedzieć się więcej?

Piszcie koniecznie tu, albo wysyłajcie wiadomości prywatne na naszym Instagramie >


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podobne wpisy