Test podkładów: Clarins, Bareminerals, Smashbox, Benefit, dr Irena Eris i Avon

Test sześciu podkładów na cerze suchej, a ostatnio również walczącej z hormonalnymi wypryskami? Mamy to! Ostatnie tygodnie bardzo intensywnie sprawdzałam nowości podkładowe ze wszystkich półek cenowych.

Jeśli zastanawiasz się nad nowym fluidem, to ten wpis jest dla Ciebie. Zwłaszcza, że produkty, o których przeczytasz, to albo nowości, albo kosmetyki, o których w sieci nie jest głośno.


Sześć podkładów i jeden cel: czy znajdziemy ideał?


Smashbox, Studio Skin Face
Shaping Foundation, 169zł do kupienia tutaj


Schowany w poręcznym, dwustronnym sticku kosmetyk kryje w sobie podkład, a także idealnie odcień kremu do konturowania. Jeśli chodzi o dobór kolorystyczny, to jest naprawdę perfekcyjny, a chłodne odcienie bronzerów marki Smashboxa są wręcz legendarne.

Sam podkład jest naprawdę mocno kryjący, zdecydowanie bardziej niż jego siostrzana, płynna wersja. Pięknie się rozciera, i możemy stopniować od efektu średniego do dużego krycia. Moje sucha cera bardzo się z nim lubi, bo daje komfort, nie ściąga i pozostaje na buzi przez wiele godzin.

Minus: Wydaje się być mało ekonomiczny, bo samego podkładu jest niecałe 4,3 g. Szkoda, bo trwałość i to, że jest wolny od alkoholu, parabenów, oleju i do tego nie był testowany na zwierzakach sprawia, że chcę go mieć pod ręką ciągle.


Benefit, the POREfessional podkład
zmniejszający pory, 169zł do kupienia tutaj


Bardzo mocno wodnisty podkład od Benefitu jest chyba najbardziej interesującym produktem z dzisiejszej wyliczanki. Dlaczego? Bo możemy stosować go co najmniej na dwa sposoby – samodzielnie, jako lekki podkład koloryzujący i minimalizujący pory, ale również jako topper na podkład. Nakładamy go wówczas na miejsca, gdzie nasze pory są najbardziej widoczne (u mnie policzki, okolice nosa).

W obu przypadkach sprawdza się, zgodnie z obietnicą producenta. Pory są wyraźnie zmniejszone, a wykończenie, jakie uzyskujemy to subtelny mat. Lejący się produkt najlepiej nanosić przy pomocy palców lub gąbeczki schowanej w denku produktu.

Minus: Niestety, jest problem z doborem koloru. Naniesienie formuły na podkład może spowodować, że prócz zmniejszonych porów zyskamy widoczne odcięcie. Lepiej byłoby używać go solo, ale wówczas musimy liczyć się z lekkim kryciem.


Dr Irena Eris, Clinic Way,
ok.79zł, do kupienia tutaj


Dermopodkład, który w swoim składzie ma mnóstwo składników pielęgnacyjnych – witaminy C i E, olejek z awokado, a także unikalne składniki opatentowane w laboratoriach dr Ireny Eris. Fajnie! A jak podkład sprawdza się na co dzień?

Na dzień dobry dostajemy naprawdę spore krycie, na szczęście kremowa formuła nie ma tendencji do osadzania się w liniach mimicznych. Niestety miejscami podkreślił mi suche skórki w okolicach nosa. Łatwo się aplikuje, pozostawia satynowo-matowe wykończenie, i nie wymaga ode mnie pudrowania przez co najmniej 5-6 godzin. Jestem ciekawa, jak sprawdziłby się na skórze tłustej i mieszanej.

Minus: Zdecydowanie ma tendencje do lekkiego oksydowania, więc jeśli jesteście bladolice, to wybierajcie wersję kolorystyczną 010. No i pachnie, co prawda dość lekko, ale jednak wyczuwalnie. Wolałabym, by był bezwonny, jak to dermokosmetyk.


Bareminerals, podkład mineralny BarePro,
155zł, do kupienia tutaj


Nowość w rodzinie Bareminerals, to mineralny podkład w płynie. Dostałyśmy sporo zapytań, jak się sprawdza, przeprowadzałam test na story, a następnie nosiłam go jeszcze kilkanaście razy. I choć producenci niekoniecznie namawiają, by stosować go z cerą suchą, to ja noszę i opowiadam, jak się sprawdza.

Matowe wykończenie fluidu jest odczuwalne, ale za to mamy wrażenie, że podkładu niemal nie widać na buzi. Cudowne uczucie! Niedoskonałości są ukryte, tak do poziomu średniego. Najbardziej lubię aplikować go gąbeczkami, bo jeszcze piękniej wtapia się w skórę. Jest stosunkowo trwały, wręcz idealny na co dzień. Dobrze pracuje z korektorami i pudrami.

Minus: Przy cerze suchej konieczna jest naprawdę dobra baza nawilżająca. Da nam ukojenie od dość mocnego matu, ale efekt jaki zyskujemy jest warty primera.


Clarins, Everlasting Compact Foundation,
185zł, do kupienia tutaj


Do nowości od Clarins podchodziłam z dość dużą rezerwą, bo jako posiadaczka cery suchej wiem dobrze, że pudrowe podkłady potrafią wyglądać na mojej twarzy mało zachęcająco. Zwłaszcza, że kompakt (wg producentów) ma właściwości matujące.

Zaczęłam go stosować przed kuracją kwasami, i niestety nie dawał sobie rady z ukryciem mocnych wyprysków, które pojawiły się na żuchwie. A szkoda, bo czoło, policzki, nos wyglądały świetnie. I były naprawdę nieźle ujednolicone. W tym momencie jestem już po kuracji, moje niedoskonałości są już niemal wyleczone. Pudrowy fluid daje lekkie krycie, i efekt zdrowej, rozpromienionej skóry. To na pewno nie jest mat, a raczej satyna. Jest to bardzo naturalny efekt.

Minus: Skórki, które uwidaczniają się (delikatnie!) po kilku godzinach, zwłaszcza w okolicach nosa. Ale absolutnie mnie to nie zraża, bo komfort, jaki odczuwam podczas noszenia jest nie do przecenienia! W dodatku fluid świetnie sprawdza się z korektorami, a nawet konturowaniem na mokro.


Avon, True Colour Flawless Skin, ok. 50zł


Zupełnie niepozorny podkład Avon, to najtańsza propozycja z dzisiejszego zestawienia, która całkiem dobrze poradziła sobie z konkurencją. Czyli jak?

Przede wszystkim podkład naprawdę nieźle ukrył niedoskonałości, nie robiąc przy tym maski, co często zdarza się produktom drogeryjnym. Mój odcień Light Nude perfekcyjnie wtapia się w skórę. Daje wyraźnie matowe wykończenie, ale nie przesusza. Nie jest to killer krycia, ale np. na uczelni czy przy pracy biurowej będzie bardzo okej. Plus za filtr SPF15 i całkiem pokaźną gamę kolorystyczną, bogatą w kolory dla Słowianek.

Minus: To produkt na co dzień, raczej nie zaufałabym mu podczas całonocnej imprezy, bo nie jest aż tak trwały.

 


Poniżej dwa hity amerykańskich jutuberek, i wcale nie jest to Huda Beauty. Jednak w obu przypadkach godny rywal.

Rewelacyjny podkład od Rihanny, czyli Fenty Beauty i ulubieniec Ilony. Zobaczcie!

I ulubiony fluid Tati Westbrook, czyli All Hours od YSL. Klikajcie tutaj.

  • Mam klasycznego Smasha i lubię i to nawet bardzo choć o tym sztyfcie sporo słyszałam że ciasteczkuje ;/ miałam ten Avon ale dla mnie był za ciemny odcien oddałam sis i jest zadowolona 😉

    • Milena Paciorak

      u mnie jest wszystko bardzo fajnie! pewnie, jak zawsze, zależy od człowieka i cery. za to kontur ma boski!

  • Mam chyba z 20 podkladow ale kusi mnie YSL, wiec mysle ze wyladuje w mojej kosmetyczce. Tylko ciekawe czy u mnie sie sprawdzi, Tati chyba nie ma mieszanej cery? hmmm 😀

    • Milena Paciorak

      Tati ma właśnie mieszaną – strefę T problematyczną, a resztę buzi suchą. Więc dość trudną;)
      Ale skoro i jej pasuje, i Ilonce z cera mieszaną/tłusta, to raczej sprawdzi się u wszystkich. Ewentualnie z dobrze dobraną bazą:)

  • Mam kilka podkładów z niższych półek cenowych, ale kuszą mnie też te droższe 🙂

  • Anna

    Właśnie testuję Bare Minerals Pro i zapowiada się wielki hit. Mam cerę mieszaną i duży plus za to, że nie podkreśla porów i nie robi truskawki na nosie. Lekki, a trwałość jest imponująca. Trochę się wyświeca, ale nie waży się przy tym i nie ściera. Natomiast matu nie zaobserwowałam, raczej satynę, także chyba korzystniejszy będzie jednak dla mieszańców 🙂

    Zainteresował mnie jeszcze benefit. Czy zasadniczo, poza kolorem, różni się od bazy porefessional?

    • To może ja odpowiem (Ilona), bo też mam mieszaną cerę 🙂 Podkład Bene od bazy różni… wszystko! Konsystencja jest tu płynna (bardziej płynna niż w Nars i Marc Jacobs, to niemal woda), efekt naprawdę matowo-satynowy, obciążenie skóry żadne, a pory są faktycznie jakby zblurowane. Producent poleca go nakładać gąbeczką dołączoną do zestawu – jej akurat nie lubię bo jest po prostu za mała i aplikacja długo trwa, natomiast dało mi do myślenia to, że gąbka jest sucha. I tak wpadłam na dwie metody aplikacji, które się genialnie przy nim sprawdzają.
      Jedna to nakładanie gąbeczką do podkładów cushion – mocniejsze krycie i efekt flawless
      Druga – aplikacja luźnym pędzlem do podkładu/pudru – krycie słabsze, bardziej codzienne, natomiast efekt równie dobry i baaaardzo szybka aplikacja. Benefit to teraz mój podkład nr 1 na co dzień i gdyby nie fakt, że zrobił się już za ciemny (mam odcień 4) pewnie używałabym go przez całą zimę.

      • Anna

        Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź 🙂

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki
Akceptuj Cookie.
x