Świetne, polskie, drogeryjne! Kosmetyki tak dobre, lub lepsze od The Ordinary.

Ten wpis to prawdziwy festiwal dobrych kosmetyków! I cieszy mnie bardzo, że są to wyłącznie polskie marki. I jeszcze w dobrych cenach. Nie chodzi tylko o składy, czy stężenia substancji aktywnych. Tu są też świetne konsystencje. Takie, które sprawiają, że używanie kosmetyków jest prawdziwą przyjemnością. Zapraszam Was na wyczekiwany wpis o godnych zamiennikach dla The Ordinary.


100% polskich marek, dostępnych w polskich sklepach. Od ręki!



Prawdziwe gwiazdy!


Dużo dobrego wydarzyło się ostatnio w pielęgnacji made in Poland. Ale dziś chciałabym zwrócić Waszą uwagę na 3 marki: Nacomi (ich seria Next Level), Bielenda Professional (zwłaszcza seria dla Rossmanna i linia SupremeLAB) oraz Eveline (seria Glycol). Cała trójka jest dostępna w drogeriach (stacjonarnie lub przez internet), a relacja jakości do ceny naprawdę robi wrażenie. Czytanie składów tych produktów to prawdziwa przyjemność – widać, że stawiają nie tylko na dostarczenie odpowiedniej ilości kluczowego składnika, ale też dokładają do formuł fajne smaczki, które ulepszają całość. Tak, żeby kosmetyk działał i przyjemnie się go używało.

Inne marki też mają swoje hity, dlatego postaram się napisać o jak największej ilości sprawdzonych, ciekawych kosmetyków – takich, które mają podobne działanie do The Ordinary i mogą być fajnymi zamiennikami lub uzupełnieniem oferty TO. Ale zanim przejdę do konkretnych formuł…


Pogadajmy opakowaniach


Czy to naprawdę ważne, jak wygląda opakowanie kosmetyku, który kupujesz? Jeszcze jak! I nie mam na myśli ładnej etykiety – chodzi o to, że polskie marki zdobyły już czarny pas w produkcji opakowań ODPOWIEDNICH dla produktów wewnątrz. I tu biją na głowę same The Ordinary.

Zwróćcie uwagę, jak wygląda nowa seria Nacomi. Każde serum ma nieprzezroczyste opakowanie z pompką. Takie flakoniki są bardzo higieniczne i chronią zawartość przed dostępem powietrza. Bardzo podobnie (tylko jeszcze lepiej) pakuje produkty Bielenda Professional. Pompki są w prawie każdym serum, czy kremie, natomiast wiele z nich ma opakowania typu airless. To oznacza jeszcze większe bezpieczeństwo dla formuły kosmetyku. A przez to dla naszej skóry.

Polscy producenci dobrze kombinują też z dostosowaniem opakowania do formuły. Serum z kwasem askorbinowym często ma zmniejszone opakowanie (może się wydawać, że to wada – ale wcale nie. Witamina C dość szybko się utlenia, im porcja serum mniejsza, tym większa pewność, że kosmetyk do ostatniej kropli będzie działał). Na przykład serum Glycol z Eveline to 18 ml produktu, serum z Dermo Future 20 ml, a Bielendy 15 ml. The Ordinary powinno brać przykład!

Z kolei peelingi a la Czerwony Diabeł (ten z Eveline jest najbliższym zamiennikiem TO) nie mają fiolek z pipetami, tylko buteleczki. To mega ułatwia aplikację i pozwala wykorzystać każdą kroplę produktu.


Kosmetyki z peptydami


Serum Buffet to jeden z największych hitów The Ordinary. Absolutnie zasłużenie, bo formuła jest mega dobra. Szczerze mówiąc nadal nie znalazłam nic, co by pobiło go formułą. Ale! Buffet jest dość drogi (ponad 80 zł za 30 ml) i jak sądzę z tego powodu wiele osób nie decyduje się go kupić. Dlatego cieszy mnie bardzo, że mamy polskie kosmetyki z peptydami w nieco milszych cenach, a wciąż świetnej jakości.

Przeczytaj także:  Co warto kupić (a czego nie) z The Ordinary w 2020 roku? 5 najlepszych i 5 najgorszych kosmetyków.

Sama nie mogę się zdecydować, który z nich robi na mnie większe wrażenie – czy serum Nacomi Peptides 10% z 10-procentowym kompleksem peptydów (w tym 4% Matrixylu 3000), które świetnie nawilża, jest leciutkie i kosztuje ok. 35 złotych. Czy jednak serum Pro Age Expert Bielenda SupremeLAB  (tu znajdziecie głównie peptydy nastawione na odżywienie i korektę zmarszczek mimicznych, formuła jest cudownie otulająca i ma więcej nawilżenia, niż topowe sera hialuronowe) za 66 zł.

Muszę jeszcze wspomnieć o kremie z tej serii – choć The Ordinary kremu peptydowego nie ma (a powinien!). Bo to jest sztos totalny i w tej chwili mój ulubiony krem w ogóle! Jakim cudem taka dobra formuła przeciwzmarszczkowa, która naprawdę świetnie odżywia i poprawia wygląd cery jest jednocześnie aż tak lekka i ‚znikająca’, nie mam pojęcia. Ale wiem, że Ekskluzywny krem przeciwzmarszczkowy z kompleksem peptydów SupremeLAB poleciłabym każdej z Was. Bez względu na wiek i rodzaj cery.


Czerwony diabeł i inne kwasy


Peelingi chemiczne, zarówno w postaci serum na co dzień, toników, czy słynnego czerwonego peelingu, były wizytówką The Ordinary. Wiele osób dzięki nim używało kwasów po raz pierwszy i mogło zaobserwować, jak fantastyczne efekty przynosi złuszczanie skóry. Mniej widoczne pory, wyrównany koloryt skóry, mniej zaskórników i wysypu trądziku, rozjaśnione przebarwienia, miękka i nawilżona skóra – to wszystko można osiągnąć dobierając odpowiedni kosmetyk z kwasami.

Jak już pewnie doskonale wiecie (bo sieć aż huczy od recenzji) Eveline postanowiło pójść drogą The Ordinary i zaprezentować swoją wersję TO 30% AHA + 2% BHA Peeling Solution (35 zł/30ml). I potwierdzam Wasze obserwacje (wiele osób pisało do nas o tym produkcie w DMach na Insta): to jest bardzo, bardzo dobry zamiennik. Peeling Glycol Therapy 10% ma dokładnie 30% kwasów AHA w składzie (w tym 10% glikolowego, stąd nazwa), a dodatkowo 2% kwasu salicylowego. Kosztuje 17 zł za 20 ml (teraz jest w promocji). I z perspektywy użytkownika obu (także testując je pół na pół twarzy) przyznaję, że lubię TO tylko odrobinę bardziej (wydaje mi się, że nieco lepiej oczyszcza pory). Ale ta odrobina nie jest powodem, by wydawać więcej, męczyć się z kiepskim opakowaniem i… robić zapasy na wypadek przerwy w dostawach. Eveline jest dostępny wszędzie i na już.

Ale to i tak pestka w porównaniu do mojego drugiego ulubieńca. Peelingu kwasowego, który absolutnie uwielbiam i jestem absolutnie przekonana, że to nowsza, lepsza wersja Czerwonego Diabła. Acid Booster Bielendy Professional z kwasami AHA + PHA 9% mimo mniejszych stężeń i braku BHA w formule, działa na skórę tak samo dobrze. A nie podrażnia i dodatkowo nawilża. Był ulubieńcem 2020 i nadal jest moim nr 1. Dostępny w każdym Rossku (o ile nie jest aktualnie wykupiony) za 45 zł/50 ml (często taniej, bo bywa w promocji). Niby drożej, ale to nadal taniej, niż TO – gdy przeliczycie cenę na pojemność.

Przeczytaj także: Top 7 kosmetyków pielęgnacyjnych 2020!

Z kolei złuszczające serum na noc, które uważam za świetne zastępstwo dla The Ordinary (a nawet lepszy wybór) to Nacomi Mandelic acid + PHA 10%. Nie tylko jest lepszy od serum z kwasem migdałowym TO, ale też od obu ich formuł z kwasem mlekowym. To bardzo wyważona moc złuszczania z dodatkowym efektem nawilżającym. I minimalną ilością podrażnień. Serum sprawdza się zarówno przy cerach trądzikowych, jak i tych bardziej delikatnych, czy dojrzałych. Jeśli kwas glikolowy (jakiejkolwiek marki) Was przesusza, czy podrażnia, idźcie w migdałową formułę z Nacomi.


Serum z niacynamidem 


Chyba żaden inny kosmetyk The Ordinary nie doczekał się tylu kopii. Trzeba przyznać, że to właśnie sukces serum TO sprawił, że niacynamid stał się składnikowym hitem kosmetycznym. I to do tego stopnia, że niemal każda marka ma już w ofercie coś z witaminą B3. Dobra nasza, bo jest w czym wybierać!

Jeśli chodzi o hity cenowe i jakościowe w dobrej cenie, zdecydowanie warto sprawdzić dwa produkty: serum Glycol Therapy 5% Eveline (teraz w promocji – 18 zł/18 ml). Bardzo ciekawy produkt dla cer tłustych i trądzikowych. Dzięki niewielkiemu dodatkowi kwasów AHA i BHA (łącznie 5%) oraz łagodzącej betainy wielotorowo działa na pory i przeciw wypryskom.

Ale – jak pewnie wiecie – nicynamid jest dobry na (prawie) wszystko i warto go wprowadzić do pielęgnacji nawet, gdy się nie ma problemów z sebum. Wystarczy poszukać formuły, gdzie witamina B3 będzie występować bez towarzystwa cynku, czy kwasu salicylowego. Bardzo obiecujące jest serum Niacynamide 15% Nacomi Next Level (w promocji 20 zł/30 ml). Skład jest naprawdę supernawilżający (z dodatkiem aloesu, gliceryny, kwasu hialuronowego), a stężenie 15% niacynamidu to jedno z najwyższych na rynku!

Oba sera mają tylko jedną wadę – trochę się lepią na skórze, gdy nałoży się ich zbyt wiele.


Witamina C dla każdego!


The Ordinary ma bardzo wiele formuł kosmetyków z witaminą C. Od świetnego serum olejkowego z C-Tetra, przez działające, lecz trudne we współpracy formuły z kwasem askorbinowym, aż po kilka kosmetyków z pochodnymi witaminy C. Ale brakuje tam lekkich formuł łatwych w codziennym użytkowaniu, które zawierają dużą dawkę kwasu askorbinowego.

Takimi formułami mogą się za to pochwalić polskie marki! Od klasycznego serum Liq 15% Vitamin C Boost (w promocji 52 zł/30 ml), przez naprawdę tanie serum z 20% witaminy Eveline Glycol (w promocji tylko 18 zł!), aż po rekordową zawartość aż 30% witaminy C wspartej arbutyną i kwasem hialuronowym w serum Dermo Future Repair Therapy with Vitamin C (teraz w Hebe kosztuje tylko 20 złotych). Każdy z nich ma charakterystyczną dla serum z kwasem askorbinowym formułę lekko olejową i lekko lepką na skórze (trzeba się do tego przyzwyczaić), za to działa!

A jeśli konsystencja i lepkość serum z kwasem askorbinowym jest dla Ciebie nie do przejścia (bo np masz tłustą cerę), spieszę z wybawcą: Energy Boost Bielenda SupremeLAB to żel leciutki jak piórko, wchłaniający się i znikający ze skóry. Świeży i lekki, idealny nawet do cery młodej, tłustej, czy po prostu nie tolerującej kosmetyków, które ‚siedzą’ na twarzy. Dzięki tej lekkości można go stosować pod makijaż i pod filtry. Serum zawiera 4% kwasu askorbinowego 3-O (nowoczesnej pochodnej, droższej i bardziej stabilnej wersji witaminy C) wspartej kwasem ferulowym.


Krem z filtrem, bazowy nawilżacz i serum z kwasem azelainowym


Na koniec kilka polskich hitów, które warto znać. Bo każdy z nich jest ciekawszy, niż odpowiednik z The Ordinary. Przede wszystkim filtr! Najnowsze dziecko Bielendy Professional to odżywczy, acz lekki, krem Barrier Renew z filtrami przeciwsłonecznymi SPF30 (i ochroną przed UVB, UVA i niebieskim światłem), który w promocji kosztuje niewiele ponad 50 zł (za 50 ml) stanowi naprawdę uniwersalną propozycję dla tych, którzy szukają SPF z drogerii.

Nie mogłabym też nie pochwalić raz jeszcze ulubieńców: żelu z kwasem azelainowym Hascoderm (który bije na głowę krem TO z tym samym składnikiem) oraz uniwersalnego kremu wodnego Pharmaceris Hylauro-Sensilium, który już nie raz uratował mi skórę podrażnioną po nieudanych testach kosmetycznych. Jego łagodność, lekkość i uniwersalność niezmiennie uwielbiam.


Ten wpis jest częścią serii #TydzienPielegnacji – merytorycznych artykułów napisanych tak, aby razem tworzyły przewodnik po efektywnej i bezpiecznej pielęgnacji twarzy i ciała. Jeśli borykasz się z problemami z cerą, bądź poszukujesz wiarygodnych rekomendacji kosmetycznych, koniecznie sprawdź inne wpisy Tygodnia Pielęgnacji (tu). A jeśli masz dodatkowe pytania lub propozycje tematów, napisz do nas wiadomość na Instagramie.

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x