Kosmetyki Revox: dlaczego NIE SĄ dobrymi zamiennikami The Ordinary?

Jak żyję, nie czułam takiej presji przed stworzeniem wpisu o marce. Mnóstwo osób prosiło o test Revox spodziewając się co najmniej takiego hitu, jak The Ordinary. I uwierzcie – ja też chciałam, żeby był hitem. Ale muszę Was zawieść. Revox tylko udaje, że jest jak TO. I w roli zamiennika się zupełnie nie sprawdził.


Już tłumaczę, dlaczego tak uważam…



Szukamy zamienników.


Choć obecnie nie po drodze mi z The Ordinary i jakiś czas temu postanowiłam, że nie będę już używać kosmetyków tej marki, ani polecać ją Wam na blogu (powody wyjaśniam we wpisie Koniec z The Ordinary), to nie mam wątpliwości: kosmetyki TO są w wielu aspektach bardzo dobre.

To one dowiozły na półki drogeryjne składniki aktywne w dużych stężeniach i o ciekawych formułach. W dobrej cenie i estetycznym oraz ekologicznym opakowaniu. The Ordinary jest marką uwielbianą przez miliony i nic dziwnego, że pojawiają się naśladowcy.

A ponieważ z dostępnością TO są cały czas trudności, trudno się Wam dziwić, że szukacie alternatywy. I chcecie, by było warto – w końcu to się wszystkim opłaca.


Nowe, tańsze The Ordinary.


Revox na pierwszy rzut oka wszystko robi tak, jak The Ordinary. Opakowania są niemal identyczne (od materiałów, przez kształty i wielkości tub oraz butelek, po biało-szarą kolorystykę etykiet i wybór fontów na opakowaniu). Zawartość procentowa kluczowych składników też. Jakby cała marka krzyczała: Hej, to my jesteśmy TO, tylko z inną nazwą. Czy to kopia? Tak by się wydawało. Ale tylko na pierwszy rzut oka. Główne różnice są dwie, jedna dobra dla nas, druga niekoniecznie.

Największym plusem Revox jest cena. Największym minusem: formuły.

I pozwólcie, że zanim zacznę porównywać i uzasadniać, napiszę jedną ważną rzecz. Jeśli macie w domu Revox, używacie ich i jesteście zadowoleni – bo WIDZICIE działanie – nie przejmujcie się moim marudzeniem. Absolutnie nie zrażajcie się do kosmetyków, nie skreślajcie ich, nie wyrzucajcie. Póki działa, jest OK. Najwyżej po skończeniu opakowania można się rozejrzeć za czymś fajniejszym (lista świetnych zamienników TO jeszcze w tym tygodniu!).


Czy tanie może być jeszcze tańsze?


Ceny Revox to jest bajka dla #skincareaddict. Kiedykolwiek nie weszłabym na stronę Hebe (to ten sklep ma w ofercie markę Revox), zawsze któreś kosmetyki są w promocji. A często wręcz cały asortyment. Aż trudno uwierzyć, że kosmetyki, które normalnie kosztują 20-30 złotych można jeszcze przecenić o 30%. I nie zrozumcie mnie źle – to jest wspaniała wiadomość. Nie dziwię się zupełnie, że tak naciskaliście, bym zrecenzowała markę. Bo gdy porównamy sobie promocyjne ceny kosmetyków Revox, do standardowych cen The Ordinary (marka robi przeceny tylko raz w roku – w listopadzie), to okazuje się, że TO wypada drogo.

Porównajmy: Niacynamid TO kosztuje 32 złote, ten z Revox 17 zł. Kwas hialuronowy TO: 37 złotych, odpowiednik Revox: 21 zł. Na serum z peptydami z The Ordinary trzeba wydać 80 zł, a na Revox tylko 18!

I zanim zabiją dzwony weselne ku czci zaślubin naszej skóry z nową, taką samą a tańszą pielęgnacją a naszymi buźkami, posłuchajcie dlaczego uważam, że ten mariaż to jednak zły pomysł. I nie warto mówić Revoxowi tak. Przynajmniej nie zakładając z góry, że ten pan młody jest taki sam jak były chłopak (TO) i będzie się podobnie zachowywał.


Nie działa!


Mój główny zarzut do Revox jest w sumie bardzo prosty: nie widzę działania. Do teksów kupiłam 4 produkty: serum z niacynamidem, serum z kwasem salicylowym, krem z kwasem azelainowym i peeling z kwasami 30%. Każdy z nich oceniam jako słabszą wersję The Ordinary – jedne działały troszkę (niacynamid, kwasy), inne wcale (krem). A ponieważ ostatnio przygotowywałam się do tej edycji Tygodnia Pielęgnacji i chciałam ją poświęcić tanim, drogeryjnym kosmetykom, to przetestowałam kilka innych marek. I każda z nich była lepsza.

Robiłam testy peelingów pół na pół twarzy: TO, Bielenda, Revox i Eveline. Zgadniecie, kto przegrał ten wyścig? Revox.

Być może inne kosmetyki z oferty byłyby lepsze, nie wykluczam. Celowałam głównie w te, które były dostępne, a w The Ordinary jest na nie duże zapotrzebowanie (i problem z dostawami). Szczególnie kwas salicylowy mnie zawiódł. W The Ordinary to był naprawdę skuteczny i tani produkt do stosowania punktowego na wypryski albo miejscowego – na regulację poziomu sebum. Tu mamy lekko nawilżająco-ściągające serum, które nie mam pojęcia co robi. I gdyby mi zabrać etykietę to powiedziałabym, że to ten sam preparat co w serum Revoxu z niacynamidem.


Formuła jest królem!


Są ludzie, którzy o jakości kosmetyków sądują po lekturze etykiet ze składem (jest nawet jeden popularny Youtuber, który ma w zwyczaju oceniać kosmetyki czytając tylko INCI na stronie producenta). A przecież to tak nie działa! Nie wystarczy dodać 10% kwasu azelainowego, by mieć widoczne zmniejszenie trądziku. Gdyby tak było, chemicy byliby niepotrzebni, a my byśmy sobie radośnie kręcili kremy w domu. Znacznie lepsze, niż te ze sklepowych półek.

Ale to właśnie analiza składów + obserwacje działania podczas testu doprowadziły mnie do wniosku, że problemem Revox są właśnie formuły. Nie jestem chemikiem i nie mam dostępu do laboratorium. Widzę natomiast, że składy Revox i The Ordinary są różne. I to praktycznie zawsze na korzyść TO. Kosmetyki są mądrzej skomponowane. Wiem, że traktuje się The Ordinary jako markę kosmetyków z bardzo prostymi składami bez dodatków. Ale to nie do końca jest tak.

Czerwony Diabeł jest czerwony, bo ma łagodzący wyciąg roślinny. I peeling, pomimo dużej mocy, jest dość przyjazny w domowym użytku. W Revox nie uświadczymy nic poza niezbędne minimum. Krem z kwasem azelainowym TO ma taką kompozycję silikonów, że daje cerom tłustym upragniony mat na kilka godzin i naprawdę optycznie zmniejsza pory. Jego odpowiednik z Revox to przyjemny lekki krem, ale ani zbyt nie nawilża, ani tym bardziej nie matuje.

Nie chcę Was zanudzać, ani wkurzać (jeśli liczyliście na pozytywną recenzję). Natomiast ani lektury INCI, ani osobiste kontakty mojej skóry z Revox nie przyniosły niczego dobrego. Na pewno nie jest to marka-zamiannik TO. Nie w znaczeniu jakości. Choć wcale to nie znaczy, że trzeba na niej postawić krzyżyk. Ja sama będę obserwować nowości Revox, poczytam etykiety, a gdy trafi się coś interesującego, z przyjemnością za jakiś czas powtórzę test.


I może będę mieć dla Was milsze wieści 🙂



Ten wpis jest częścią serii #TydzienPielegnacji – merytorycznych artykułów napisanych tak, aby razem tworzyły przewodnik po efektywnej i bezpiecznej pielęgnacji twarzy i ciała. Jeśli borykasz się z problemami z cerą, bądź poszukujesz wiarygodnych rekomendacji kosmetycznych, koniecznie sprawdź inne wpisy Tygodnia Pielęgnacji (tu). A jeśli masz dodatkowe pytania lub propozycje tematów, napisz do nas wiadomość na Instagramie.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x