Projekt: Odwyk Tekstylny

To nie było postanowienie noworoczne ani żaden tam od dawna planowany ruch. I nawet nie wina przepełnionej szafy ani coraz większych stert ubrań do prasowania piętrzących się na krzesłach (choć przyznam – jest to horror jakich mało). Decyzja pojawiła się samoistnie. Potrzebuję tekstylnego odwyku. 


Jeszcze kilka miesięcy temu na każdą paczkę przynoszoną przez kuriera reagowałam dziką ekscytacją. Wiecie, moment rozpakowywania, magia nieznanego i takie tam. Co miesiąc robiłam zakupy przez internet. A to Asos, Stradik czy inne dobra – szczęście łapane via PayPal. Przynajmniej raz w miesiącu byłam na zakupach w centrum handlowym, aby zostawić kilka stów pieczołowicie zebranych dzięki pracy zawodowej i częściowo blogowaniu (mężu, nie czytaj tego lepiej!). O buty United Nude potrafiłam stoczyć prawdziwą batalię (pamiętacie jeszcze? post TU), ale z butami i tak nie było najgorzej. Torebki, bluzki, koszule… nawet nie chcę liczyć. I nie zrozumcie mnie źle, nie chcę dotknąć nikogo, kto w podobnym stylu życia widzi frajdę i sens. Po prostu, w tym szaleństwie nie znalazłam metody.

Zatęskniłam do licealnych czasów, gdy w dobrym tonie była jakość, nie ilość. Ba! Nie wypadało zanadto przejmować się ubraniem, w końcu mamy do zaproponowania światu znacznie więcej (wiecie to były czasy, gdy w programach śniadaniowych nie odmieniano słowa ‚stylizacja’, ‚celebryta’, ‚trendy’ na 500 sposobów). Na studiach dobrze wyglądało się właściwie wyłącznie na imprezach (czyli jakieś 3 razy w tygodniu), na uczelnię żadna z nas nie wpadłaby na to, by robić z siebie idiotę i biegać w szpilkach. Miał człowiek 5 metrów kwadratowych życia w akademiku na drugim końcu Polski, dwie pary dobrych jeansów, ciepły sweter, 3 fajoskie t-shirty i był szczęśliwy.

Pewnie, że nie da się wrócić do tamtych czasów. Nie ma zresztą takiej potrzeby. Wystarczy zmniejszyć udział procentowy cukru w cukrze, nie jarać się każdym metalowym biżutem, wystawić na Allegro wszystkie chińskie bluzki ze zbyt krótkimi rękawami (dlaczego oni nie rozumieją, że jak się ma powyżej 170 cm wzrostu, to ręce też rosną?), nie kupować on-line ani bez mierzenia i wrócić do licealnej zasady wyboru jakości, a nie ilości. Tak rozpoczynam swój odwyk tekstylny. Odwyk od poliestru, superokazji i Asosa. Odwyk od głupiego wydawania pieniędzy (mam wreszcie lepszy cel – urządzanie pierwszego własnego eM!). Odwyk od powierzchowności.

I tylko jedno męczy mnie pytanie – jak być blogerem na odwyku? Co Wam na tym blogu pokażę? 😉


River Island coat |  Patrol jeans  |  Bershka boots  |  Zara bag  |  Promod scarf  |  nn earings

Ps. a żeby nie było tak minorowo przy piątku, może macie ochotę wziąć udział w walentynkowej zabawie by Bless the Mess? Ponieważ cieszymy się, że jesteście z nami przeznaczyłyśmy nagrodę – Vivabox Relax&Spa voucher na zabiegi kosmetyczne w Waszym mieście + bezpłatny makijaż w Douglas. Zasady znajdziecie TUTAJ. Powodzenia!

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x