#ProjektCzerwoneUsta. Dr Irena Eris – Provoke Liquid Matt Lip Tint: Vanguard Red

Nie zwalniam! Dzisiaj znowu szminka w kolorze przepięknej, głębokiej czerwieni. Tym razem propozycja od polskiej marki dr Ireny Eris – Provoke. Bo dlaczego nie polecić, coś co jest nasze?

Płynna pomadka Liquid Matt Lip Tint w barwie Vanguard Red, to propozycja bardzo wieczorowa.


Ale czy można ugryźć ją także na dzień? Sprawdzam!



Pokaż kotku, co masz w środku


W srebrnym kartoniku chowa się równie błyszczące opakowanie o pojemności 6ml. Szminkę dostaniecie w cenie 55zł ,w każdym Douglasie. Można też polować na stronie Provoke, gdzie teraz kosztuje 44zł. Oznacza to, że póki co, macie najwięcej produktu za najmniejszą cenę. Punkt dla dr Ireny Eris!

To też produkt, którego malinowo-kwiatowy zapach przykuł moją uwagę. Na plus! Jest subtelny i słodki, bardzo przyjemnie „smakuje” na ustach.


Nakładamy i sprawdzamy


Jak sami widzicie aplikator szminki jest bardzo zwyczajny, dość spory i uważam, że najmniej precyzyjny ze wszystkich przeze mnie testowanych. Gdyby miał kształt łezki, byłoby łatwiej. Jednakże! Formuła pomadki znacznie odbiega od klasycznego płynnego produktu.

To raczej aksamitny, bardzo gęsty krem. Dzięki temu, nawet mniej dokładny aplikator nie sprawia problemu, bo szminka się nie wylewa, nie zastyga i spokojnie operujemy kosmetykiem na ustach tak długo, aż uznamy, że jest rozprowadzony równomiernie. Pędzelek muszę jednak zanurzać w opakowaniu dwukrotnie, by kolor na wargach wyglądał tak, jak sobie tego życzę.


Trwałość pod lupą


Skoro mamy do czynienia z kremową, aksamitną formułą, która nie zasycha, to znacie werdykt co do trwałości – jest ona znacznie mniejsza niż tych pomadek, co na ustach nam zastygają. Ale mus na wargach daje za to nieporównywalnie większy komfort niż pomadki zastygające i mocno matowe. To jedyna z całej testowanej przeze mnie piątki, która na wargach nie jest wyczuwalna. Przez co mogę domniemać, że zawiera w sobie formułę nawilżającą, o której wspomina producent.

Pomadka lubi sobie wędrować, więc to produkt, którym nie powinniśmy powiększać ust obrysowując ich kontur, a posiłkować się konturówką i dopiero wypełniać Vanguard Red. Po posiłku, to pewne, będziecie musieli nanieść kolejną warstwę satynowej pomadki.


Podsumowanie zabawy


Jedno powiem Wam natychmiast – ze wszystkich pięciu pomadek, zdjęcia w tej podobają mi się absolutnie najbardziej. Wyszło seksownie, kobieco i co tu dużo mówić – wow! Przynajmniej ja się tak czuję, i spoglądanie na fotki sprawia mi frajdę.

Mogłabym się przeczepić przede wszystkim transferowania produktu poza kontur czy na filiżankę, ale jest kosztem tego, że usta są mniej obciążone i satynowe w dotyku. Jeśli nie macie przerwy na obiad, czy nie pijecie właśnie kawy z mlekiem, to szminka Provoke wytrzyma bez problemu. Polecam tym, którzy mają mocno przesuszające się wargi, a chcą czegoś matowo-aksamitnego.


Projekt Czerwone Usta


To nadal nie koniec! Ilość czerwonych szminek powala na kolana, a ja ciągle szukam tych, które będą dla Was niezłą gratką. Jutro pojawi się coś mocno matowego o barwie głębokiej i niezwykle seksownej. Perfekcyjny odcień przed weekendem.

A jeśli macie ochotę na szminkę o niezrównanym pigmencie, to zerknijcie tutaj. Jest nie do pokonania!

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x