Letni ulubieńcy makijażowi / recenzja Rare Beauty.

Półmetek wakacji już na prostej, więc uznałam, że czas najwyższy podzielić się letnimi ulubieńcami z kolorówki. Jest dużo blasku, piękne, lekkie formuły i oczywiście kosmetyki z wyższej i niższej półki cenowej.


Dodatkowo wracam do Was z dwutygodniowym podsumowaniem moich testów Rare Beauty, marki Seleny Gomez, od niedawna dostępnej w Sephora. Te kilkanaście dni pozwoliły mi poobserwować, jak zachowują się produkty i… zmienić nieco o nich opinię. I to niekoniecznie na plus!



Piękny, letni glow…


Założę się, że macie podobnie – lato to lekkie formuły, dużo blasku, a może trochę i szalonych kolorów. Dzisiaj skupiam się przede wszystkim na cudownym glow, brązowieniu skóry i makijażu, którego nie widać. Ale jest i naprawdę upiększa.

Jak to dobrze trafić na ulubieńców sprzed lat i przypomnieć sobie, jakie to świetne produkty! I co ciekawe – w trendach 2021. Jednym z nich jest korektor Loreal True Match, czyli delikatne rozświetlenie, niewielkie krycie i ultra leciutka formuła, która nie osadza się w zgłębieniach skóry.

Przez ostatnie lata korektory pełniły funkcje maskujące, ale ostatnie sezony pokazują, że mniej wale nie znaczy gorzej. Wszystkie produkty o funkcjach subtelnie rozjaśniających wracają do łask. I True Match to mój ulubieniec ostatnich tygodni.

Drugim odkryciem jest baza Bobbi Brown Extra Illuminating Moisture Balm, który kiedyś był moją bazą rozświetlającą, a dziś zmienił nieco funkcję. Zamiast baz używam SPF50, a balsam aplikuję na szczyty kości policzkowych, łuk kupidyna, obojczyki albo mieszam 1 do 1 z ulubionym podkładem, by zmniejszyć jego krycie i dodać blasku oraz lekkości.

Działa świetnie, dodając skórze tego wymarzonego blasku, bez efektu przeciążenia i nadmiernego przetłuszczania się twarzy.

Mgiełka Yadah Mystic Glow trafiła do mnie całkiem niedawno i zdetronizowała kolegów. Dlaczego? Bo wyraźnie nawilża skórę (i dodatkowo łagodzi przez pantenol w składzie), ale i subtelnie rozświetla. Mimo, iż w formule znajdziemy drobinki, to nie jest to mocny brokat osadzający się na skórze, a naprawdę elegancki glow. Skóra mieni się, zwłaszcza w promieniach słońca.

I co również na plus – aplikator jest niezwykle poręczny, a mgiełka przynosi prawdziwe ukojenie podczas upałów i ściąga pudrowy efekt.

Oczywiście, że w zestawieniu musiał znaleźć się rozświetlacz, i tu Was pewnie zaskoczę – przyjrzymy się piękności z Catrice, czyli More than Glow w kolorze Supreme Rose Beam.

Bo to właśnie odcień mnie przekonał do zakupy – to naprawdę piękny różowe złoto, o które w drogerii wcale nie tak prosto! A w tym wypadku dostajemy jedwabista formułę, duży blask i fajną trwałość, i to za mniej niż 20zł. Swobodnie nałożycie go także na powieki czy kąciki oczu. Ma bardzo przyjemną, maślaną konsystencję, bezbłędnie wtapia się w skórę.

Od góry: róż Milani, róż Givenchy, rozświetlacz Catrice, Hoola Glow.hoola glow

Musiałam jeszcze dorzucić Hoolę Glow od Benefit bo to jeden z dwóch bronzerów, po którego sięgam najchętniej tego lata. Błysk jest piękny, niezwykle twarzowy, naprawdę wakacyjny. Ja używam jej jako klasycznego bronzera; podkreślam czoło, policzki, ale zdarza mi się nią także konturować, zwłaszcza gdy nie mam na sobie podkładu, a jedynie SPF.

Hoola Glow ma neutralny odcień, ale bliżej mu do ciepłych tonów. Na szczęście nie pomarańczowych, a naturalnych i podkreślających urodę. I co super ważne – jest niesamowicie wydajna. Spokojnie możecie brązowić nią całe ciało latem, i gwarantuje – wystarczy!


Róże grzechu warte


SPF, tusz, róż i już. Przyrzekam Wam, to najchętniej noszone przeze mnie kombo podczas upałów. Śmieję się nawet, że wracam tym samym do czasów liceum, gdzie tak tworzyłam „mejkap” (tylko bez ochrony słonecznej). Przed Wami dwa, absolutnie przepiękne róże o innych formułach i kolorach, a także z różnych przedziałów cenowych.

Ten tańszy to Milani Rose Powder w kolorze Romantic Rose, to niesamowicie naturalny odcień łączącym w sobie ciepło brzoskwini i i elegancję herbacianej róży. Bardzo twarzowy, uniwersalny i naturalny kolor. I formuła, ach! To się samo rozciera, doskonale rumieni, jest niepigmentowany w punt – nie za dużo, nie za mało. Nie robi smug, nie plami. Polecam bardzo! Zwłaszcza, że w MinitShop znajdziecie go w wersji travel size za niecałe 23zł.

Koralowy, bardzo wakacyjny, świetnie napigmentowany i schowany w eleganckim opakowaniu? Oto mój ulubieniec numer dwa – Givenchy Prisme Libre w odcieniu Voile Corail. Podobnie, jak pudry z serii Libre, róż łączy w sobie cztery odcienie brzoskwini/koralu, które wymieszane tworzą spektakularny, wyrazisty efekt. Tutaj nie ma miejsca na pomyłki, ale za to na intensywny, wakacyjny mejkap.

Formuła jest niesamowicie delikatna, luksusowa, wtapiająca się w skórę. I długotrwała, odporna na pot, słońce. Choć płacimy za niego sporo więcej, to mamy pewność, że po kilku godzinach noszenia różu, on nadal jest na swoim miejscu. I wygląda obłędnie.


Coś na oko, coś do ust


Mój ulubieniec roku 2020 – kredka do oka MAC w kolorze Teddy (ciepły brąz ze złotą drobiną) dorobiła się solidnego zastępcy, czyli odcienia Costa Riche, również marki MAC. Nieco bardziej rdzawy brąz, to mój must have i przyrzekam Wam – nie wyobrażam sobie mejkapu bez użycia jednej z tych dwóch kredek. Używam ich solo, do smoky, do lekkich dzienniaków.

Obrysowuję górną i dolną powiekę, a nawet wnętrze oka. Idealnie miękka, trwała i zwyczajnie – przepiękna.

Po lewej Costa Riche, po prawej Teddy.
Makijaż z użyciem podkładu Rare Beauty, bronzera Hoola Glow, różu Milani, balsamu Golden Rose, mgiełki Ydah, kredki MAC.

Zamiast mocnych pomadek stawiam na lekkie tinty, balsamy lub błyszczyki. Mogą być z kolorem, mogą być transparentne. O tym, że zachwyciły mnie balsamy Golden Rose Glow Kiss donosiłam na intagramie. Mój odcień, Vanilla, to tak naprawdę delikatny, kremowy róż, który nie podkreśla skórek, wyraźnie nawilża, a także zawiera SPF15.

Kosmetyk w trendach i za ułamek ceny, porównując z balsamami marek z wysokiej półki. No i jeszcze całkiem urocze opakowanie w kolorze różu. Super! Sięgam niemal codziennie.

Drugi drogeryjny hit, to błyszczyk do ust od Miya myLIPgloss. Posiadam odcień Nude, choć przyznaje bez bicia chciałam kupić Pure Rose albo Rose. Niestety, w moim Hebe wszystkie odcienie prócz Nude były pootwierane. Mimo, że były dostępne testery, a błyszczyki mają naklejki zabezpieczające. Bardzo to przykre.

Zwłaszcza, że błyszczyk jest naprawdę przyjemny! Gęsta, ale nieobciążająca formuła, bardzo ładne, wilgotne i nie klejące się usta, dużo nawilżających składników (olejki, witaminy). Komfort noszenia i przyjemna propozycja dla fanek lekkich mejkapów. Sprawdza mi się świetnie, choć muszę przyznać, że szminkami Miya nie przepadam.

od lewej błyszczyk Miya Nude, lip balm Golden Rose.

Rare Beauty – opinia po dwóch tygodniach testów


Na naszym instagramie pokazywałam Wam pierwsze wrażenie z kosmetykami Rare Beauty, a teraz przychodzę z opinią po dłuższym testowaniu. I niestety, nie tak sobie wyobrażałam finalne podsumowanie kosmetyków Seleny Gomez.

Na pierwszy ogień moje największe rozczarowanie – podkład Liquid Touch Weightless Foundation. Spodziewałam się leciutkiej formuły, niemal niewidocznego krycia, stapiania się ze skórą i efektu zdrowego, pięknego rozświetlenia. Niestety, podkład jest cięższy niż się nastawiałam, brzydko osadza się na skórze (nie wchłania się, nie stapia ze skórą), ma zaskakująco spore krycie i nie współgra z wieloma znanymi (i sprawdzonymi) pudrami czy bazami. Wygląda mało estetycznie, na dodatek jest u mnie nieładnie matowy.

Kolejne testy potwierdziły, że mogę mieć zdecydowanie lepsze podkłady z drogerii, np. Rimmel Lasting Finish 25h, Loreal True Match, Eveline CC. I kosztują ułamek kwoty bo Rare Beauty to 155zł.

Zobaczcie, jak brzydko wygląda skóra. Pudrowo, ciężko. Podkład Rare Beauty to u mnie posra porażka.

Jestem za to pełna zachwytu dla płynnego różu Soft Pinch! Turbo mocny napigmentowany, wystarczy dosłownie kropelka (i najlepiej aplikowana z dłoni), by uzyskać smakowity, naturalny efekt drowego rumieńca. Płynny róż się genialnie rozciera, niezależnie czy na podkładzie czy gołej skórze, nie podkreśla niedoskonałości skóry, nie ściera fluidu. Świetna, wyróżniająca się na tle konkurencji formuła.

Średniakiem będzie korektor Touch Brightening, od którego oczekiwałam efektu blasku i lekkiej kompozycji, a ku memu zaskoczeniu, krycie jest solidne, ma matowe wykończenie i na pewno nie rozświetla. Także nazwa może trochę mylić i przez to – nie spełnił moich oczekiwań. Ale jako klasyczny korektor kryjący wypada całkiem dobrze. Ładnie ukrywa cienie, łatwo się wpracowuje, jest trwały i silnie rozjaśnia.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x