Revitalizing Supreme+ w nowej odsłonie! Testujemy kultowy krem przeciwzmarszczkowy Estee Lauder

Jeden z najlepiej sprzedających się luksusowych kremów na świecie doczekał się właśnie nowej formuły i opakowania. Słoiczek Revitalizing Supreme+ jest teraz szklany, a skład jeszcze bogatszy w wyciągi nawilżające, kojące, ale przede wszystkim korygujące oznaki upływającego czasu.


Krem ma niesamowitą konsystencję! i Bardzo, bardzo przyjemnie się go używa.



Co nowego w Revitalizing Supreme+?


Jeśli czytacie Bless od niedawna pewnie nie wiecie, ale jestem fanką dawnej formuły. Revitalizing Supreme po raz pierwszy pojawił się na blogu w 2014 roku (we wpisie z recenzją swojego młodszego brata – kremu pod oczy). Trzy lata później został moim ulubieńcem miesiąca (i to już była wersja Superme+). Zawsze ceniłam to, jak pięknie wygładza skórę i mimo bogatej, odżywczej formuły nigdy nie był dla mnie za ciężki (a to się często zdarza kremom przeciwzmarszczkowym – w końcu mam tłustą cerę).

Najnowsza wersja to prawdziwa rewolucja w rodzinie Revitalizing Supreme: nowa formuła, nowe składniki, konsystencja, opakowanie… wszystko jest inne! A jednak już po pierwszej aplikacji kremu wiem, że nie zmieniło się najważniejsze: jest bardzo mocne nawilżenie (na wyższym poziomie, niż kiedyś), otulająca formuła, ale ZERO obciążenia skóry.

Estee Lauder udało się poprawić formułę bez zmiany konsystencji na cięższą. To mnie bardzo cieszy. Podobnie, jak szklane opakowanie, które nie tylko wygląda pięknie i luksusowo, ale w pełni nadaje się do recyklingu.


Nowy skład – więcej naturalnych ekstraktów


Gwiazdą formuły kremu jest nowy, pozyskiwany w 99% z naturalnych składników, ekstrakt z hibiskusa. Ma on właściwości zwiększające produkcję kolagenu w skórze.

Analiza składu szybko doprowadziła mnie do radosnego odkrycia, że to jest bardzo kompleksowy krem, pełen naturalnych wyciągów z roślin i owoców (lista jest naprawdę długa: ogórek, jabłko, arbuz, ostropest, narcyz, soczewica, jęczmień, boska trawa), a także znanych z działania nawilżającego cukrów, kwasu hialuronowego i jego pochodnych, protein pszenicy, a także alg i hexapeptydu-8.

Przy tym ostatnim warto się na chwilę zatrzymać, bo to cenny składnik kosmetyku. Peptyd uważany jest za alternatywę dla toksyny botulinowej (nazywa się go też aktywatorem młodości), ponieważ prowadzi do rozluźnienia napięcia mięśni twarzy i przez to zapobiega pogłębianiu się zmarszczek, a wręcz może niwelować te już istniejące. Jest bezpieczny – nie uczula, nie podrażnia. Za to zwiększa produkcję kolagenu.


Obiecuje wiele. A jak działa?


Estee Lauder Revitalizing Supreme+ jest opisywany jako krem o wielokierunkowym działaniu. Ma jednocześnie dbać o nawilżenie (nawet 72 godziny), sprężystość skóry i poprawę owalu twarzy, zmniejszenie zmarszczek, ale także poprawę wyglądu porów i regulację nadprodukcji sebum. Przyznacie, brzmi to imponująco.

Nie jestem w stanie jeszcze stwierdzić, czy obietnica wpływu na owal czy zmarszczki się u mnie potwierdzi (do tego potrzeba więcej czasu), ale pierwsze wrażenia są bardzo obiecujące.

Zwłaszcza, że mój odbiór tego kremu oraz analiza składu dają powody, by docenić cechę Revitalizing Supreme+, której producent nie poświęcił dużo uwagi: działanie kojące. To widać od pierwsze aplikacji: skóra zwykle zaczerwieniona przy wmasowywaniu kosmetyków, wygląda dużo lepiej. Z ciekawości testowałam go także wokół oczu (wrażliwa okolica mojej twarzy) i znów – zero podrażnień, szczypania, zaczerwienień. Pełen komfort.

W połączeniu z cudownie śmietankową, chmurkową konsystencją i tym, jak mocno czuć wygładzanie i nawilżenie skóry, aplikacja tego kremu to czysta przyjemność.


Jak go stosuję?


Skoro krem jest tak bogaty w składniki i działa w kilku obszarach, postanowiłam stosować go solo. Zarówno rano, jak i wieczorem. Na twarz, szyję i okolice oczu.

W praktyce moja rutyna wygląda tak:

  • rano myję twarz pianką, wklepuję porcję esencji i nakładam krem Estee Lauder. Daję mu kilka minut, by się ładnie wchłonął i aplikuję lekki krem z SPF50,
  • wieczorem robię demakijaż olejkiem, potem myję twarz żelem, znów sięgam po esencję, a następnie krem RS+. I nic więcej.

Mimo prostej rutyny i braku serum w pielęgnacji nie mam absolutnie żadnego uczucia ściągnięcia, czy odwodnienia. Skóra czuje się super, ma ładny koloryt (to działanie kojące jest świetne!) i jest bardzo przyjemna w dotyku.

Zauważyłam też od razu, że gdy nakładam makijaż, podkład ładnie stapia się z cerą, a cały makijaż dobrze i długo się trzyma, jak po wygładzającej bazie.


Prezent do zakupów


Jeśli też chcesz wypróbować Revitalizing Supreme+ w nowej formule, warto kupić do teraz, w Sephorze. To dlatego, że właśnie ta sieć perfumerii dorzuca do zakupów zestaw 4 miniatur w prezencie. Wystarczy, że wartość kupowanych produktów Estee Lauder wyniesie min. 420 zł, a w koszyku wpiszesz kod LAUDER4.


Czy warto? Moim zdaniem bardzo! Ale ciekawa jestem Waszej opinii – czy znajcie kosmetyki Revitalizing Supreme? Co o nich sądzicie?


Wpis powstał we współpracy z Estee Lauder Polska.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x