Recenzja: La Mer Treatment Fluid Foundation

W swojej kosmetycznej karierze testowałam naprawdę sporo podkładów. Prawdopodobnie, dlatego, że ciągle szukam (szukałam?) tego, który zapewni mi efekt idealny. Od czasów licealnych, kiedy w grę wchodził tylko koloryzujący krem Nivea (pamiętacie serię Young? To był taki drogeryjny BB jeszcze wtedy, kiedy nawet Azjatom się o tym nie śniło;) i moim jedynym zmartwieniem było ukrycie wszędobylskich niedoskonałości, aż przez studia, kiedy zaczęłam kupowanie podkładów tak na serio.

( I tutaj muszę zrobić maleńką dygresję – w moim wspaniałym czasie studenckim miałam ten zaszczyt i frajdę, że dostawałam stypendium naukowe, od momentu studiów na drugim kierunku – nawet dwa. I wiecie co? Wszystko, absolutnie wszystko, przerabiałam na ubrania, buty i dodatki. Kiedy myślę o tym, że mogłam iść po rozum do głowy i udać się na porządne zakupy do Sephory, to aż nie chce mi się wierzyć. I tak tkwiłam z jakimś marnym podkładem, średnim tuszem wspominając cudownego Diorshow Iconic (dostałam go na 18 urodziny!), różem i bezbarwnym balsamem. Zero mózgu, zero!).

la mer Treatment Fluid Foundation (4)

Jak sami się domyślacie, to kupowanie podkładów w studiów było ni mniej, ni więcej, a wieczną wycieczką do drogerii. Uwierzcie, jeszcze jakiś siedem lat temu i moja świadomość, i formuły wielu kosmetyków mocno różniły się od dzisiejszych (np. True Match, który jest o niebo lepszy!). Moją bezpieczną przystanią okazały się podkłady apteczne, z ukochanym Dermablend Vichy na czele (zobaczcie sobie moją niegdysiejszą recenzję wraz z solidnym testem).

No, a potem poszłam na zakupy do Sephory i mniej więcej w okolicach 25 urodzin doznałam przysłowiowego objawienia w sprawie krycia, trwałości, jakości.

Ten przydługawy wstęp jest ma tylko upewnić Was w przekonaniu, że poszukiwanie idealnego podkładu u wszystkich wygląda tak samo – długi, z wielkimi rozczarowaniami i na dodatek czasem bezowocnie.

Moja skóra i jej potrzeby dzisiaj: Uznałabym, że mam skórę normalną ze skłonnością do przesuszeń, zwłaszcza w okolicach nosa i na nim. Zdarzają się niedoskonałości, lekki zaczerwienienia. Lubię krycie mocne; utrzymujące się cały dzień, dające pewność, że wszystkie produkty trzymają się twarzy, z lekkim półmatowym wykończeniem. Dodatkowo jest bardzo blada, i to lubię.

la mer Treatment Fluid Foundation (5)

La Mer Treatment Fluid Foundation to najdroższych podkład jaki używałam, więc oczekiwania wobec niego były naprawdę wysokie. Oczywiście, że to nie cena powinna być ostatecznym wyznacznikiem jakości, ale dopasowanie do potrzeb i problemów skórnych, ale jeśli za 30 ml produktu płacimy 299 zł, wówczas nie sposób oczekiwać spektakularnego działania.

Produkt zamknięty jest w szklanej, masywnej buteleczce o wygodnym i praktycznym dozowniku. Za to wielki plus, niestety wiele luksusowych marek zapomina o tym, by produkt każdego dnia prezentował się „estetycznie” warto dodać do niego pompkę. Nie wspomnę już o ułatwieniu podczas aplikacji, jakie daje dozownik.

Kolor testowany przeze mnie, to Ivory 09, który nie jest dostępny w Polsce.

Podkład nakładałam na róże sposoby – palcami, beauty blenderem oraz pędzlem. W tej kategorii mistrzem okazała się różowa gąbeczka, co mnie zupełnie nie dziwi, gdyż radzi sobie z największymi „twardzielami”. I w tym momencie pojawiają się schody; gdy nałożyłam podkład palcami, wówczas w okolicach nosa pojawiły się suche skórki i przesuszone miejsca. Co ważne – moja pielęgnacja każdego dnia była taka sama. Było to spore zaskoczenie, zwłaszcza, że konsystencja produktu jest wodnista i dość lejącą. Nie spodziewałam się, że może w jakikolwiek sposób „utknąć” przy nosi i spowodować suchość.

Krycie jakie tworzy, to zdecydowanie średnia półka. Owszem, przykrywa niedoskonałości, przebarwienia, ale nie jest to efekt „wow”, całkowitego pokrycia i buzi idealnej. Poprzez gąbeczkę można sobie dodawać kolejne warstwy, które prezentują się przyjemnie, naturalnie. Jednak przy nałożeniu pierwszej warstwy mam krycie zaledwie delikatne.

Zachowanie podkładu na skórze było… rozczarowujące. Po kilku godzinach miałam wrażenie ciężkiej, nieprzyjemnej skóry-skorupy. Z jednej strony podkład wyglądał niezbyt efektownie (byłam nieco zszarzała, zmęczona), a z drugiej strony… Musiałam przypudrować sobie strefę T, choć od kilku lat nie mam większego z nią problemu.

Absolutnym plusem jest lekkość produktu, nie zapychanie porów i bardzo ładny, subtelny glow, który pojawia się na skórze tuż po aplikacji (zwłaszcza beautyblenderem). To rozświetlenie, w moim przypadku, znikało i zastępowało je błyszczenie, a następnie suchość i matowość. Mam dzikie przeczucie, że idealnie sprawdzałby się na skórze mojej mamy.

Co ważne – zapach, konsystencja i aplikacja przypomina Estee Lauder Double Wear, który jest „moim” podkładem (i naprawdę nie zamienię go na nic innego). DW jednak mogę nakładać palcami i nie mam problemów w suchością. No i jest diametralna różnica w kryciu, noszeniu i w trwałości. Oczywiście na korzyść DW.

Dla kogo: Zdecydowanie dla skóry dojrzałej, z tendencją do przesuszeń. Nie osiada w zmarszczkach i zagłębieniach skóry, co jest jego ogromną zaletą. Przez filtr SPF 15 dodatkowo chroni skórę twarzy.
Dla kogo nie: Dla dziewczyn borykających się z przebarwieniami, zmianami skórnymi. Dla tych, co lubią krycie. Zdecydowanie nie dla skóry tłustej lub mieszanej., raczej odradzałabym skórze młodej, bez zmarszczek.

Praktyczna rada: Przed kupnem NIEZBĘDNE jest wypróbowanie produktu w domu. Najlepiej różnymi metodami nakładania, ale przede wszystkim taką, jaką stosujecie na co dzień. To nie jest produkt, który można kupić w ciemno.

la mer Treatment Fluid Foundation (1) la mer Treatment Fluid Foundation (3)

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x