RING! M.A.C …. vs. Lancome Rouge in Love

Na pierwszy ogień zawodnicy wagi ciężkiej pomadki w odcieniach elektryzującego fioletu. Jak myślicie, kto wygra? Niebezpieczna Mac Heroina czy Lancome RiL Violette Coquette?

Witajcie w ringu. Bless the Mess zaprasza na cykl walk wagi ciężkiej: w ringu będą stawać popularne kosmetyki, które zmierzą się w śmiertelnej walce by udowodnić Wam, kto jest twardzielem, a kto mięczakiem. Kto jest niezniszczalny jak Rocky Balboa, a kto może tylko paść na deski i liczyć do dziesięciu. I choć nie poleje się w walce, ani kropla krwi (bo w ringu stają wyłącznie kosmetyki) wierzcie – to będzie bój o wszystko: sławę, chwałę, honor.

 

Runda 1 – stylówka.

Lancome Rouge in Love opakowana jest w bardzo dobrej jakości metalowe etui. Co ciekawe – wewnątrz błyszczące, na zewnątrz matowe. Poza logo na etui widnieje jeszcze charakterystyczny ornament. Mimo to opakowanie jest eleganckie i minimalistyczne. Spokojnie można je uznać za ozdobę kosmetyczki.

MAC to klasyk. Opakowanie jest czarno-srebrne, estetyczne. Dla mnie najważniejsza jest jednak praktyczność i to, by szminka nie otwierała się znienacka w kosmetyczce czy torebce. Jest okej! Natomiast sam design jest ładny, bardzo spójne z całą makóweczkową marką. Wydaje mi się jednak, że skierowany wyłącznie do ludzi młodych. Odrobinę starsza klientela wybierze coś bardziej sroczkowatego.

Zwycięzca rundy: Lancome

mac-heroine-lipstickrouge-in-love3rouge-in-love2-tile

Runda 2 – aplikacja, konsystencja

Rouge in Love Lancome wybrałam ze względu na piękny, mocno fioletowy kolor bez połyskujących ani perłowych drobinek (to odcień Violette Coquette 381B). Jest jednak w tej pomadce ukryty mały psikus, który dla jednych może być wadą, dla innych – zaletą. Pomadka wygląda na matową, jednak po użyciu okazuje się, że jest półprzejrzysta, lekko błyszcząca i nakłada się niezwykle delikatną warstwą.  I choć trzeba przyznać, że dzięki temu aplikacja jest bardzo łatwa, trzeba jednak nałożyć kilka warstw, zanim usta zrobią się porządnie fioletowe. I niestety przy tym zaczynają jak dla mnie niebezpiecznie zbyt błyszczeć. Plusem jest nawilżenie ust – naprawdę niezłe.

MAC słynie z doskonałych szminek. Jeśli ma być matowa – jest matowa. Jeśli ma błyszczeć- błyszczy. Bardzo proszę, oto dowód. Absolutnie perfekcyjnie krycie już po pierwszym nałożeniu. Intensywna i mocna barwa, łatwość rozprowadzania, a tak naprawdę bardzo lekki fluid na ustach. Na co zwrócić uwagę? Na skórki. Niestety pomadka wymaga pięknych, niepopękanych ust. Mnie dość często zdarzają się przesuszenia, więc nim założę pomadkę, muszę zrobić porządną nocną kurację z silnym balsamem, a wcześniej peelingiem.

Zwycięzca rundy:remis

rouge-in-love8-tilemac-magenta-heroine-coloursmac-heroine-lipstick-test

Runda 3 – jak się nosi?

Fioletowa barwa Rouge in Love… nie jest jednak tak do końca fioletowa. Dużo zależy od oświetlenia – czasem wydaje mi się, że mam do czynienia z mocnym różem, by już za chwilę widzieć fiolet. To mnie trochę denerwuje, bo nie po to człek kupuje fioletową szminkę, by się zastanawiać, czy to na pewno ten kolor i czy makijaż pasuje do stroju. Natomiast trwałość jest całkiem niezła – 4 godziny, choć nie na całych ustach. Wytrzymuje jedzenie i picie, ale w ograniczonym stopniu.

Nie mam problemu z Heroine, który ma Lona. Jest obłędny, rockowy fiolecik. Dokładnie taki jak miał być, oczekiwany przeze mnie z całej siły. Nie uważam jednak, by róż Lancome był zły.  Jest piękny, ale nie jest trupim odcieniem fioletowego. Jeśli chodzi o trwałość, to spokojnie nosimy koło kilka godzin bez poprawek. Jednakże nie wychodzi bez szwanku ze spotkania z kawą czy przekąską. Odrobinę się zjada. Jednak zwrócę uwagę na coś innego – idealnie współgra z konturówką, także macową o barwie Magenta. Dla mnie dopiero ten duet robi absolutny efekt wow. Usta są pełne, matowe i kuszące. Choć nie dla mego Męża 😉

Zwycięzca rundy: MAC

10458318_554174861353438_1172264248935135647_n-tile copy image (7) copy copy copy

Runda 4 – noty sędziowskie

Lona: Lancome Rouge in Love to bardzo udany kosmetyk. Jest piękne opakowanie, niezła trwałość i odżywcze działanie. Kolor bardzo ciekawy, choć nie do końca fioletowy i nie do końca intensywny. Mimo wszystko moje oko zazdrośnie spogląda na heroinę Leny, która jest bardziej spektakularna i cudownie fioletowa. Intensywna. I to Mac dostaje ode mnie wyższe sędziowskie noty za styl 😉

Lena: MAC Heroine spełnił oczekiwanie, które wobec niego miałam. Miało być zadziornie, fioletowo i na długo.  Bardzo zależało mi również na silnym macie i wiem na pewno, że mogę zaufać matującym pomadkom z MAC’a. Mogłabym się jedynie przyczepić do mniej stylowego opakowania, ale… jako, że lubię czerń i minimalizm, to do niczego się nie będę przyczepiać. Jeśli będę poszukiwać pomadki, która mocno nawilża – rzucę okiem na lancomowską zdobycz Lony.

rouge-in-love5mac-heroine-magenta

 

And the winner is….
MAC Heroine!

Jeśli szukacie intensywnie fioletowej pomadki, która cudownie wygląda na ustach, pędźcie do najbliższego sklepu firmowego MAC, albo pobuszujcie w necie. Polecamy i przyznajemy Heroinie złoty pas mistrzowski!

mac-heroine copy

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x