Run to the hills!

Był 3 czerwiec roku pańskiego 2003. Hmm, a w zasadzie zaczęło się wszystko 26 lutego, tego samego roku. Wówczas, dzień po 16 urodzinach pędziłam co sił do słynnego katowickiego Spodka, by kupić TEN bilet. Na TEN koncert. Koncert, który odbył się w upalny czerwcowy dzień. 

Dlaczego zaczynam posta w ten sposób? Ano właśnie po to, by zgrabnie przesmyknąć się do opowieści o koszulce. Zrobionej właśnie w czasie oczekiwania na pierwsze spotkanie z Iron Maiden (pierwsze i najlepsze!). Koszulki produkowała pani K. i to hurtowo. Bo 3 czerwca, już od wczesnych godzin porannych, pod Spodkiem krążyło pięć dziewcząt ubranych w jeansowe szorty, glany, ćwiekowane pasy i pieszczochy i identyczne t-shirty. Wyglądały na tyle interesująco (komicznie?:), że co poniektórzy zapraszali do wspólnej fotografii. A po 21.00 rozpoczęło się najintensywniejsze show ich życia… No, ale to nie miejsce na przekonywanie Was o tym, że psychofani Maidenów są najlepsi na świecie ;)))
T-shirt, oczywiście, nadal jest w mojej szafie. Któż ośmieliłby się wyrzucić taką pamiątkę? I co najważniejsze! Z roku na rok wygląda jeszcze lepiej. Albo to ja się starzeję…

Mój genialny fotograf zrobił „one of the best pic ever” ;))

A poniżej jeszcze jedno moje ulubione. I pytam ja siebie, za każdym razem – czy z tego wyrosnę? I zawsze odpowiadam – nie zamierzam, oj nie!
 Lena is wearing: Zara vest, pants, boots (fckn’ sht!:)  |  nn jacket  | nn, DIY tee |  Stradivarius shoes  |  nn, Atmoshpere bracelets  |  nn sunnies  | 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x