Lob: Stop włosowym dramatom!

Herbata stygnie, zapada zmrok… jest jak w piosence Hey. Siedzę piątą minutę przed pustą kartką (Worda) i dumam nad treścią tego wpisu. Chciałam napisać w tytule o fryzurze, która uratowała moją psychikę przed całkowitym pogrążeniem się w rozpaczy, ale wszelkie odmiany tytułu były tak dramatyczne, że aż śmieszne. Bo czym niby niezwykłym jest fakt, że się miało włosy kiepskie, poszło do fryzjera i teraz się ma lepsze?

Moda na loba

Ta fryzura nie schodzi ze stron gazet i łamów portali internetowej (czy portale mogą mieć łamy? Hmmm) i jest – nie bójmy się tego słowa – kultowa. Nosi ją moja ulubiona modelka  Rosie Huntington-Whiteley, a także m.in. Sandra Bullock, Olivia Palermo, Taylor Swift, Heidi Klum. Ale jeśli myślicie sobie, że poszłam do Elli (Wilskiej, z Teamu Szabelka Natural Cut w Chorzowie) ze zdjęciem znanej pani i powiedziałam ‚ o to, to’, mylicie się. Lob pojawił się na mojej głowie w dużo bardziej dramatycznych okolicznościach.

Ile są dla Ciebie warte włosy?

Zawsze podśmiewałam się z dziewcząt noszących włosy do pasa i broniących przed fryzjerem każdego centymetra złotych czy kasztanowych pukli. Jakby on był diabłem a one owieczkami prowadzonymi na rzeź. Cenne niczym perły wisiały zwykle smętnie na plecach związane w warkocze (pewnie przy takiej długości jest to najbezpieczniejsza opcja, by się przypadkowo nie udusić ;)), a każdy przyrost dokumentowały w pamiętnikach (nie wymyślam, znam takie przypadki z kolonii!). U mnie włosie nigdy nie budziło podobnych emocji. Włosy zapuszcza się po to, żeby je kiedyś obciąć, ot co. Nosiłam w życiu wszystkie kolory włosów, trwałą, włosy zupełnie krótkie (dwukrotnie) i dość długie (u mnie długość do połowy pleców to wyczyn). I choć od kilku lat trzymam się średniego blondu, nie mam problemu z faktem, że coś na głowie się zmienia.

blonde-lob-summer-skirt4

Kiedy tracisz włosy

A potem nadeszła era macierzyństwa, hormonalnego kołowrotku i zakończenia karmienia. Nie minęły trzy miesiące, a z mojej głowy dosłownie wyparowała 1/3 włosów. Przez kolejny rok walczyłam z odrostami, najpierw usiłując maskować ‚jeżyka’, potem grzywkę a la wczesny Justin Timberlake. I być może nie byłaby to historia na wpis na blogu (bo kogo obchodzą moje włosowe dramaty?), gdyby nie fakt, że jak już te włosy wypadły, jak zaczęły tak niekorzystnie odrastać, gdy sprawiały, że wstydzę się wyjść na imprezę (i dlaczego tak kocham kapelusze), nagle obudziło się wiele ciotek dobra rada. Okazało się, że wszyscy wiedzą, że tak się dzieje po ciąży i zdziwione są, że nie wiem ja. A w ogóle to czym tu się martwić, przecież to tylko włosy. Odrosną.

A jednak, było się czym martwić. Bo jeśli ja tak strasznie przeżywałam fakt, że los mi z dnia na dzień zabrał niemal pół czupryny, że do dziś nie odzyskałam gęstości włosów, a na zakolach mam ‚rogi’, to co dopiero w podobnej sytuacji zrobi jedna z tych dziewczyn, która od lat najmłodszych dba o swoje pukle do pasa? Trudno to nawet logicznie wytłumaczyć, ale ta nagła utrata włosów i bardzo trudne, długotrwałe ich odrastanie jest takim uczuciem, jakby się straciło część swojej kobiecości. Jakby Ci nagle urosły włosy na plecach, wiedźmie brodawki na nosie albo dopadły inne wybryki natury, które urągają Twojemu poczuciu estetyki. Zresztą nie chodzi tylko o wygląd. Nie zrozumcie mnie źle, nie porównuję macierzyństwa do ciężkiej choroby, ale po tym zdarzeniu mam dużo więcej empatii dla akcji doboru peruk dla pań po chemioterapii. Jeśli tracąc 1/3 włosów człowiek się czuje niepełny, to co dopiero, gdy znikają wszystkie?

A jednak nie dramat

I zanim zacznę popadać w smutne tony wyjaśnię, po co jest ten wpis. Bo okazało się, że ostatni akt tego dramatu jest jednak happy endem. Gdyby którakolwiek z Was kiedykolwiek miała jakieś doświadczenie (to może być ciąża, ale też duży stres, zaburzenia hormonalne itp), nie będę jak te ciotki klotki, powiem już teraz (a nie po fakcie), że jednak istnieje rozwiązanie. Najlepszym przyjacielem na czas odrastania włosów i wyrównywania ich długości okazał się właśnie lob. I bardzo żałuję, że nie był modny wcześniej, bo miałabym problem z głowy już jakiś rok temu. Dzięki skróceniu włosy się unoszą, a cieniowanie grzywki zaciera granice tej naturalnie odrastające (a la Justin) i skróconej z rozmysłem. Włosy na grzywkę dobrane są także ze środka głowy (bo niestety z przodu wciąż mam ubytki) i dzięki artystycznemu nieładowi włosowy dramat nie rzuca się tak bardzo w oczy.

I wiecie co? Musiałam jechać do Warszawy na warsztaty Braun z Kajetanem Górą, a potem spotkać się z Ellą (która jest autorką fryzury), aby zobaczyć na głowie zupełnie prostą fryzurę, która jednak potrafi sprawić, że czuję się znowu sobą.

Dziewczyny! Stop włosowym dramatom. Ścinamy na loba!

PS Zdjęcia nie były szczególnie przygotowywane. Widzicie fryzurę bez stylizacji, jedynie wysuszoną, świeżo po obcięciu.

blonde-lob-summer-skirt-2

blonde-lob-summer-skirt-3

blonde-lob-summer-skirt-5

blonde-lob-summer-skirt6

Top, spódnica, plecak Zara | koturny Ryłko | naszyjnik Be Jewel Me | okulary Mango

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x