Summertime will be a love-in there…

„Jeśli kiedyś wybierzesz się do San Francisco, upewnij się, że wpiąłeś we włosy kwiaty. Jeśli pojedziesz do San Francisco, pewnie spotkasz tam słodkich ludzi…”.
Ta melodia przychodzi mi do głowy, kiedy patrzę na efekt w postaci zdjęć. Tych proszę Państwa przed Wami. Łatwo nie było, ale im dłużej stałam przed obiektywem Krystiana, tym czułam się bardziej wyluzowana. Co ciekawsze – ubrana jestem w sukienkę Sugarlips, która zinterpretowana jest bardzo hippie (czytaj. po mojemu), to jakoś w tak dziewczęcych stylizacjach nie zwykłam byłam chadzać. Może to mój błąd wielki.

Dodam jeszcze, że makijaż wykonała moja prywatna kuzynka, choć w mym przypadku jest zwiewnie. Delikatnie. Niemal niewidocznie. Bo tak lubię, tak się znakomicie czuję.
San Francisco kojarzy mi się, prócz tego, że niegdyś było miastem miłości, wolności i muzyki, z tramwajami. Nikogo przekonywać nie będę, że te ichsiejsze są dużo bardziej urocze niż choćby sosnowiecko-katowickie, ale swój też próbowałam złapać podczas zdjęć. Na daremno!

Dla smaczku jeszcze raz ja, w wersji bardziej oczywistej, dobrze wszystkim znanej. W wersji Złośnica. Ale gdyby mnie ktoś do tego San Francisco zabrał, to obiecuję, byłoby sympatyczniej 🙂



Lena ma na sobie:

Sukienka – Sugarlips
Buty – Butyk
Katana – Diverse (sh)
Opaska – H&M
Przypinki – Kasabian, The Kooks – allegro.pl

Tekst: Lena
Foto: Krystian
Makijaż: Daria

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x