Ten trick z TikToka i YouTube zniszczył mi skórę: uważajcie na oczyszczanie olejami!

To nie jest zwykły #lifehack z internetów. Dogłębne oczyszczanie olejami robi w sieci zawrotną karierę i jest polecane przez wielu influencerów. Ba! Gdybym sama nie przeżyła po nim jednego z najgorszych podrażnień w życiu (z którego efektami mierzę się do dziś), to sama bym nie uwierzyła, że masaż olejem może być aż tak szkodliwy. Dlatego chcę Was przed nim przestrzec.


Długotrwały masaż olejkiem faktycznie wydobywa z porów zaskórniki. Ale przy okazji działa jak turbo mocny peeling, który skórze trudno znieść.



Na czym polega zabieg olejowego oczyszczania porów?


Przepis na olejowe oczyszczanie brzmi prosto i logicznie. Na czystą, umytą skórę nakłada się obficie olejek do demakijażu i intensywnie masuje się buzię przez 15, 30, a nawet 60 minut (według części autorów filmików z tym hackiem – im dłużej, tym lepiej). Efekty? Pozbycie się zaskórników, nawet tych upartych, które są twardsze, albo głębiej siedzą w skórze.

Od uwielbianego i wielokrotnie polecanego od nas (choćby tu i tu) demakijażu olejkiem lub balsamem myjącym, oczyszczanie olejowe różni się głównie funkcją i sposobem wykonania. Bo kosmetyk jest ten sam. I tu i tu używacie swojego olejku do demakijażu. Tylko zamiast krótkiego masażu (który ma na celu rozpuszczenie makijażu i brudu), jest długotrwałe masowanie buzi. Ja wytrzymałam 30 minut, potem zaczęły mi drętwieć ręce. Ale przyznaję – przykładałam się do masażu, starałam się dotrzeć wszędzie tam, gdzie mogą siedzieć uparte zaskórniki. I już po 5-10 minutach widziałam rezultaty – nie było ich wiele, ale faktycznie wychodziły. Czarne, twarde kropeczki…

Świeżo po masażu skóra była przecudownie miękka, idealnie gładka (choć nadal z zaskórnikami – tak naprawdę większość została w skórze), wręcz promieniała zdrowiem. I tak było jeszcze przez około tydzień. A potem się zaczęło…


Bąble, tkliwość, trądzik i wielkie czerwone plamy!


Używałam pielęgnacji jak zwykle. Do tego włączyłam kilka nowych kosmetyków. I tak przez tydzień – nic się nie działo. W dniu kiedy twarz zrobiła się czerwona, tkliwa i z bąblami (to było dokładnie 17 marca), użyłam peelingu kwasowego w ciągu dnia, a wieczorem nowego serum. Byłam pewna, że mam reakcję alergiczną na kosmetyki.

Z dnia na dzień, choć zaczerwienienie ustępowało, wysyp podskórnych pryszczy był coraz mocniejszy. Skóra była też bardzo delikatna i odwodniona. Dopiero po kilku dniach (i obejrzeniu filmu Ani Guellard, także na temat oczyszczania olejami) połączyłam fakty.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez BLESS THE MESS (@blessthemesspl)

Teraz, prawie miesiąc później, buzia wygląda już ok. Ale pod skórą wciąż jest jeszcze sporo bąbli. Nadal zmagam się z odwodnieniem – na szczęście z dnia na dzień mniejszym (bariera lipidowa się odbudowuje). Czy po takim zachwianiu równowagi skóry nie skończy sie nowymi przebarwieniami albo nasileniem problemów z trądzikiem i porami? Nikt tego nie wie, ale obawiam się, że to całkiem prawdopodobne.


Dlaczego to zrobiłam?


Na pewno zastanawiacie się, jakim cudem w ogóle sobie zrobiłam do oczyszczanie olejami. Odpowiedź jest banalna: uznałam, że taki test może się przydać na bloga. Chciałam na sobie sprawdzić, czy to w ogóle działa i czego można się spodziewać po zabiegu. Moją czujność uśpiły olejki – w końcu uwielbiam podwójne oczyszczanie i często on nim piszę jako o najdelikatniejszym i najbardziej efektywnym sposobnie na demakijaż.

Sądziłam też, że takie oczyszczanie może być alternatywą dla wodorowego oczyszczania twarzy u kosmetyczki, albo przynajmniej bezkosztowym zamiennikiem domowej kawitacji. Niestety, w przeciwieństwie do mycia twarzy na sucho, ten hack jest nie tylko rozczarowaniem, ale wręcz niebezpieczną praktyką. Nie ma powodu, by tak igrać z odpornością swojej skóry.


Nie ma jak kwasy i peeling enzymatyczny


Moja przykra przygoda z oczyszczaniem olejowym ma jeden plus. Po raz kolejny mogłam się przekonać, że strategia przechodzenia z wszelkich mocnych peelingów domowych na stopniowe oczyszczanie i złuszczanie kwasami (i to nawet nie glikolowym, ale łagodniejszymi PHA, migdałowym i salicylowym w niskim stężeniu) jest po prostu bezpieczniejsza. I, podobnie jak peelingi enzymatyczne, działa.

Przeczytaj także: 6 kwasów i substancji aktywnych, które możesz bezpiecznie stosować latem!


Ten wpis jest częścią serii #TydzienPielegnacji – merytorycznych artykułów napisanych tak, aby razem tworzyły przewodnik po efektywnej i bezpiecznej pielęgnacji twarzy i ciała. Jeśli borykasz się z problemami z cerą, bądź poszukujesz wiarygodnych rekomendacji kosmetycznych, koniecznie sprawdź inne wpisy Tygodnia Pielęgnacji (tu). A jeśli masz dodatkowe pytania lub propozycje tematów, napisz do nas wiadomość na Instagramie.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x