10 dowodów na to, że jesteś vintage blogerką [test]

Problemy zaczynają się tuż po otwarciu oczu i ujrzeniu świata. Nawet własnego łóżka. Gdzie bialuteńka pościel, ewentualnie w kwiaty? Ty sama jakoś tak też niewyględna. Bez makijażu, włosy niby w modnym nieładzie ale to jednak nie taki nieład, jaki widziałaś wczoraj na Instagramie u ‚it girls’. No dobra, ale żyć jakoś trzeba. Kierujesz się do ekspresu, w końcu potrzebujesz kawy. I kolejny dylemat… w czym by tę kawę zrobić, gdy kubek z fancy napisem zalega w zmywarce? Otwierasz lodówkę, no jakoś nie ma wewnątrz świeżych owoców do smoothie, pączków z dziurką, ani nawet mleka sojowego do tej nieszczęsnej kawy. Ech będą tosty z wczorajszego chleba i resztek sera odnalezionego cudem w zakamarkach lodówki. Brak marshmallows do latte, a w domu nie ma świeżych kwiatów. No tak, fotki na Insta nie będzie. Nowych followersów zauroczonych Twoim perfect life też nie…

Jak często macie tak, że robiąc kawę zastanawiacie się, który kubek będzie wyglądał lepiej na zdjęciu? Ja dość często. I jakiś czas temu myślałam jeszcze, że to nienormalna pogoń za modą i robienie z siebie gimbazy. W jakże wielkim byłam błędzie! Do gimbazy mi tak daleko, jak żonom Hollywood do problemów trzeciego świata. Bo ja jestem, Proszę Państwa, blogerką vintage. Choć mam Instagram, Fejsika i lustrzankę, używam anglicyzmów i ignoruję ortografię. Moje koleżanki blogerki też są raczej vintage. Wy zresztą, czytelnicy tego tekstu (bo czytacie, no heloł!) też trącicie myszką.

Mam na to 10 dowodów i zapraszam do testu [za każde ‚tak’ przyznajecie sobie jeden punkt, na dole wpisu wyniki testu]

 1/ Nie wiesz, co to snapchat. Nie przejmuj się, ja miesiąc temu też nie wiedziałam. To jest bardzo vintage. Gorzej, że ten komunikator (okrzyknięty następcą Instagrama) ma już 100 milionów aktywnych użytkowników, a Ty nie jesteś jednym z nich. Czujesz, że coś Cię omija?

2/ Wiesz, co to snapchat, ale nie potrafisz z niego korzystać. Zainstalować Snapchat w komórce to jedno, ale pojąć istotę jego społeczności i zasady funkcjonowania w niej to drugie. Ja poległam po 10 minutach i pierwszej próbie dodania snapu (czyli takiego wpisu ze zdjęciem, które inni użytkownicy widzą przez kilka sekund, a potem sam się kasuje). Jeśli jesteś wytrwała w dążeniu od retro do moderny, tu znajdziesz instrukcję, jak korzystać z serwisu.

3/ Nie masz kanału na YouTube. Pisane blogi są taaaak bardzo passe! Jeśli blog to tylko jako dodatek do kanału, przecież to tam są teraz młodsze wersje Twoich obecnych czytelników.

4/ Nadal prowadzisz bloga na Blogspocie. Nie mamy osobiście nic przeciwko Blogspotowi, ma swoje wady i zalety, podobnie jak WordPress. Ale to nie zmienia faktu, że jeśli już mieć bloga (bo lepiej kanał i Snapka, ale to już ustaliłyśmy wcześniej ;)), to modnie na własnej domenie. Koniecznie z dużym imieniem i nazwiskiem, żeby nikt nie przekręcał. Albo fajnym pseudo, bez ‚beauty’, ‚fashion’, ‚lifestyle’.

5/ Masz za mały tatuaż. A to dopiero niespodzianka. Nie wystarczy mieć tatuaż, trzeba mieć tatuaż na całą rękę, pół nogi i pod biustem. Cóż, nawet Rihanna byłaby vintage blogerką…

6/ Jarasz się „Grą o tron”. Przyznaj, jak bardzo zacierałaś łapki, by zobaczyć Johna Snow i spółkę? To słodkie, urocze, i takie vintage! Oglądanie seriali to domena japiszonów, którzy potrzebują relaksu po ciężkim dniu pracy i domowych obowiązków. A tym czasie, gdy Ty zajadasz popcorn, pijesz wino i delektujesz się pierwszym odcinkiem piątej serii, ‚oni’ już obejrzeli cały YouTube.

7/ Nadal wierzysz, że Carrie Bradshaw czy Blair Waldorf to ikony stylu. Pozostajemy w temacie seriali i filmów. Jednym z najpopularniejszych wpisów  w historii BtM jest 10 filmów i seriali o modzie, które warto obejrzeć. Jesteśmy przekonane, że czytają go sami vintage readerzy, bo przecież postaci takie jak Carrie, Andie z „Diabeł ubiera się u Prady”, czy nawet Coco Chanel, nie inspirują moderny. Te wszystkie szpilki, płaszczyki, opaski – no kto, do cholery, tak się jeszcze nosi?

8/ Nie biegasz ani nie chodzisz na siłownię. I nie masz żadnych fotek potwierdzających aktywność fizyczną ani fakt posiadania najnowszych Adidasów, Najków, Riboków. Jeśli w ubiegłym półroczu nie zrobiłaś żadnego półmaratonu, nie ćwiczyłaś z Chodakowską, ani nie wyginałaś się przed obiektywem jak Siostry Bukowskie, możesz już otwierać muzeum swojego imienia i ustawiać się w nim jako eksponat blogerki.

9/ Nie konturujesz twarzy, nie powiększasz ust. Nie inspiruje Cię makijaż Kin Kardashian, nie kupujesz pudrów konturujących (najlepiej od Anastacii Beverly Hills) i nie obejrzałaś tutorialu Jessiki Mercedes, która pokazuje, jak za pomocą konturówki powiększać usta bez skalpela. To już cztery ‚nie’, które potwierdzają Twój vintage status.

10/ Nie masz siwych włosów. Ostatni punkt na liście to gwóźdź do trumny nas wszystkich. Bo czy wśród nas jest choćby jedna siwowłosa? Cóż, w czasach, gdy gołębi kolor jest wyznacznikiem młodości i popularności, chyba tylko nasze babcie są na fali. Chociaż nie, one przecież siwiznę farbują.


A teraz podliczamy punkty. Ja mam 7/10, a Wy?
Sprawdźmy, co oznacza liczba punktów, którą udało się Wam zdobyć.

8-10 punktów: TOTALNY VINTAGE. Poważnie rozważ przeniesienie bloga do archiwum i założenie muzeum własnego imienia.  Będziesz w nim składować swoje zdjęcia, książki i numery Bravo kupowane w podstawówce.

5-7 punktów: VINTAGE, ALE WALCZY. Jesteś jak Anna Wintour. Trzymasz retro poziom, ale czasem przymykasz oko i zezwalasz na sesję okładkową Kim Kardashian. Lubisz swój vintage style, jednak korci Cię, by iść z duchem czasu i czasem puścić oko (czy ktoś tak jeszcze mówi???) do gimbazy.

2-4 punkty: PSEUDO MODERNA. Niby taka nowoczesna, a robi psychotesty na blogu, które wyglądają jak wycięte z „Cosmo”? Lubisz tę całą nowoczesność, ogarniasz Insta i dbasz o piękne ciało, ale korci Cię też, by czasem ot poleżeć na kanapie i wciągnąć sezon „Plotkary”. Jako typowa kobieta jesteś po prostu pełna sprzeczności.

0-1 punkt: CO TY TU ROBISZ? Jesteś uosobieniem osoby, która w ogóle nie powinna była doczytać do końca. Tym bardziej oklaski! Społeczność vintage wita w swoich szeregach,będzie nam bardzo miło, jeśli przy nas trochę skapciejesz 🙂

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x