Piernikowa paleta Too Faced Gingerbread. Recenzja!

Dużo ciepłych tonów, dużo złotego blasku, zapach czekoladowych ciastek i świąteczne opakowanie. Taka jest Gingerbread Spice Palette. Zapowiadała się na słodką, acz nudną paletę cieni. A okazała się bardzo fajnie wyważoną propozycją, między bezpieczną bazą nadziaków a rudym i różowym szaleństwem.


Poznajcie Pana Piernika!



Gingerbread Spice

Paleta 18 cieni Too Faced. Cena: 215 zł, do kupienia w Sephora (tu)

Zanim przejdę do recenzji palety, muszę coś sprostować. Paleta niestety nie pachnie piernikami. Kompozycja jest kawowa, bardzo bliska zapachowi klasycznych czekolad Too Faced. No, może z nieco bardziej wyczuwalną słodką waniliową nutą.

Gingerbread Spice ma aż 18 kolorów, w tym znane z klasycznych czekoladek średnie i ciemniejsze brązy. Jest jednak kilka ciekawych i unikatowych, jak na Too Faced, odcieni. Kolory są przemyślane, bardzo dobrze skomponowane i dające wiele możliwości kreaowania różnych makijaży. Mnie, w ramach jednego makeupu udało się użyć aż 10 kolorów! I niemal każdy jest wyraźnie widoczny na powiece.

Poniżej gwiazdkami oznaczyłam swoje ulubione kolory.

Wszystkie cienie są dobrze napigmentowane (nie tak mocno, jak ABH, ale to jest fajny balans między łatwością pracy, a szybkością aplikacji) i wszystkie dają się ładnie rozblendować pędzlem (maty). Odcienie błyszczące są naprawdę miękkie, maślane z konsystencji i pięknie błyszczą. Najbardziej lubię dwa duochromy z tej palety: zachwycający żurawinowo-brązowy Hot Toddy (w słońcu lśni na pomarańczowo-złoto) oraz zielenio-brąz Spice of Life (mieni się na złoto-różowo). Pozostałe odcienie także są piękne, ale po prostu nie tak unikatowe jak ta dwójka.

Negatywnie zaskoczyło mnie kilka kolorów: błyszczący Frostebite Me (teoretycznie topper o lśniącym, śnieżnym blasku, w praktyce grudkowaty cień, który trudno rozprowadzić), fiolet Figgy Pudding (niestety kolor wytraca się na powiece), i błyszczący róż-brąz Reindeer Paws (niestety słabo lśni i ma kiepską pigmentację, na swatchu wygląda niemal jak mat).

Co nie zmienia faktu, że nawet bez tej trójki w akcji, pozostaje w palecie 15 pięknych odcieni, którymi można stworzyć zarówno jasny makijaż a la śnieżynka, jak i typowo piernikowy ciepły look, kolorowy makijaż różowo-żurawinowy, klasyczne brązowe smoky i intensywne smoky w fioletach. Jest to paleta na co dzień, na święta, na karnawał.

Moim skromnym zdaniem za mało się o niej mówi. Bo Gingerbread stanowi ciekawą przeciwwagę dla nowej Hudy, Anastasii czy Nabli.

Zdecydowanie fajna opcja na prezent świąteczny czy Mikołajkowy. Oraz paleta dla siebie. Z gatunku tych, które lepiej obejrzeć i dotknąć na żywo, bo zdjęcia ani swatche nie oddają urody ani wielowymiarowości tych kolorów.


Jak Wam się podoba Pan Piernik?


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x