Triki, tipy i sztuczki beauty wprost z sieci. Sprawdziłam je i pokazuję, czy działają!

Jeżeli wydaje się nam, że o kosmetykach wiemy już wszystko i nic nas nie może zaskoczyć… To sieć bardzo szybko rewiduje poglądy. Co rusz pojawiają się nie tylko nowe produkty, ale i techniki mające na celu ułatwić nam tworzenie makijażu.


Dzisiaj sprawdzam dla Was kilka hitów sieci, ale i przynoszę moje metody na #GoodMakeupDay. I to nie pierwszy raz. W tym wpisie dowiecie się na przykład , jak zatuszować odrosty bez farbowania.



Puder przed podkładem? Czy to faktycznie działa?


To hit z sieci, który podobija internet i ma nam zapewnić nam skórę w wersji #flawless, mniejsze świecenie i matowo-aksamitny wygląd przed długi czas. I cały sekret w tym triku tkwi w kolejności, w jakiej aplikujemy produkty.

  • krem nawilżający – nakładamy ostatni element pielęgnacji i jednocześnie pierwszy krok techniki z sieci.
  • puder – sypkim, transparentnym pudrem omiatamy całą twarz (skóra sucha, normalna) lub zapiekamy czoło, nos czy brodę (skóra tłusta, mieszana).
  • setting spray – po usunięciu pudru, tak przygotowaną cerę spryskujemy sprejem utrwalającym i dajemy mu całkowicie wyschnąć.
  • baza pod podkład – przy pomocy gąbeczki nakładam primer na strefę t, delikatnie dociskając produkt.
  • podkład – aplikujemy podkład, w niewielkiej ilości na całą twarz i… nie musimy go pudrować.
  • korektor pod oczy/ewentualne niedoskonałości – w ilości minimalnej aplikujemy kosmetyki i ewentualnie wówczas dokładamy pudru.

Próbowałam kilkukrotnie nosić różne podkłady aplikowane w ten sposób i muszę przyznać, że faktycznie – skóra wygląda bardzo ładnie, a samego podkładu nakłada się znacznie mniej. Niestety, w okolicach nosa pojawiają się u mnie suche skórki i myślę sobie, że nie bez powodu największe oklaski ta metoda zbiera od osób z cerą tłusta, mieszaną. Zauważyłam jednak na pewno, że pory na twarzy wydają się mniejsze, a także ilość pudru jaką używam jest wręcz śladowa. I to mi się podoba bardzo.

Internetowy hit ma szansę sprawdzić się i u Was, i zdecydowanie polecam go wypróbować. Gdybym miała coś doradzać, to sugerowałabym wybierać lżejsze podkłady lub te rozświetlające.


Brwi na klej do rzęs?


Tak, dobrze czytacie – zapomnijcie o mydle i o żelach, a z toaletki wyciągnijcie przeźroczysty klej do rzęs. I oczywiście spiralkę do przeczesywania włosków. Efekty widzicie na moich zdjęciach w poście.

Niewielką ilością kleju na spiralce przeczesujemy włoski, układając je do góry, na płasko, czy dokładnie tak jak lubicie. Brwi stają się sztywne i mocno utwardzone. I jak okazało się stylizacja jest bardzo trwała bo kiedy klej wyschnie, włoski są nie do ruszenia.

Nie ma znaczenia, czy używacie wyłącznie żelu/kleju, czy wcześniej wyrysowujecie brwi kredką lub cieniami, albo odwrotnie – najpierw je unosicie na kleju, a potem wypełniacie luki. Klej jest bezpieczny i bezapelacyjnie trwały.


Tworzymy szminki w dowolnym kolorze


To jest bardzo zaskakujący trik i nie sądziłam, że się uda go powtórzyć, ale… działa. Potrzebujecie do niego bezbarwnej pomadki/balsamu i palety cieni do powiek.

Trik polega na tym, że zanurzamy nasz przeźroczysty balsam do ust w wybranym cieniu i… nanosimy go na wargi. To naprawdę niewiele, a efekt jest faktycznie zaskakująco dobry. Wypróbowałam kilka kolorów i za każdym razem bez problemu produkt transferował się na ustach. I był trwały – cienie się nie osypywały, a wargi całkowicie pokrywałam stworzonym przeze mnie odcieniem.

To fajny patent jeśli chcemy wypróbować nowy, bardziej odważny kolor szminki.

Formuła stworzonej przez nas szminki będzie bardzo komfortowa – nawilżająca i kremowa, dokładnie tka jak użyty przez nas balsam.

 


Utrwalamy czarną kredkę na linii wodnej


To jest trik, o który pytacie bardzo często. Czy znamy, jakaś metodą, która pozwali przedłużyć trwałość czarnej kredce na linii wodnej oka. I tak, jest na to sposób. I to bardzo prosty.

Przede wszystkim, by czerń była jeszcze bardziej intensywna, polecam używać na linię wodną żelowego linera, ale zwykła kredka też się będzie nadawać. Po jej aplikacji, nanieście precyzyjnym pędzelkiem czarny cień do powiek, dokładnie na linię wodną, w miejscu wcześniej zaaplikowanego linera czy kredki. Wykonacie nic innego, jak… zapiekanie! To pozwoli dłużej cieszyć się głębokim spojrzeniem i smoky eye.


Robimy sztuczne piegi


Oczywiście, że chciałam sprawdzić i ten trik. Przecież od kilku sezonów zazdrościmy wszystkim piegusom ich cennego skarbu! A, że zrobienie piegów przy pomocy bronzera i fixera do makijażu brzmi turbo prosto, to… sprawdziłam i tę metodę!

Do kieliszka zeskrobujecie bronzer, taką dość solidną ilość, a następnie dodajecie kilka „psików” fixera do makijażu. Tak, by piegi, kiedy trafią na buzię, zostały na niej na dłużej. Następnie bierzecie płaski pędzelek, moczycie go w miksturze i z dość bliskiej odległości „strzelacie” sobie w twarz powstałą zawiesiną. Pędzel nie może być ani bardzo sztywny (trudno będzie go naciągnąć), ani bardzo mokry (bo zrobicie sobie duże plamy).

Efekt, jaki powstał jest według mnie bardzo naturalny. Piegi trzymały się do końca dnia.


Sposoby na bazę pod cienie


Baza pod cienie, to produkt, który przedłuża trwałość makijażu, a także pomaga wybić się kolorom cieni czy ułatwia nam blendowanie. Wiele z nas używa korektora pod oczy, jako bazy. To jest dobry trik, ale nie każdy korektor się do tego nadaje – ciężkie, mocno kryjące produkty lubią się ważyć i zbierać, przez co i cienie będą mniej trwałe. Lepiej wybrać coś lżejszego i zaaplikować w naprawdę minimalnej ilości. Nie dajcie się zwieść trendom z insta/yt – naprawdę nie potrzebujecie grubej, białej warstwy, by skutecznie pracować z cieniami.

A w tym wpisie dowiesz się, jak powiększyć usta przy pomocy makijażu!

Inny trik, to… użycie płynnej pomadki do powiek (najlepiej wegańskiej formuły), jako bazy pod cienie. Jeśli planujecie różowy czy fioletowy mejkap, użyjcie szminki w podobnym kolorze. To bardzo przyspiesza pracę z cieniami, a ich kolory i sam makijaż stają się głębsze, bardziej wyraziste.


Pryszcze, bye bye


Myjecie wieczorem buzię i czujecie pod palcami zgrubienie, które zapowiada, że o poranku zobaczycie nowego pryszcza? Albo już się pojawił, i chcecie się pozbyć go jak najprędzej? Ja sięgam po witaminę c.

Wystarczy zwykła tabletka z apteczki! Rozgniećcie ją, dodajcie kropelkę lud dwie hydrolatu (albo nawet wody), a następnie nałóżcie powstałą papkę na pryszcza i połóżcie się spać. Witamina c działa przeciwzapalnie, zwalcza wolne rodniki i, zwyczajnie na świecie – przyspiesza gojenie się, a także i powstawanie (!), nowych nieprzyjaciół.

To nie jest tak, że pryszcz zniknie całkowicie, oj nie. Ale jego „żywot” na naszej buzi będzie znacznie krótszy.


A jakie Wy triki z sieci stosujecie z powodzeniem
w swojej codziennej rutynie?


Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x