Kronika pewnej ciąży, odcinek 104. No nic nie poradzę, ale widząc kolejne zdjęcia ze swoją osobą w roli głównej w oczy rzuca się wyłącznie rosnący brzuch (chyba zaczynam rozumieć, co czują kobiety w wieku średnim oglądając na swoich zdjęciach nowo pojawiające się zmarszczki). Pal licho nawet jego wielkość czy fakt, że nieco utrudnia niektóre czynności życiowe (ooo, spróbujcie sobie włożyć piłkę między klatkę a uda i pomalować paznokcie u stóp – wrażenia murowane :D), ale widok brzucha to dla mnie za każdym razem zapowiedź podróży w nieznane, która zbliża się wielkimi krokami. Wszyscy straszą, że będzie płacz i zgrzytanie zębów, nieprzespane noce, tygodnie bez makijażu i dni spędzone w niezwykle modnych piżamach i dresikach. Może to i lepiej, że już teraz musiałam zapomnieć o szpilkach, bo chyba faktycznie przez parę miesięcy ich nie założę (no, chyba że jak Anna Mucha będę paradować z wózkiem na szpilach ;)). W zamian koleżanki i rodzina zapewniają, że życie nabierze kolorów, a związek głębi. Bo, jakkolwiek wszyscy się boją porodów, nikt nie żałuje ich skutków.

Czekam więc sobie z nadzieją na fajerwerki. W luźnej sukience, superwygodnych butach, z ulubioną torebką, dwoma sercami (nie licząc własnego) i z uśmiechem 104. Trzymajcie kciuki, by było warto.

C&A Mama dress | Stradivarius vest | Solar clutch | C&A sandals | Paris Optique aviators | Venezia heart necklace

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x