Blessy i messy maja. Ulubieńcy miesiąca!

Wszystkie najlepsze kosmetyki w jednym miejscu? Tak jest, dobrze trafiłaś, czas na wpis z ulubieńcami miesiąca! Będzie wszystko co najlepsze z pielęgnacji i makijażu, ale i dwa niewypały, przed którymi lojalnie ostrzegam.


Zaczynamy Blessy i messy maja!


Ponieważ niedawno miałyśmy na blogu kolejną edycję akcji #TydzienPielegnacji, nie chciałam dublować ulubieńców do twarzy. Bo to jasne, że kosmetyki pokazane w mojej aktualnej pielęgnacji, kuracji maseczkami czy ulubionych kosmetykach z SPF to także produkty, których uwielbiałam używać w maju. Mamy za to więcej miejsca na kosmetyki do ciała i – przede wszystkim – makijażu.


Makijaż

Podkład/ kremy BB/ korektor / pudry

Zacznę od dwóch ulubieńców, których prezentację obiecałam na Instagramie. Pytałyście, który BB cushion uważam za najlepszy ever, więc bez zastanowienia odpowiadam: Laneige BB Cushion Pore Control. Właśnie zaczęłam CZWARTE opakowanie. To chyba najlepszy dowód, jak bardzo go lubię za efekt makijażu, a jednocześnie ufam filtrowi SPF50+, jaki zawiera.

Jego godnym rywalem z drogerii jest Bourjois Healthy Mix BB Cream (mam kolor 02 Medium). Krycie średnie, które można zbudować do mocnego, bardzo naturalny efekt, piekne satywnowe wykończenie i naprawdę duży komfort dla skóry podczas noszenia. Boski jest!

Jeśli chodzi o podkład, który nosiłam najczęściej to zdecydowanie wygrał Chanel Perfection Lumiere. Niby tylko średnie krycie, niby półmatowy efekt, a jednak skóra wygląda zdrowo, jakby lekko rozświetlona. Młodsza?

A gdy do dowolnego BB lub podkładu dodam korektor Lovely Liquid Camouflage (pod oczy), cera wygląda bardzo świeżo. Ten korektor, choć opisany jako kamuflaż, jest w rzeczywistości średnio kryjącym, rozświetlającym, bardzo komfortowym w noszeniu nawet na suchej skórze pod oczami, korektorem na co dzień. Kosztuje tylko 13 złotych, a działa wspaniale.

W tej kategorii mam też do pokazania dwa buble! Oba to pudry utrwalające. Wibo Marshmallow bieli niemiłosiernie, podkreśla wszelkie linie na buzi. Naprawdę, lepiej kupić sobie talk Nivea dla bobasów (próbowałam, działa), niż wydać 30 zł na puder w opakowaniu tak koszmarnym, że prędzej się z niego wysypie, niż go zdążysz zużyć.

Z kolei puder Becca Hydra-Mist to moje osobiste ogromne rozczarowanie. Puder z 50% wody w składzie powinien być idealny pod oczy. A tu klops. Ciemnieje niemiłosiernie, ciastkuje podkłady, najpierw daje efekt baaardzo matowy, ale szybko znika i buzia się świeci niemiłosiernie. Sprawdza się tylko wtedy, gdy nakłada się go na sam krem. Ale po co mi wtedy puder?


Palety do makijażu twarzy i oczu

O tak, to jest ten moment, by dodać swoje trzy grosze do afery z paletą Maxineczka x Revolution. Widziałam, że przez internety przetacza się fala to zachwytu, to hejtu nad Beauty Legacy.

Na oczach paleta Maxineczki, na policzkach Blush Bar Benefit, cera to Chanel Perfection Lumiere, pod oczami korektor z Lovely. Usta: Kat Von D Studded Kiss Lolita.

A prawda nie leży pośrodku, bo ta paleta jest naprawdę dobra. Nie olśniewa ekstrawaganckimi kolorami, nie daje efektu wow ilością brokatu. Ale ma to, co jest potrzebna 95% społeczeństwa na co dzień. Dobrze dobrane, użytkowe kolory do wykonania codziennego (czy podróżnego) makijażu w 10 minut.

Gwiazdkami oznaczyłam te produkty/kolory, których używam na co dzień. Są to zwykle szybkie makijaże poranne wykonane na dwa sposoby:

  • Love’s hue w załamanie (niby to róż, ale piękny kolor transferowy), Ash w zewnętrzny kącik i na dolną powiekę, Crystal na ruchomą powiekę
  • Ash w załamanie, Brick w załamanie i na dolną powiekę, Copper na ruchomą powiekę. Czasem dodaję też Smoke w zewnętrzny kącik.

TU szczegółowa recenzja Beauty Legacy – swatche i makijaż Mileny


Bronzer Le Grand Tan uwielbiam, jest idealnie zbalansowany między ciepłym a chłodnym (zobaczcie jak wypada na zdjęciu tuż przy Hooli Benefitu), a odcień Ash faktycznie nadaje się jako cień do brwi dla blondynek. To, co w tej palecie mi nie gra to rozświetlacz (zbyt się pyli, za mało lśni, za to rozjaśnia skórę, czego w rozświetlaczach nie lubię), odcień Orchid (piękny, ale niemożliwie trudno go wydobyć z opakowania – na zdjęciu widać, jaki jest wymęczony), czerń (dla mnie to zmarnowany kolor w palecie, wolę liner czy kredki w tym kolorze).


Drugim paletkowym ulubieńcem jest bez wątpienia Blush Bar marki Benefit. Niesamowita paleta, bo zawierająca aż pięć pełnowymiarowych produktów, a płacimy jak za półtora.

Do tego pędzelek, piękne opakowanie i możliwość przetestowania nowości: różu Gold Rush. W Blush Bar znajdziecie nasz ukochany róż Galifornia, kultowy bronzer Hoola, przepiękny jasnoróżowy Dandelion, złoto-chłodny Róż Rockateur oraz właśnie nowy Gold Rush. Przepiękny różowo-beżowy odcień wakacyjnego rumieńca.

Wszystkie produkty pachną jak owocowe drinki, jakość wykonania samej palety jest znakomita, a gramatura (łącznie aż 30 gramów!!!) sprawia, że Blush Bar wchodzi na półkę najlepszej palety róży EVER.


Rozświetlacz, błyszczyk, bronzer…

Nie mam dla nich jednej kategorii, poza tą, że są fantastyczne. I męczyłam je w maju niemiłosiernie, bo efekt jaki dają bardzo mi się podoba.

Jeśli lubicie efekt zdrowej skóry, ale macie mieszaną cerę i stronicie od płynnych rozświetlaczy… mam doskonałe wieści. Jest Make Up For Ever HD Soft Light i ich płynno-żelowo-kremowe rozświetlenie, które nie spływa, nie warzy podkładu (po zmieszaniu), nie znika w ciągu dnia. Daje cudowne wykończenie skóry skąpanej w słońcu. Często mieszam go z bazą, podkładem, a potem jeszcze na szczyty kości policzkowych dokładam dla większego blasku. Cu-do!

O pięknym blasku Huda Beauty Lip Strobe w kolorze Shameless opowiem, ale nie pokażę… bo się nie da! Zdjęcia zupełnie nie oddają tego, jak lustrzany, wielowymiarowy i piękny jest to produkt. Na ustach mieni się na złoto, różowo, a nawet zielono. Do opalonej skóry taki błyszczyk to coś pięknego.

A na deser jeszcze jeden bronzer, bardzo podobny do tego z Beauty Legacy, czyli ni to ciepły, ni chłodny. Nie za ciemny, nie za jasny. Trwały i nie robiący plam. Jestem ogromną fanką Lovely, gdy idzie o drogeryjną półkę. Toffee Chocolate jest super.


Ciało

Cetaphil EM, MD, DA. Emulsja micelarna do mycia,  balsam do twarzy i ciała, krem intensywnie nawilżający

Bomba na wiosnę i lato. Szczególnie wtedy, gdy sporo czasu spędza się na świeżym powietrzu i skóra bywa podrażniona od słońca, wody czy wiatru. Mycie emulsją Cetaphilu sprawdziłam na twarzy i ciele. I potwierdzam – nie podrażnia skóry nic a nic, jest megałagodna.

Ale gwiazdami kolekcji jest seria zielona – w tym balsam Cetaphil MD do twarzy i ciała. Leciutki jak piórko (mogę go używać nawet do twarzy przy cerze mieszanej), wchłania się błyskawicznie, ale jednak pozostawia na skórze niemal niewyczuwalny ochronny film (gliceryna i mój ulubiony olejek z awokado). Znakomicie używa się jej o ciała rano (skóra się nie lepi i można się szybko ubrać), jest też super do dłoni. Mogę go nałożyć na ręce i niemal od razu usiąść do pisania tego tekstu 🙂

Jest jeszcze wersja z bogatszym składem Cetaphil DA w tubce. Bardziej odżywczy (choć też lekki), z dodatkiem masła shea. Super na suche lub podrażnione miejsca: łokcie, kolana, stopy, dłonie. Wszystkie kosmetyki z tej serii sprawdziły się w warunkach codziennych, ale też po kąpieli słonecznej. Nie podrażniają zaczerwienionej skóry, łagodzą (panthenol) i nawilżają na długo.

Clarins Body fit. Chłodzący krem-żel antycellulitowy (200 ml/219 zł, kupisz TU).

Uwielbiam go stosować latem! Efekt chłodzenia, wygładzenia i odświeżenia, jaki daje, jest nie do podrobienia. Nie stosuję codziennie, ale wtedy, gdy z nieba leje się żar, a moja skóra nie akceptuje żadnych balsamów. Ten żel jest mega lekki, bardzo szybko się wchłania i naprawdę na długo chłodzi.



A najczęściej pachniałam L’Imperatrice 3 D&G, czyli moją ukochaną Imperatorową.


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x