Paletka Wibo Go Nude: wersja smoky eye / pierwsze wrażenia i swatche/

W weekend udało mi się znaleźć paletkę Wibo – Go Nude, z serii Smoky Edition. Jak się okazało jest to kosmetyk, na który wiele z Was polowało i w komentarzach na fejsie wyraziłyście zainteresowanie ową paletką. Dzisiaj spieszę do Was z pierwszymi wrażeniami o palecie, swatchami kolorów i krótkiej informacji o tym, czy warto zainwestować 34 zł w tego malucha.

Przy okazji dodam jeszcze od siebie kilka słów o tym, dlaczego czasem lepiej wydać więcej na kosmetyki. Często zdarza się nam (ale i innym blogerkom) dostawać komentarze, że wiele z kosmetyków, którymi się zachwycamy i używamy, nie jest na „przeciętną” kieszeń. Że palety cieni kosztujące około 200 zł, to czyste szaleństwo i strata pieniędzy. Cóż, nie powiem, że taka kwota na paletę cieni to suma mała, absolutnie. Jednak nie mogę sobie odmówić napisania, że wysoka jakość i niezawodność bardzo często idzie w parze z ceną. Nie jest to reguła, ale inwestycja w czekoladową paletę Too Faced czy zestaw cieni i przyborów do konturowania Smashbox, to były strzały w dziesiątkę. Widzimy nie tylko jak bardzo wydajne są kosmetyki, ale i jak doskonale się z nimi pracuje, jak świetnie wyglądają na skórze, jaki dają efekt i możliwości, a także jaką posiadają trwałość.

I tak, warto zbierać przez kilka miesięcy, by kupić sobie świetną, droższą paletę. Może się okazać, że nic więcej nie będziecie potrzebować.

wibo-go-nude-smoky-eye-edition (3) wibo-go-nude-smoky-eye-edition (6)

Tymczasem sprawdźmy jak radzi sobie dużo tańszy zestaw od Wibo

Umówmy się – opakowanie, nazwa i kształt do złudzenia przypominają kultowe produkty Urban Decay. Podobnie jeśli chodzi o zestawienie kolorystyczne, ale wersja Wibo jest zdecydowanie ciemniejsza.

Kartonowe opakowanie jest solidne, podobnie jak plastikowo-metalowe pudełeczko, w którym zamknięte są cienie. Bez trudu je również otwieramy i zamykamy, produkty są bezpieczne. Minusem jest na pewno lusterko – mocno zniekształca i nie ma mowy, by posłużyło nam do precyzyjnego makijażu. Poza tym całość jest lekka (z tego co pamiętam, to dużo lżejsza niż Urban Decay).

Wewnątrz znajdziemy 12 cienie o dwóch typach wykończenia – 4 matowe oraz 8 brokatowych. Z tym, że brokaty podzieliłabym na te mocno błyszczące i nieco bardziej stonowane, z mniejsza ilością skrzących się drobinek. Do najbardziej mieniących się należą kolory typowo imprezowe – Shiny, Baroque, Copper oraz Mystery. Barwy Royal, French, Deep i Fatnasy są mniej lśniące. Maty to dwa brązy Smooth i Earthtone oraz beże Pastel i Innocent. Zestawienie kolorystyczne wygląda bardzo dobrze – możemy stworzyć nie tylko ogromną ilość wariantów wieczorowych, ale i dziennych.

Słówko jeszcze o cieniach migoczących – nie są to mało eleganckie brokaty, cienie są skrzące, ale mocno zmielone, więc spokojnie rozświetlimy nimi kącik oka w dziennym makijażu. Cienie w dotyku są przyjemne, jedwabisty, gładziutkie. Dotknięte palcem pozostawiają mocny ślad i kolor. Tak, zdecydowanie chce się ich dotykać. Na pędzle nabierają się prosto. Ach, pędzelek dodany do kompletu wygląda całkiem nieźle; zrobiony z naturalnego włosia posiada końcówkę krótką i zbitą, a także główkę do blendowania. Nie jest to może mistrz świata, ale jak na dodatek do palety – nie najgorszy. W sytuacji kryzysowej, np. gdybyśmy zapomniały swoich pędzli, coś dałoby radę się nim wyczarować

FullSizeRender wibo-go-nude-smoky-eye-edition (9)

Praca z cieniami

Same cienie wolę jednak aplikować moimi sprawdzonymi ulubieńcami. Wśród negatywnych komentarzy pojawiają się te o niebywałym osypywaniu się produktów. Palety używałam 3 razy, zawsze wybierając kolory ciemne, by zobaczyć, czy zarzut jest faktycznie trafiony. I całkiem serio mam ochotę napisać – osypywanie, really? Nie jest to największy mankament palety! Kiedy przypomnę sobie jak mocno sypią się ciemne kolory the Balm, to aż się uśmiecham do paletki Wibo. Tak, owszem przy fiolecie, graficie, szarości możemy nieznacznie zauważyć spadanie produktu. Jednak, przy takich mocnych barwach mało, które cienie zachowują się wzorowe. Smoky Edition naprawdę nie należy do tych trudnych.

Jeśli jednak miałabym skupić się na minusie, to będzie to pigmentacja ciemnych kolorów. Niestety, bardzo szybko wytraca się na oku. Po 6 godzinach noszenia, rozświetlona część powieki nadal pięknie błyszczy, natomiast barwy ciemne się mocno przytępiły. Owszem, są nadal na powiecie, ale w sporo jaśniejszej wersji. Próbowałam używać produktów na bazę, na korektor oraz samodzielnie, i w zasadzie nie ma większej różnicy. Przy bazie są trwalsze, ale nieznacznie. Ten problem wyklucza nam odrobinę możliwość stworzenia długotrwałego makijażu wieczorowego (choć myślę, że znam i takie artystki, które podołałyby zadaniu!), ale za to całkiem nieźle sprawdzi się przy makijażu dziennym, nawet takim do biura czy na uczelnię. W moim przypadku nie zauważyłam rolowania się cieni, ale również nie spędziły ze mną 14 h, podróży pociągiem czy zmiennej temperatury. Produkty się dobrze blendują, nie zostawiają prześwitów. Być może trzeba się więcej napracować, przy tworzeniu kolejnych plam koloru, jednak nie mogę porównywać ich do znakomitych Too Faced czy Smashbox. Inna półka, inna liga!

Moje pierwsze wrażenie: Zdecydowanie dobry pomysł dla początkujących, którzy nie mają jeszcze dużego oświadczenia. Świetny prezent dla dziewczyn, które stawiają pierwsze kroki. Wydając 34 zł nie spodziewam się szaleństwa, ale efekt póki co jest bardzo przyzwoity.

wibo-go-nude-smoky-eye-edition (7) wibo-go-nude-smoky-eye-edition (10)

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x