Winter is coming…

Chłód. Szarówka. Mocne podmuchy wiatru. No zimno, cholera! 
A ja tu w szyfonach i sandałach robię za Lady Magbeth…

Tytuł posta nawiązuje oczywiście do pogody za oknem, ale także ukochanej „Gry o tron”, której trzeciego sezonu doczekać się nie mogę. Zwłaszcza wtedy, gdy na ścianach fejsbukowych zapanowała histeria na punkcie startu kolejnego sezonu „Gosspi girl” (nie zrozumiem chyba nigdy fenomenu tego serialu), robi mi się trochę przykro, że nie mogę zadośćuczynić i swojej serialowej manii i pooglądać, jak Targaryenowie, Starkowie i Lannisterowie mordują się ile wlezie 😀
Tymczasem zapraszam na zdjęcia. To, co widzicie w wietrznym tańcu, to wyprzedażowy łup ze Stradiego, sukienka (bo jest to sukienka) z rozcięciami na plecach i na nogach. Lena ma swoją, ja swoją. A ponieważ nie wybieram się w najbliższym czasie na żadne wielkie gale, schowałam półprzezroczystą górę pod t-shirtem z szafy męża, uzupełniłam skórzaną kamizelką z MishMash, wisiorkami z Venezii, rajstopo-zakolanówkami E-Lady (też mamy z Leną identyczne, to chyba początki bliźniaczej ubraniowej choroby ;)) oraz ukochanymi sandałami Marni
Lona is wearing:  Stradivarius dress, bag  |  husband’s closet tee  |  sh jacket  |  Marni for H&M shoes  | 
MishMash vest 
  |  E-Lady tights  |  Lilou, Lemon Gallery bracelets  |  Venezia necklaces

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x