Jakie zabiegi warto wykonać u kosmetyczki?

Seria #TydzienPilęgnacji, to prawdziwy hit na łamach Blessa! Uwielbiacie ją i wiemy, że traktujecie jak małą encyklopedię domowej pielęgnacji. Ale przecież #SiostryBless nie tylko dbają o swoją skórę w domowych pieleszach. Często pokazujemy Wam zabiegi, które testujemy i sprawdzamy, czy naprawdę działają.


Nie będziemy też ściemniać – nierzadko mówimy Wam, że zamiast bardzo drogiego kremu czy serum, warto udać się do sprawdzonego salonu i wykonać zabiegi na twarz i ciało. I dzisiaj podsumowanie naszych testów oraz kilka wskazówek dotyczących wyboru zabiegów na twarz, które NAPRAWDĘ się sprawdziły.



Zaczniemy od czegoś, co i Wy kochacie najbardziej i dlatego The Ordinary (oraz czerwony diabeł) stał się najchętniej sprawdzanym tematem na Blessie. Czyli pogadamy o kwasach / peelingach chemicznych.


Peelingi chemiczne na bazie kwasów jeszcze do niedawna były wykonywane wyłącznie u kosmetyczek. Wszystko zmieniło się, kiedy w zasięgu naszych dłoni pojawiły się produkty, które mają na tyle wysokie stężenie kwasów, że zwyczajnie działają. Bez opieki i dozoru kosmetologa, w naszych łazienkach.

Jednak tutaj musi zapalić się Wam czerwone światło – tak, możecie kupić (np. na aukcjach) kosmetyki używane w gabinetach, np. serię Ferulac (zawiera kwas ferulowy i świetnie działa na przebarwienia czy zmarszczki) czy Azelac (zawierający kwas azelinowy działający na trądzik), Nomelan (peeling na bazie kwasów kawowego, salicylowego, ferulowego oraz retinolu do cery dojrzałej, ze zmarszczkami), ale pamiętajcie – samodzielne przeprowadzenie kuracji tak silnymi kwasami jest niebezpieczne i naprawdę można spalić sobie skórę.

Jeżeli polubiłyście się z kwasami, albo chcecie ich wypróbować, to bardzo mocno polecamy Wam wizytę w sprawdzonym gabinecie. Najprawdopodobniej już po pierwszym zabiegu (dostosowanym idealnie do Waszych potrzeb) zauważycie ogromne zmiany, które rozpoczną się efektem silnego łuszczenia się naskórka. I o to chodzi! Kontrolowane przez kosmetologa, silniejsze kwasy gabinetowe, mają jeszcze większą moc.

Ilona opowiadała Wam jakiś czas temu o zabiegu yellowe peel w katowickim gabinecie Idealnie, więc odsyłam po szczegóły kuracji. Bo w jej wypadku nie był to jednorazowy zabieg, a seria.

Nie namawiam Was, by całkowicie zrezygnować z kwasów w swej pielęgnacji. Absolutnie nie! Jednak na insta dostajemy od Was sporo zapytań o skuteczne zabiegi poprawiające cerę, i z pełną odpowiedzialnością możemy powiedzieć, że serie kwasów dobranych do Waszej skóry (trądzikowej, naczynkowej, suchej, dojrzałej – KAŻDEJ!) przyniosą świetne efekty.

Które możecie wzmocnić domową, dobrą pielęgnacją, a w niej nie może zabraknąć ochrony przeciwsłonecznej.

Zaraz po zabiegu – uniesienie, obłędne wydłużenie i henna.

Teraz przejdziemy do troszkę lżejszego tematu – naszych rzęs. I opowiem Wam o metodzie, która jest doskonałą alternatywą dla przedłużania rzęs. Pogadajmy o efektach liftingu i laminacji rzęs.


Ale nim do tego dojdziemy, to muszę wtrącić. Całkiem niedawno na insta przewinęła się rozmowa o tym, że sztuczne, doczepiane rzęsy (plus długie hybrydy, doczepiany włos i opalenizna), to domena dziewcząt z „bloku wschodniego”, a Polki z lubością hołdują tandecie. Zaprawdę powiadam Wam, że rzęsy-motyle, pazur akrylowy na 5 cm i przeróżne treski i peruki widziałam miesiąc temu w Kalifornii, Chicago, St.Louis i Las Vegas. Nosiły je dziewczyny białe, latynoski i czarnoskóre.  A na dokładkę, byłam z kuzynką w klinice urody i widziałam, kto akurat siedzi w kolejce na botoks i powiększanie ust. Absolutnie każdy. Także „tandeta” nie jest słowiańską cechą.

Chciałabym również zaznaczyć, że w dobie #GirlPower marzy mi się, by nie krytykować drugiej dziewczyny za długość rzęs czy paznokcia. To cholernie trudne, zdaję sobie sprawę, bo sama nie raz, i nie dwa, nie ugryzłam się język. I to, że Ty uważasz, iż natura wie najlepiej i nie warto robić rzęs czy hybrydy, nie oznacza, że sąsiadka czy pani w autobusie nie może mieć innego zdania. Zajmijmy się sobą.


Faktycznie – trochę przerażająco, ale obiecuję – nie boli! Do tego kosmetolog cały czas czuwa i dopytuje, czy nie odczuwamy dyskomfortu.

A teraz wracam do laminacji i liftingu, czyli zabiegu, któremu poddałam się dwukrotnie w Noir Beauty i jestem absolutnie oszołomiona efektem. Te kilkadziesiąt minut, podczas których rzęsy są laminowane i podnoszone na wałkach (oraz jeśli chcemy jest robiona koloryzacja włosków henną) daje efekty uniesienia, a przez to i wydłużenia, na sześć/osiem tygodni. Nie ma żadnych ubytków i strat we włoskach, nie zauważyłam by stały się bardziej kruche, łamliwe czy żeby wypadały.

Po lewej rzęsy przed zabiegiem, a po prawej tuż po. Efekty są obłędne!

Zdaję sobie sprawę, że efekt finalny jest zależny od tego, jakie mamy rzęsy. Im dłuższe, tym większy efekt „lalki”. A jeśli do tego rzęsy są proste z natury, to uniesienie i zawinięcie zrobi ogromną robotę.

Jedynym minusem, jaki zaobserwowałam, to nowe techniki, jakich muszę używać podczas makijażu oka. Przede wszystkim zrobienie kociej kreski wymagało ode mnie zmiany narzędzi – zamiast linera w pisaku musiałam przerzucić się na cieniutki pędzelek i liner w żelu. I przyznaję – rzęsy są tak uniesione, że dość trudno zrobić bezbłędną, równiutką kreskę.

Ale za to… wystarczy odrobina maskary, by rzęsy wyglądały oszołamiająco.



Peeling węglowy, czyli laserowa alternatywa dla kwasów.


W zeszłym roku odkryłam dwa genialne zabiegi na twarz, oprócz oczywistych kwasów. Pierwszy z nich to oczyszczanie wodorowe, któremu poświęciłam osobny wpis (zobaczcie). Jeżeli chcecie pozbyć się zanieczyszczeń z twarzy, powalczyć z zaskórnikami i zwyczajnie – zregenerować skórę, to klikajcie w post, czytajcie i koniecznie umawiajcie się na wizytę, na oczyszczanie wodorem.

Drugim z nich jest peeling węglowy, który również ma za zadanie oczyścić skórę, ale przy tym ma dodatkowe walory. Jakie? Po pierwsze (i u mnie bardzo ważne) zwężenie porów, zmniejszenie wydzielania się sebum i zmniejszenie nadprodukcji łojotoku, leczenie trądziku, a także blizn i przebarwień potrądzikowych.

Peeling węglowy zwany również Black Doll lub Hollywod Peel, to połączenie laseroterapii i dobroczynnego działania węgla, a w tym wypadku specjalnej maski, która jest nakładana na twarz. W trakcie naświetlania laserem niewielkie drobinki węgla „wybuchają” na skórze i i jednocześnie oczyszczają ją na powierzchni oraz w głębszych warstwach (widoczne rozświetlenie i oczyszczanie, ale i zmniejszenie stanów zapalnych, zwężenie porów).

Podobnie jak oczyszczanie wodorowe, zabieg Black Doll warto zrobić w seriach, szczególnie jeśli borykacie się z naprawdę dużymi problemami skórnymi. Ilość zabiegów dopasowuje nam kosmetolog. Początkowo mogą być to np. trzy zabiegi w odstępach dwóch, trzech tygodni. A później możemy serwować sobie zabieg np. raz na kwartał.



W zeszłym roku miałyśmy również możliwość wypróbowania zabiegów Ulthera, czyli tzw. liftingu bez skalpela i o efektach możecie poczytać w tym wpisie. I przede wszystkim je zobaczyć! Wspominam o nim dlatego, że jest to naprawdę ciekawe, innowacyjna metoda, ale by zobaczyć w pełni efekt musicie uzbroić się w cierpliwość.


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x