Jesienne hity: kozaki za kolano i ponczo
O tym, że uwielbiam buty za kolano wiecie od dawna. Noszę od kilku sezonów, są moim synonimem rockowych, acz bardzo kobiecych butów.
Niedoszła gwiazda rocka. Jej idealny dzień to blogowanie, oglądanie filmów i seriali, praca na planie zdjęciowym i wieczorny koncert. Najlepiej metalowy. Ewentualnie dobra książka.
Zawodowo spełnia się w studio filmowym. Ma kota na punkcie kotów. I tatuaży. Najchętniej rzuciłaby wszystko i zamieszkała w Londynie, bo od dawna wie, ze Camden to jej miejsce na ziemi. Okej, blogowania nie rzuciłaby nigdy.
O tym, że uwielbiam buty za kolano wiecie od dawna. Noszę od kilku sezonów, są moim synonimem rockowych, acz bardzo kobiecych butów.
Coś tam już o nas wiecie, bo czasem zdradzamy fakty, o które zdarza się Wam pytać. Także podczas spotkań face2face. Tym razem fakty zdradzę ja, i będą one dotyczyć wyłącznie Lony.
Reinterpretacja stylu sportowego trwa w najlepsze! Ostatnio Lona pokazywała Wam jak nosić sportowe ubrania i urozmaicać je rockowymi dodatkami (tu), a tym czasem ja biegnę do Was z ubraniami, które w teorii nie powinny pasować do mnie, do siebie i na dodatek do okazji.
Jestem strasznym słabeuszem. Po dziś dzień nie przeczytałam „Człowieka z wysokiego zamku”, a felieton z focha.pl tylko przypomniał mi jakim jestem frajerem (jednocześnie wydłużając mi listę książkowych „must have” o kolejną pozycję – „Podwójne życie Pat”).
Halo, jesień! Choć za oknem jest jeszcze zupełnie wrześniowo, to październik na dobre rozgościł się w kalendarzu. Sezon na gorącą herbatę, dyniowe latte i ciepłe koce jest oficjalnie otwarty.
Macie ochotę na małą wycieczkę do czasów dziecięcych? Mam dla Was bardzo dobry powód, by dzisiaj poczuć się jak dzieciak i to w towarzystwie doborowym.
Znalezienie dobrego wizażysty, to sztuka, tak trudna, jak znalezienie czarodzieja. Czym kierować się, by znaleźć perfekcyjnego makijażystę? Zobaczcie. Jeśli mieliście nadzieję, że opowiem o magicznych różdżkach, zaklęciach i pelerynie niewidce, to tym razem muszę Was rozczarować.
Choć temat był podejmowany wielokrotnie, to myślę sobie, że jeśli wpis wpłynie na obiektywne postrzeganie tego jak i czy pracuje bloger, to było warto.
Już za siedem dni lato 2015 naprawdę przejdzie do historii i stanie się miłym wspomnieniem. I astronomicznie również powiemy sobie – jesień.
Pamiętacie mój tekst o włosowych eksperymentach? W tym momencie mój kolor nadal nie jest w pełni dopieszczony, ale za radą fryzjerów – odżywiam i leczę, a dopiero potem zastanowię się co robić dalej.