Odlot, nie filtry! Mój ranking japońskich kremów z SPF 50+

Postawmy sprawę jasno: w tym rankingu nie ma słabych kosmetyków! Tu są tylko filtry dobre, świetne i… genialne. Każdy z nich ma cudownie lekką konsystencję, nic a nic nie bieli, nie klei się, nie siedzi na skórze. I każdy ma ochronę przeciwsłoneczną na poziomie SPF 50+ oraz PA ++++ (bardzo wysoka ochrona przed UVB i UVA). Jeśli jesteś jedną z tych osób, która ciągle czuje filtr na twarzy i nie potrafi znaleźć niczego, co będzie naprawdę BARDZO lekkie, to poszukiwania możesz już uznać za zakończone.


Mogę tylko z radością potwierdzić, że opinie o filtrach japońskich nie są w ogóle przesadzone. Chapeu bas!



Jakie filtry w składzie?


Zanim poukładam filtry w kolejności od najświetniejszego do tylko trochę mniej super, parę informacji praktycznych. Zacznę od składów i filtrów, bo to w sumie najważniejsze. Wszystkie kosmetyki, które widzicie dziś na zdjęciach to kremy (a w zasadzie kremo-żele lub żele) zawierające bardzo wysoką ochronę przed promieniowaniem UVB, ale także (tym bardziej zdradliwym i groźnym) UVA. W tym UVA1 i UVA2. Większość filtrów, które znajdują się w tych kosmetykach, to najnowocześniejsze i uznane za bezpieczne filtry chemiczne i mineralne (Tinosorby, Uvinul, tlenek cynku), dlatego pomyślałam, że zrobię teraz listę tych filtrów wraz z numeracją, abyście czytając opis każdego z nich widzieli, które filtry z listy zawiera. Pomyślałam, że może to w jakiś sposób ułatwi Wam wybór swojego idealnego Japończyka.

Filtry obecne w poniższych kremach to:

  1. Tlenek cynku, zinc oxide (filtr mineralny, ochrona przed UVA  i UVB)
  2. Tinosorb Sbis-ethylhexyloxyphenol methoxyphenyl triazine (filtr chemiczny, ochrona przed UVA i UVB)
  3. Tinosorb M, methylene bis-benzotriazolyl tetramethylbutylphenol (filtr chemiczny, ochrona przed UVA i UVB)
  4. Oktinoksat, ethylhexyl methoxycinnamate (filtr chemiczny, ochrona przed UVB, współdziała z Tinosorb M)
  5. Uvinul A Plus, diethylamino hydroxybenzoyl hexyl benzoate (filtr chemiczny, ochrona przed UVA)
  6. Uvinul T 150, ethylhexyl triazone (filtr chemiczny, ochrona przed UVB)
  7. Dwutlenek tytanu, titanium dioxide (filtr mineralny, ochrona przed UVB i nieznacznie UVA).

Słowo o konsystencji


Nazwy azjatyckich kosmetyków (nie tylko SPFów) są często dla nas, Europejczyków, mylące. Esencja lubi być żelem, lub wręcz emulsją, mleczko okazuje się emulsją, a żel w sumie mógłby u nas śmiało mieć w opisie „serum”. Dlatego nie zwracajcie za bardzo uwagi na nazwę kosmetyku, tylko kierujcie się opisem konsystencji. Tu co prawda wszystko jest leciutkie, ale jedne kremy są typowymi żelami, inne są bardziej wodniste. Ważne, że każdy rozpływa się na skórze i wchłania szybciej, niż zdążycie zwątpić w codzienne nakładanie ochrony przeciwsłonecznej.

Większość tych kremów ma w składzie alkohol (jedne mniej, inne więcej), co samo w sobie nie jest niczym złym (przydaje się w formule i dodaje lekkości produktowi), ale będę Was uprzedzać o tym fakcie w opisach. Bo może ktoś z Was unika alkoholu w składach.


Gdzie kupić i ile to kosztuje?


Jedyna wada japońskich filtrów to ich absolutnie całkowita niedostępność (oficjalnie) na polskim rynku. Oczywiście mamy inne marki (choćby Shiseido), jednak z tej piątki, o której dziś piszę, żadnego nie kupicie w perfumerii, czy aptece. Trzeba zamawiać.

Na szczęście jest kilka sklepów założonych przez Polaków mieszkających w Japonii, które zajmują się handlem kosmetykami i wysyłają je do Polski. Ja swoje filtry kupiłam w sklepie Bihada. Ceny były bardzo rozsądne i niewygórowane, a przesyłka trwała niecały miesiąc (bez dodatkowego cła). Koszt przesyłki jest obliczany ze względu na wagę paczki (tak na oko można powiedzieć, że wyszło około 10 zł/kosmetyk). Ale zaraz zobaczycie, że mimo czasu oczekiwania i kosztów przesyłki i tak się opłaca, biorąc pod uwagę ceny zachodnich, czy koreańskich SPFów w Polsce.


Mój ranking kremów z filtrem z Japonii


1/ Skin Aqua UV Super Moisture Gel GOLD

Rohto, SPF 50+ PA ++++, 56 zł/110 gramów, zawiera filtry (w kolejności zgodnej z INCI): 4, 2, 5, 3, kupiłam tu>

Kocham go! To jest miłość od pierwszego dotknięcia. Jest prawdziwie żelowy (choć to biała emulsja), chłodzący, nawadniający. Ma świetny zestaw filtrów, superłatwo się rozprowadza na skórze, błyskawicznie wchłania i zostawia po sobie tylko niewielki (bardzo ładny) glow. Jest świetny z makijażem i bez, odporny na wodę, pot i sebum. Nigdy nie miałam klasycznej wersji (biała butelka), ale GOLD jest podobno bardziej nawilżający. No i ma (to się akurat da potwierdzić patrząc na skład) lepszy skład, niż klasyczny Skin Aqua. GOLD zawiera nieco alkoholu i zapachu, ale naprawdę niewiele – nie podrażnia skóry, nawet wrażliwej okolicy oczu.

Biorąc pod uwagę, że kosztuje tyle co przeciętny filtr apteczny, a jest go ponad dwukrotnie więcej, to jest też lider w rankingu jakości do ceny. Turbo, turbo, turbo!


2/ Mermaid Skin Gel UV

Canmake, SPF 50+ PA ++++, 58,90 zł/ 40 gramów, zawiera filtry (w kolejności zgodnej z INCI): 4, 5, 8, 2, kupiłam tu>

Bez alkoholu, bez zapachu, bez koloru, bez problemu! To zasadniczo baza pod makijaż, ale ma tak świetną konsystencję i poziom ochrony, że na całym świecie jest traktowana na równi z pełnoprawnymi kremami z filtrem. O tym, że macie do czynienia z bazą przekonacie się dopiero, gdy krem wniknie w skórę (szybciutko) i pozostanie na niej delikatna wygładzająca powłoczka (jak po bazie pod makijaż). Mermaid kompletnie się nie klei, delikatnie nawilża, nadaje się fantastycznie na co dzień (także wtedy, gdy nie nosisz makijażu).

Uwielbiam tą bazę (a w zasadzie emulsję), choć muszę przyznać, że na równi z kosmetykiem poniżej…


3/ Allie Extra UV Gel

Kanebo, SPF 50+ PA ++++, 98 zł/ 90 gramów, zawiera filtry (w kolejności zgodnej z INCI): 1, 4, 6,2, kupiłam tu>

Allie to kremo-żel, z całej piątki najbardziej gęsty i nawilżający. Ale jeśli wyobrażacie sobie, że to wada – absolutnie nie! Jest tak samo lekki, jak Mermaid i tylko odrobinę cięższy od Skin Aqua. Przepięknie zastępuje krem na dzień i uważam, że jest to najbardziej uniwersalny kosmetyk z listy – bo będzie się spisywał także na skórze normalnej i suchej.

Do tego producent deklaruje, że produkt jest nie tylko odporny na wodę, ale też ścieranie. Nie jest może najtańszy, ale duża tuba (prawie dwukrotność pojemności zachodnich filtrów) sprawia, że jego zakup i tak się opłaca.


4/ Anessa  Perfect UV Sunscreen Skincare Milk

Shiseido, SPF 50+ PA ++++, 128 zł/ 60 ml, zawiera filtry (w kolejności zgodnej z INCI): 1, 4, 8,5,2, kupiłam tu>

Ach Anessa! Wodniste mleczko, które świetnie się rozprowadza, nadaje aksamitne wykończenie i doskonale spisuje się pod makijażem (bardzo ładnie i na długo kontroluje nadmierne wyświecanie się makeupu). Nie jest to może ideał dla cery tłustej (bo jednak odrobinę czuć ją na twarzy), ale w porównaniu z europejskimi, czy amerykańskimi filtrami nie ma w ogóle o czym gadać.

Anessa jest świetna nie tylko przez skład filtrów i konsystencję, ale też ze względu na walory pielęgnacyjne. 50% składu to substancje pielęgnacyjne, w tym antyoksydanty, kolagen morski i kwas hialuronowy. Kosmetyk ma też nieco alkoholu i zapachu w składzie, ale nie przesusza i nie podrażnia nawet mojej wrażliwej skóry wokół oczu. I podobnie jak Allie jest odporny nie tylko na wodę, ale też tarcie.


4/ Biore UV Watery Essence Aqua Rich

Kao, SPF 50+ PA ++++, 56 zł/ 50g, zawiera filtry (w kolejności zgodnej z INCI): 4, 6,5,2, kupiłam tu>

Jedyny z całej piątki, którego nie używam na stałe. Wiecie, co mnei pokonało? Jest za lekki! Serio! Nie sądziłam, że dożyję takich czasów, że będzie mi brakowało nawilżenia w kosmetyku z SPF 😉 Biore ma dobry skład filtrów i niską cenę, więc rozumiem, czemu jest takim hitem. Ale niestety ma sporo dodanego alkoholu i zapachu, przez co podrażnia mi oczy i nie mogę go stosować w tej okolicy. Poza tym naprawdę wydaje mi się, że lekko przesusza skorę. Ale dam mu jeszcze szansę w środku lata, gdy moja skóra jeszcze bardziej się przetłuszcza i poci. Być może wtedy Biore awansuje w rankingu.

Oczywiście jak wszystkie filtry tutaj, ma wysoką ochronę, jest wodoodporny, nie bieli i nadaje się pod makijaż.


A jaki jest Wasz ulubiony przeciwsłoneczny krem azjatycki? Sięgacie po japońskie SPFy?


Ten wpis jest częścią serii #TydzienPielegnacji – merytorycznych artykułów napisanych tak, aby razem tworzyły przewodnik po efektywnej i bezpiecznej pielęgnacji twarzy i ciała. Jeśli borykasz się z problemami z cerą, bądź poszukujesz wiarygodnych rekomendacji kosmetycznych, koniecznie sprawdź inne wpisy Tygodnia Pielęgnacji (tu). A jeśli masz dodatkowe pytania lub propozycje tematów, napisz do nas wiadomość na Instagramie.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x