Clarins beauty essentials

Moja pielęgnacyjno-makijażowa rutyna to w większości produkty Clarins. Teraz, do Double Serum (serum dwufazowe przeciw starzeniu się skóry) oraz olejku Lotus (normalizuje mieszaną cerę, stosuję go na noc) dołączyły także kremy pielęgnacyjne tej marki. A na deser puder matujący – idealny do wykończenia makijażu i poprawek w ciągu dnia. A efekty? Wreszcie odżywiona, chroniona przed przesuszeniem skóra.

Clarins Multi-Active Jour

Otulający kremową formułą koncentrat nawilżenia, odżywienia, ochrony dla skóry po 30 roku życia. To mój pierwszy krem od Clarins i chyba od razu trafiłam w dziesiątkę, bo na jesień i zimę właśnie tak powinien wyglądać i działać dobry krem. Według producenta to jest krem redukujący pierwsze zmarszczki i zapobiegający powstawaniu nowych. Co do prostowania aktualnych zmarszczek to zbyt wiele nie mogę powiedzieć, bo takowe posiadam tylko w okolicy oczu, natomiast jeśli działa prewencyjnie – dobra nasza. W końcu 32 latka już skończone, najwyższy czas by na poważnie zabrać się za kwestie przeciwdziałania przedwczesnemu starzeniu.

Ale dość o zmarszczkach! Multi-Active Jour to przede wszystkim bomba nawilżenia i bardzo przyjemny otulacz. Pachnie naprawdę przepięknie (zapach pomiędzy perfumerią a półką z jogurtami) i z przyjemnością używa się go o poranku (bo jest to krem na dzień, o czym chyba jeszcze nie wspomniałam). Konsystencja gęstej śmietany i charakterystyczna śliskość przy nakładaniu sprawiają, że naprawdę daje wrażenie otulenia, odżywienia, ochrony przed warunkami atmosferycznymi. Nawilża i lekko natłuszcza (dlatego gdy nie mam czasu by odczekać te 2-3 minuty do wchłonięcia połysk zbieram jedną warstwą chusteczki higienicznej albo nakładam na niego matowy CC krem z Biotherm, z zielonej serii algowej – niedostępnej niestety w Polsce). Świetnie się nosi! Pracuje z każdym podkładem, nie roluje się, nie przyspiesza spływania fluidu. Odżywia, zapewnia komfort i naprawdę nawilża.

Przyjemny bonus: delikatnie różowo-brzoskwiniowy kolor i formuła dodająca zdrowego blasku

clarins2 clarins1

Clarins Baume Contour des Yeux Anti-rides

Balsam nawilżająco-przeciwzmarszczkowy do każdego rodzaju skóry wokół oczu. Na dzień i na noc. Zgrabna i wygodna w stosowaniu tubka mieści aż 20 ml produktu. Dlaczego tak dużo? Bo balsam pod oczy stosowany zgodnie z zaleceniami producenta powinien być stosowany obfitą warstwą. Konsystencja jest lekka, przyjemna, a nawet spore ilości kosmetyku wchłaniają się szybko i umożliwiają natychmiastowe wykonanie makijażu. Dociekliwe oko dostrzeże także delikatnie połyskujące, różowawe pigmenty, które optycznie zmniejszą widoczność pierwszych zmarszczek i dodadzą spojrzeniu efektu ‚glow’.

A działanie? Przede wszystkim walka z pierwszymi oznakami upływającego czasu – drobnymi liniami, zmarszczkami mimicznymi. Do tego poprawa nawilżenia i elastyczności skóry. To tyle, jeśli chodzi o ogólne deklaracje. Fakty są takie, że na własne skórze rewolucji przeciwzmarszczkowej nie zauważyłam. Nawilżona skóra jest bardziej gładka i promienna, ale te pierwsze zmarszczki, które mam na wolnych powiekach i w kącikach oczu, nie wydają się mniejsze (przynajmniej na razie). Mimo to uważam, że warto dać szansę temu balsamowi z trzech powodów: konsystencji i formuły, która nie koliduje z żadnym z moich korektorów, cieni i pudrów, działaniu redukującym cienie (o ile worki pod oczami trzymają się dzielnie,cienie są mniej widoczne) oraz uniwersalność – krem jest w zasadzie dla każdego, na dzień i na noc, jako podkład pod makijaż i maska odżywcza.

Przyjemny bonus: stabilna, szeroka zakrętka sprawia, że kosmetyk pewnie stoi na półce (przewracanie się tubek jest takie irytujące, gdy się spieszę rano!).

clarins7 clarins6

Clarins Ever Matte Compact Powder

Jego sypkiego brata używam od roku, jak zatem nie wpadłam wcześniej na to, by nie pochylić się nad matującym kompaktem od Clarins? Nie wiem, naprawdę. Może chodziło o to, że w Multi-Eclat są maluteńkie optycznie rozświetlające drobinki i tak się do nich przyzwyczaiłam, że nawet nie poszukiwałam produktu o matowym wykończeniu. Tymczasem to, co przybyło do domu wraz z kurierem jest naprawdę małym złotym cudem. Opakowany klasycznie w materiałowy pokrowiec w kolorze czerwieni, ukazuje złote, błyszczące wnętrze. Wygląda jak retro papierośnica albo szkatułka na biżuterię. A jest to puder. Bardzo aksamitny, drobno mielony, matujący puder w jasnym odcieniu beżu (półtransparentnym) beż żadnych podejrzanych różowych czy rudych tonów. Czysty beż. Taki, który wyrównuje koloryt i nie podbija niedoskonałości.

Konsystencja jest faktycznie aksamitnie pudrowa, a efekt na twarzy to mat, choć nie płaski, tylko taki naturalny, nie przerysowany (i to jest jego największa zaleta). Odzwyczaiłam się od stosowania puszków (w torebce noszę wykręcany mini pędzel – dokładnie ten, który jest dodawany do Clinique (Blendad Face Powder), więc jak dla mojej ręki puszek nie jest idealny, nie dość mięsisty. Ale to chyba zależy od osobistych preferencji. Natomiast sam produkt moim zdaniem nie ma wad. Jest wydajny, ma świetne duże lustreko dobrej jakości i mocne puzderko – to ideał do torebki.

Przyjemny bonus: Pachnie bosko! Dokładnie tak, jak sypki Multi-Eclat.

clarins10 clarins9clarins11

Poza wymienionymi nowościami w mojej kosmetyczce znajdziecie jeszcze sporo kosmetyków Clarins (serum, olejek, tusz, puder sypki, brązujący, kredkę do ust, szminkę, błyszczyki, palety cieni) jeśli więc potrzebujecie porady o kosmetyki tej marki – pytajcie śmiało! Postaram się podpowiedzieć, które kosmetyki tej marki zdecydowanie warto kupić.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x