Wszystko, co chcesz wiedzieć o bazach pod cienie! Ranking najlepszych primerów.

Czy baza pod cienie, to „must have” i musisz mieć ją w swojej kosmetyczce? Czy można zamienić bazę z korektorem? Ile produktu powinniśmy aplikować? I w czym, tak w ogóle, pomaga primer pod cienie?


Dzisiaj odpowiem na te pytania i zrobię Wam mini przewodnik po sprawdzonych przeze mnie bazach pod cienie do powiek. Postaram się również obalić kilka mitów, jakie krążą w sieci na temat primerów.


Baza pod cienie do powiek, to nic innego jak produkt mający ułatwić nam pracę z cieniami, przedłużyć ich trwałość, wydobyć z nich jeszcze więcej koloru. Jednak to nie jest tak, że każdy z nas jej ZAWSZE potrzebuje. A ja, akurat, jestem przypadkiem dobrym do testów, bo… bez bazy na moich powiekach nie trzyma się nawet najlepszy cień. Mam tłuste powieki, co powoduje rolowanie się cieni, zbieranie i migrowanie. Po kilku godzinach baz primera mogę zapomnieć o eleganckim makijażu oka.

  • jeśli tak jak ja, masz problem z rolowaniem się cieni, to na pewno docenisz primery – baza pomoże wszystkim, którzy mają tłuste powieki.
  • przydadzą się także, jeżeli chcesz mieć pewność, że makijaż będzie w nienaruszonym stanie przez wieeele godzin, czyli np. podczas imprez okolicznościowych, sesji zdjęciowych.
  • chcesz użyć bardzo kolorowych cieni i wydobyć ich moc – wybierz białą bazę, by podbić tęczowe cieni lub użyj kolorowej bazy, by stworzyć ramę do pracy z neutralnymi kolorami.
  • primer w tzw. cielistym kolorze, niweluje żyłki, zasinienia, niedoskonałości na powiekach i tworzy jednolite tło dla nakładanych kolorów.
  • baza może pomóc w pracy z rozcieraniem cieni.


Dlaczego korektor, to nie to samo co baza?


Zacznę od tego, że sama nie raz używałam (i pewnie zdarzy mi się używać) korektora wymiennie z bazą. Ale obserwując, jak zachowują się cienie na powiekach z bazą i korektorem, rozmawiając z makijażystami i oglądając kilku z nich na yt, doszłam do wniosku, że trend aplikacji korektora na powieki powinien odejść do lamusa.

Baza ma zupełnie inne właściwości niż korektor. Ma być lekko lepka, przeciwnie do korektora. Nie powinna wymagać aplikowania na nią pudru czy beżowego cienia, a korektor wymusza u nas ten ruch – bo po kilku sekundach korektor zaczyna się zbierać i rolować. Kiedy masz tłuste powieki i naniesiesz na nie korektor, to wzmocnisz jeszcze bardziej niepożądany efekt. Zauważyłam też, że z korektorem trudniej pracować i prościej o plamy, a tańsze cienie wypadają słabiej na korektorze niż na sprzyjającym im produkcie.

No i jeszcze jeden trend z insta/yt, czyli nakładanie ogromnej ilości korektora lub bazy, jakby miało to wzmocnić efekt aplikowanego produktu. A to absolutnie nie jest prawdą. Bazę aplikujemy w minimalnej ilości, na górną i dolną powiekę, i rozprowadzamy puchatym pędzlem lub palcem, i voila.

Korektory w dużej ilości, to wręcz zaproszenie do tego, by cienie się rolowały i migrowały pod wpływem ciepła i sebum, jakie wydziela skóra. Primer tworzy powłoką ochronną, nie pozwala przedostać się na zewnątrz naszym „nieprzyjaciołom”.


Sprawdzone bazy luksusowe


Powiem szczerze, że wśród produktów droższych zauważyłam jedną prawidłowość – wszystkie spisywały się u mnie bardzo dobrze. Bardzo podobne do siebie bazy bezbarwne Smashbox 24Hpir Photo Finish Shadow Primer oraz MAC 24H Extend Eye Base to uniwersalne, niezwykle wydajne primery. Nałożone w minimalnej ilości pozwalają ładnie rozetrzeć się cieniom i przedłużają ich trwałość. Super intuicyjne w pracy, według mnie niezbędnik w kosmetyczce.

Kultowa baza Urban Decay Primer Potion ma fantastyczne aplikator i występuje w kilku odcieniach, co spodoba się osobom, które chcą mocno ujednolicić odcień powiek. W podobny sposób działa MAC Paintpot, który jest tak naprawdę kremowym cieniem do powiek, ale (podglądając makijażystów) spełnia się świetnie w roli bazy. Sama jestem właścicielką odcienia Painterly (rozpoczęłam drugi słoiczek!) i wiem, że to nie tylko piękna kanwa do pracy z cieniami, ale super produkt do cut crease.

I jeszcze na koniec słów kilka o bazie P. Louise, która ma miano kultowej w sieci. Miałam wersję bardzo jasną, przez co faktycznie zauważyłam, że cienie nabierały mocy. Ale będę absolutnie szczera – przy codziennych makijażach w neutralnych kolorach, nie zauważyłam większej różnicy między nią, a innymi bazami, które znam i lubię. Według mnie, to świetny produkt dla profesjoliastów i fanów tęczowych mejkapów.


Bazy z niższej półki cenowej


To była chyba pierwsza baza, jaką miałam w swojej kolekcji i odczułam, jak wielką różnicę robi to mojemu makijażowi oka – baza Artdeco. Transparentna, zamknięta w pojemniczku, jak krem, turbo wydajna. Podobnie dobrze pracuje mi się z bazą Wet’n’Wild Photo Focus Eyeshadow Primer, także przeźroczysta, lepką, dobrze trzymająca cienie. Kosztuje w Rossku niecałe 20zł i jest świetna budżetową opcją.

To produkt, który może być odpowiednikiem macowego Paintpota, czyli Maybelline Color Tattoo. Kremowy cień, nałożony w niewielkiej ilości, to świetny sposób na przedłudzenie trwałości cieniom pudrowym i wzmocnienie koloru (a jego barwę możemy sobie wybrać, bo ilośc kolorów jest spora!). No i jest na rynku od tylu lat. Podobnie jak baza Inglot Eyeshadow Keeper, która ma neutralny, transparentny odcień. Dobrze trzyma cienie, wzmacnia ich kolory. Zdecydowanie warta polecenia.

W bonusie mam dla Gillter Primer od Nyxx, który nie jest zwykła bazą, ale doskonałym klejem do brokatów i cieni metalicznych. Wzmacnia moc każdego błysku, ale również nakładamy go w ilości minimalnej!


Jestem ciekawa, jaka jest Wasza ulubiona baza pod cienie i czy używacie tego produktu! Ja czaję się na bazę ABH, bo słyszałam o niej sporo dobrego.


Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x