Fejs kontra wybory – wyłączcie to!

Myślałam, że na ścianach fejsbunia już mnie nic nie zdenerwuje bardziej. Przyzwyczaiłam się bowiem do wielu typów użytkowników tego zjadacza czasu. I jest kilka typów osobników aktywnych na FB, którzy wyprowadzają mnie z równowagi – admini stron wszelakich zapraszający do polubienia każdego swego przedsięwzięcia, szalone mamy sprawiające, że o ich pociechach wiem więcej niż o kimkolwiek innym, wydarzeniowi zapraszacze i udostępniacze traumatycznych apeli o pomoc lub żenujących demotywatorów lub ci dodający tygodniowo miliony fotek z przeróżnej działalności swej (oczywiście w roli głównej – ona lub on).

Ostatnie dni obfitują w tych agitujących. Kochani, nie obraźcie się, ale… Twoje słowa, Twój głos, Twoje zdanie naprawdę nie sprawi, że ktoś zmieni swój pogląd. Nawet jeśli argumenty, które są sensowne i dobrze wypowiedziane nie trafią pod strzechy zwolenników kontrkandydata. Nie ma takiej szansy.

Smuci mnie język debaty. Zupełnie w nosie mam co i jak mówią sami kandydaci. Przerażam się, że wśród wielu ludzi, których uważałam za kulturalnych, inteligentnych i obytych znajdują się krzykacze, dla których wulgarne słowa, prostactwo i hejterstwo jest sposobem na dyskusję. Ludzie, kochani znajomi, naprawdę to Wy? Czy myślicie, że chamskie zdjęcie i jeszcze bardziej prostacki podpis z kandydatem jest taktowny i niesie siłę zmiany?

Otwieram oczy ze zdumienia, kiedy widzę jak ta czy inna osoba dodaje się do grupy obśmiewającej jednego lub drugiego kandydata. Jeśli jeszcze jestem w stanie zrozumieć fakt, że ktoś manifestuje swoje poglądy i „weźmie udział w wydarzeniu – głosuję na…”, to antygrupy są co najmniej kuriozalne. Bo i po co? Czy naprawdę myślicie, że to jest siła sprawcza? Że to coś zmieni? Są jeszcze fanpejdże, które niebawem staną się niczym innym jak farmą lajków.

Oczywiście popieram dyskusję, wymianę poglądów. Ale akurat media społecznościowe zupełnie się do tego nie nadają. Postawiłabym nawet tezę, że wielu Polaków nie potrafi debatować w ogóle – czy to na żywo, czy przez ściany fejsa. Przyjmowanie argumentów strony przeciwnej, zauważanie ich celności, poddawanie pod wątpliwość swoich rozważań – to naprawdę trudne i wymaga pogłębionej analizy, a fejs to przecież „tu i teraz”.

Za kilka sekund zacznie się debata. Moja ściana znów będzie iskrzyć od krzyków, prawd objawionych i złotych myśli. Wierzcie Drodzy – te gwary i jad nic nie zmienią. Nieprzekonanych mogą przekonać tylko kandydaci. Cała reszta już dobrze wie.

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x