Nie bez powodu nasze oczy są ciągle zwrócone ku azjatyckim nowościom pielęgnacyjnym – to właśnie tam rodzą się trendy, a składniki stosowane w kosmetykach błyskawicznie stają się “must have” również dla zachodu. Ale to nie wszystko! Bo azjatyckie, topowe składniki to nie tylko viralowe hity, to przede wszystkim dobrze przetestowane, skuteczne i innowacyjne formuły.
Jednym z popularniejszych składników jest PDRN, czyli polinukleotydy, które działają dla skóry niczym “reset”. Przynosi ukojenie, wspiera odbudowę i regenerację, stymuluje produkcję kolagenu i przyspiesza odnowę komórkową. A to przecież składowe glass skin – rozświetlonej, sprężystej i zdrowej skóry.

Czerpiemy z trendów, ale robimy to po swojemu, czyli roślinne PDRN w Age Back Code od Eweliny Kosmetycznej.
Zamiast łososia wybieramy korzeń żeń-szenia! Seria Eveline jest inspirowana koreańskim podejściem do pielęgnacji i ideą longevity, ale zamiast pozyskiwać PDRN z łososia, wykorzystuje się Phyto-PDRN z korzenia żeń-szenia. A jest to równie przebadana i skutecznie działająca substancja, która stała się usankcjonowaną metodą regeneracji, poprawy jędrności, wygładzenia skóry.

Co to oznacza w praktyce dla naszej skóry:
● stymuluje procesy naprawcze;
● wspieranie produkcji kolagenu i poprawę elastyczności;
● wzmocnienie bariery hydrolipidowej;
● przyspiesza regenerację i gojenie skóry.
Można nawet śmiało uknuć tezę, że to co jeszcze niedawno było domeną zabiegów gabinetowych, teraz stało się łatwo dostępnym krokiem pielęgnacji domowej.
Każdy z czterech kosmetyków Age Back Code, zawiera w swojej formule roślinne PDRN z kolagenem, a także NAD+ Booster™, czyli składnik wspierający regenerację i procesy naprawcze skóry.

Trzy kroki dziennej pielęgnacji – rozświetlenie, ukojenie i odbudowa
Serum aktywnie odmładzające Age Back Code Eweliny Kosmetycznej, wygląda jak przepiękny, perłowo-świetlisty płyn. I już to sprawia, że chce się go nakładać, i to w dużej ilości. Ale wystarczy tylko kilka kropel, by dać skórze skoncentrowaną dawkę PDRN oraz składników wspierających rozświetlenie i wyrównanie kolorytu, jak np. potrójna forma witaminy C. Rozświetlona, wypoczęta skóra – instant!
I zaznaczam, co dla mnie często bywa problemem – ta witamina C perfekcyjnie zgrywa się z moją kapryśną na ten składnik cerą. Serum ma emulsyjne wykończenie, co według mnie przy cerze mieszanej/tłustej, będzie pozwalało aplikować go na dzień wyłącznie z wsparciem SPF.

Skóry odwodnione i suche mogą zamknąć pielęgnację dzienną kremem aktywnie odmładzającym o naprawdę komfortowej, otulającej formule. Jest ona niczym gęsta śmietanka, ale jednocześnie nie obciąża. Krem zawiera składniki silnie nawilżające, ale również kojące i regenerujące.
W składzie są m.in. synbiotyki, które chronią mikrobiom, wzmacniają barierę hydrolipidową i chronią skórę przed utratą wilgoci. W połączeniu z serum dostajemy jednoczesną antyoksydację i odbudowę.
A wisienką na torcie, niech będzie silnie rozjaśniający okolicę oka krem liftingujący! Z bardzo funkcjonalnym aplikatorem, który utrzymuje chłód i można dwa razy dziennie zafundować sobie mikromasaż podczas aplikacji produktu. A naprawdę – jest co nakładać! Bo poza bazą PDRN-kolagen oraz NAD+ Booster™, formuła zawiera peptydy, składniki silnie nawilżające, rozjaśniające redukujące opuchliznę.
Jeden z lepszych drogeryjnych kremów pod oczy, jakie kiedykolwiek stosowałam! I spokojnie może być stosowany na powiekę górną, również w nocnej rutynie pielęgnacyjnej.

Sleeping Mask, czyli dodatkowa stymulacja nocą
Nie mam wątpliwości, że to jest mój ulubieniec z serii Eveline Cosmetics Age Back Code! Krem-maska nocna, która działa na skórę jak ochronna kołderka, a już po jednej nocnej sesji zauważycie, jak sprężysta i wypoczęta będzie skóra. Natomiast w dłuższej perspektywie możecie oczekiwać jeszcze bardziej nawilżonej, rozjaśnionej i promiennej cery.
Krem nocny zdarzyło mi się również stosować jako rozświetalającą maskę bankietową, by dać skórze dodatkowy glow przed ważnym nagraniem, Efekt jest widoczny już po 20 minutach od aplikacji! A makijaż wygląda na skórze o niebo lepiej!

Działanie łagodzące i przyspieszające gojenie, czyli coś dla skóry wrażliwej, ale i trądzikowej
To chyba efekt, który zaskoczył mnie najbardziej podczas stosowania kuracji – jak szybko zauważyłam zmniejszenie się zaczerwienień i… powracających do mnie zmian trądzikowych. Nawet jeśli takowe się zjawiały (a mają prawo, bo jestem po nieudanym zabiegu, który wzmożył u mnie trądzik), to okres “wykluwania” i regeneracji był szybszy, mniej bolesny. Rewelacja również dla osób zmagających się z trądzikiem po 30 urodzinach.
Koreanki mają rację – glass skin, to efekt, o który warto zabiegać, również przy pomocy PDRN. Byle w swoim tempie i z uważnością na indywidualne potrzeby skóry.
post powstał we współpracy z Eveline Cosmetics


