Niedziela tylko dla dziewczyn

Zrobię sobie i Wam idealną niedzielę. Taką po dziewczyńsku, nieśpieszną i leniwą. Weźcie kubek dobrej kawy albo herbaty z mlekiem (ilu jest fanów bawarki na sali, co?), znajdźcie mięciutki koc, przytulcie swojego psiaka lub kociaka i nastrójcie się ze mną.

Koniec tygodnie to dobry moment, żeby zwolnić, ale i znaleźć czas na rozwój własny. Nie, nie chcę brzmieć jak coach. Absolutnie! Chcę Was przekonać, że niedzielna lektura, kilkadziesiąt minut z dobrym filmem lub serialem, wysłuchanie ambitnej audycji radiowej świetnie robi nam na głowę. Może kolokwialnie, może dla niektórych to prawda oczywista, ale w pędzie tygodnia, miesiąca, kwartału zapominamy o nieco bardziej wymagającej rozrywce.

Idę dzisiaj do Was z dwiema pozycjami książkowymi, które powinny przeczytać wszystkie dziewczyny. Te dojrzałe, i te niedorosłe. Pozycje, które mogę zaboleć i na pewno skłonić do myślenia. Brzmi ciekawie?

aromahome swiecie na boze narodzenie (9)-horz ksiazki feministyczne-ksiazki dla dziewczyn

Dziewczyny, Emma Cline

To pozycja, która zachęca już samą intrygą; przenosimy się do lat 60’ i obserwujemy jak pewien narcystyczny facet uzależnia od siebie grupę młodych dziewczyn. Evie, główna bohaterka, wkracza w świat hipisowskiej komuny, a każdy kolejny dzień przybliża ją do makabrycznej zbrodni. Historia inspirowana jest wydarzeniami z życia grupy Charlesa Mansona. Brzmi dobrze, prawda?

Ale rozczaruje się fan potwornych historii z dreszczykiem. Bo literatura piękna, to najtrafniejsze określenie dla „Dziewczyn”. Słowa użyte przez Cline są precyzyjne, i w punkt oddają oniryczną atmosferę psychodelicznych lat 60’. I w tej ciekawej intrydze, wśród smacznych zdań znajdujemy się w świecie Evie. Nastolatki, która wcale nie różni się od nas, dorosłych kobiet. Które walczą o akceptację grupy, ale i o bycie inną niż inne. Tych, które ciągle chcą być ładniejsze, mądrzejsze, bardziej wyluzowane, ale i elokwentne. Ciągle nie są za chude lub grube, ich włosy nigdy nie układają się jak powinny, ciągle są za stare i za młode, nienawidzą i kochają jak szalone. I zawsze szukają akceptacji w oczach innych. Są sobie największym wrogiem, który wiecznie krytycznie ocenia.

Czytanie sprawiało mi jednocześnie wielką przyjemność i ból bo… „(…) wiedziałam, że samo bycie dziewczyną w świecie, upośledziło zdolność do wiary w siebie.”


Dziewczyna, którą nigdy nie byłam, Caitlin Moran

Tym razem znów przenosimy się w czasie, tym razem do Londynu na przełomie lat 80’ i 90’. Wędrujemy między brudnymi uliczkami londyńskich pubów i sal koncertowych, z których wydobywa się mocna, rockowa muzyka. Leje się dużo alkoholu, narkotyki są na wyciągnięcie dłoni, seks to antidotum na angielski deszcz i gorszy dzień. I kolejny raz pod przygrywką szalonych, mitycznych czasów znajdujemy się w świecie dziewczyny. Pikanterii dodaje fakt, że autorka książki Caitilin Moran, nie ukrywa, że mnóstwo anegdot to elementy jej doświadczeń.

Nasza bohaterka, Johanna, bystra i bardzo utalentowana dziewczynka z robotniczej rodziny wymyśla sobie życie jakie chciałaby prowadzić. Chce być sławna, wielka, chce podbić Londyn. W za grubym, zakompleksionym ciele dziewczyny czai się demon seksu, a jej język jest cięty i cierpki. Wymyśla siebie i brutalnie rozprawia się z męskim światem, tak bardzo chcąc w nim uczestniczyć na tych samych warunkach co faceci. Popełnia błędy, przyznaje się do nich głośno i bardzo mocno tupie nogami. Pokazuje nam, że bycie grzeczną, potulną dziewczynką nie otwiera żadnych drzwi. A przepoczwarzanie się z larwy w motyla to proces bolesny.

Po lekturze jeszcze bardziej miałam ochotę założyć t-shirt ze Spice Girls i ogłosić światu, ze jedyną rozsądną ideą jest GIRL POWER.

aromahome swiecie na boze narodzenie (8) aromahome swiecie na boze narodzenie (10)

Bo jestem taka skomplikowana, a Ty?

No i jeszcze słówko na koniec, bo przecież bycie dziewczyną to sprawa skomplikowana. Bo taka ja, a trudno wierzyć żem jedyna, uwielbia makabryczne historie i seryjnych morderców, tatuuję sobie czaszki, zbieram je na koszulkach, obrazach i w rzeźbach. Relaksuje mnie muzyka Pantery. I jednocześnie mam różowy pokój księżniczki, oddałabym mały palec za rzeźbiony szezlong, rozklejam się na filmach z kociakami. I kocham wnętrza jak od Marii Antoniny.

W tym sezonie buduarowym postawiłam na cudowne świecie WoodWicka Aromahome o ciasteczkowych, słodziutkich zapachach. W składzie Woodwick Jolly Gingerbreadf oraz Woodwick Ribbonwick Christmas Confections, które naprzemiennie towarzyszą mi podczas beletrystycznych wycieczek. Jeśli macie ochotę na zimowe klimaty w przepięknym dziewczyńskim stylu – gorąco polecam słodkie zapachy lukru, imbiru, cynamonu i ciasteczek. A jeszcze więcej zimowych świec znajdziecie tutaj.  I pamiętajcie, że przy zapisaniu się do newslettera Aromahome dostajecie 15% rabatu.

aromahome swiecie na boze narodzenie (2)

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x