Domowe sposoby na piękniejszą skórę i włosy – proste maseczki, płukanki i kuracje DIY, które naprawdę działają!

Znacie hashtag #beautyinsideandout? Wyraża on dbałość o swoje zdrowie, ale też piękniejszą skórę i włosy. Chciałabym podzielić się z Wami sprawdzonymi patentami na to, jak wzmocnić ciało i skórę od wewnątrz i na zewnątrz składnikami, które znajdziecie w kuchni.



Nie tylko kosmetyki


Postawą codziennej pielęgnacji są oczywiście dobrze dobrane kosmetyki i kuchenne DIY ich oczywiście nie zastąpi. Ale może wspomóc. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę zdrowie całego organizmu i to, jak odżywianie ma wpływ na skórę, czy włosy. Dobre nawyki, jak picie wody, spożywanie zdrowych tłuszczów, czy witamin są ważne też dla skóry. Przy okazji te same składniki, które masz już w kuchni (tłoczone na zimno oleje, ryż, miód) można wykorzystać do odżywienia skóry też od zewnątrz.

I nie proponuję Wam tu żadnych dziwnych DIY z TikToka, które nie działają i nie wchodzą, tylko sprawdzone i skuteczne sposoby na podkręcenie codziennej pielęgnacji. Takie, które znam, używam i polecam (najczęściej na stories) od dawna – teraz zebrane w jednym wpisie.


Jeśli ma pomóc, musi być dobre


We wszystkich kuracjach naturalnych bardzo liczy się jakość produktu. Sam składnik to nie wszystko – liczy się też to skąd pochodzi, jak został zebrany, przetworzony, spakowany, wreszcie – jak go przechowujesz. Tu nie ma drogi na skróty.

Weźmy za przykład miód i produkty pszczele – składniki, które absolutnie uwielbiam w kosmetykach, a jeszcze bardziej w kuracjach domowych. Wystarczy zrobić maseczki miodowe (czyli nałożyć miód na twarz) kilkoma rodzajami miodu i naprawdę widać różnicę. Tern polski, lokalnie zbierany, najlepiej z dodatkami propolisu czy pierzgi, naprawdę potrafi więcej (świetny jest też manuka, ale jest bardzo, bardzo drogi i trudno dostępny).

Podobnie oleje – te tłoczone na zimno, w małych partiach, z nasion o wielu właściwościach zdrowotnych (len, czarnuszka, wiesiołek, konopny, z ostropestu itd.), wytwarzane lokalnie są nie tylko najsmaczniejsze, ale też najlepsze. Do jedzenia i nie tylko.

Dlatego partnerem tego wpisu jest Olini – mała, rodzinna olejarnia i tłocznia. Jakość i smak ich produktów jest fantastyczna (nie znam drugiego tak pysznego octu jabłkowego, tak dobrego oleju z wiesiołka, takiej bomby smaku. jak w soku i syropie z jagody kamczackiej).


Najlepszy czas dla siebie


Z ciekawości poszłam sprawdzić w mailach, kiedy marka po raz pierwszy zaproponowała nam testy swoich produktów – był to wrzesień. W grudniu już wiedziałam, że bardzo chcę, by to właśnie z Olini zrobić wpis o #beautyinsideandout, ale wtedy był czas świąteczny, a myśli wszystkich krążyły wokół prezentów, pierogów i prosecco 😉

Dlatego wpis jest teraz – na Nowy Rok, na czas, gdy chcemy zadbać o siebie. O zdrowie, lepszą formę fizyczną i psychiczną. Kiedy wieczorami jest czas na robienie maseczek i płukanek. I uważne przyglądanie się potrzebom swojej skóry.

1/ Cud miód

Miód jest niesamowity! Odżywczy, przeciwzapalny, napakowany witaminami i składnikami prozdrowotnymi. Nie wyobrażam sobie bez miodu zarówno zimowej diety, jak i pielęgnacji. Kiedyś już pisałam o kosmetykach z miodem i propolisem (tu) i w tamtym wpisie dość szczegółowo wyliczam co dobrego jest w miodzie i propolisie. I dlaczego warto ich szukać w składach kosmetyków.

Ale w miodzie piękne jest także to, że można go ot tak, prosto ze słoika, nałożyć na buzię. I też będzie działał (nawilżał, odżywiał, poprawiał koloryt). Tym bardziej, im jest dobrej jakości. W przypadku miodów Olini najbardziej lubię te z dodatkami – miód z pyłkiem i propolisem, miód z pierzgą, miód z płatkami róż. Bo nie trzeba robić oddzielnych nalewek, roztworów – wszystko jest w jednym słoiku gotowe do użycia. I do zjedzenia, bo są pyszne!

Miód możecie na twarz stosować solo (oczywiście, o ile nie jesteście uczuleni na produkty pszczele), albo miksować z innymi produktami lub nawet kosmetykami. To zresztą patent od Was z instagrama: wystarczy do porcji maski do włosów dodać trochę miodu i będzie jeszcze bardziej nawilżająca.

A ja mam dla Was jeszcze inny patent – maseczkę miodowo-drożdżową, ale w płachcie! Nie wiem, czy podobny przepis już gdzieś istnieje, bo wymyśliłam go na swój użytek, metodą prób i błędów. Ale jest super i dzięki płynnej formie nakładanej na buzię w postaci płatu tkaniny taka maska działa jeszcze lepiej, dłużej i łączy kilka świetnych składników, które razem dają tak samo dobry efekt, jak bankietowe maski rozświetlające (takie premium).

Potrzebujesz:

  • Kawałka świeżych drożdży (około łyżeczki). Drożdże są pełne witamin, odżywiają, koją, są polecane też dla cer trądzikowych
  • łyżeczki miodu (ja wybrałam Olini z pierzgą, ale na propolisowym też próbowałam i działa wspaniale)
  • łyżki płynu (testowałam z mlekiem owsianym, pitnym jogurtem, wodą z płukania ryżu, ale w ostateczności może być też letnia woda)
  • pół łyżeczki oleju (bardzo polecam z wiesiołka, bo jest lekki, ma neutralny zapach, odżywia skórę, ale też balansuje produkcję sebum).

Wszystko mieszamy i odstawiamy na kilka minut. Maska powinna mieć konsystencję lejącą, aby móc w niej nasączyć suchy bawełniany płatek (możesz użyć gotowej suchej maski w płacie dostępnej w drogeriach albo cienkich płatków bawełnianych).

Po nasączeniu maska jest gotowa do użycia – dzięki połączeniu cukrów z miodu oraz kwasów tłuszczowych z olejku maseczka bardzo dobrze utrzymuje wilgoć skóry i nie wysycha noszona nawet pół godziny. Nie powinna też spływać z twarzy.

To, co widzę po zdjęciu maski i opłukaniu buzi wodą to natychmiastowy, piękny glow, mocne wygładzenie i redukcja wielkości porów. Skóra jest jędrna i gładka. Serum i kremy świetnie się na niej rozprowadzają, dlatego możesz jej użyć nie tylko wieczorem, ale też bankietowo (przed ważnym wyjściem).

Naprawdę formuła maski w płacie dużo zmienia – kiedy robiłam maskę z podobnych składników, ale w formie gęstej papki, efekt nie był aż tak dobry.


2/ Wiesiołek i spółka

Skoro już zaczęłam się rozpływać nad zaletami oleju z wiesiołka dla skóry, to dodam tylko, że ten z Olini ma pyszny, delikatny smak i warto nim polewać gotowe potrawy (jak wszystkie prozdrowotne oleje – jemy je na zimno, nie smażymy, nie podgrzewamy). Bo to jest bomba antycholesterolowa i „kobiecy” olej o działaniu redukującym PMS, wzmacniającym koncentrację i wykazuje działanie przeciwzapalne.

Mój drugi uniwersalny hit (polecany i dla skóry, i dla zdrowia wewnętrznie) to olej lniany – koniecznie świeży, zimnotłoczony, od dobrego dostawcy (takiego, który dba o jakość lnu użytego do tłoczenia, co przekłada się na ilość kwasów Omega3 w składzie). Olej lniany Olini zawiera prawie 55% kwasu alfa-linolowego (ALA) i ponad 15,5% linolowego (LA) w składzie. To jedna z najwyższych możliwych wartości, szczególnie dla ALA!

Dostarczanie kwasów Omega3, których w większości spożywamy za mało sprawia, że olej lniany jest naprawdę ważnym składnikiem diety (przede wszystkim zmniejsza poziom cholesterolu, wzmacnia odporność, pozytywnie wpływa na wzrok, układ trawienny i płciowy). A do tego regeneruje skórę i łagodzi objawy alergii skórnych.

Ja lubię go używać też w pielęgnacji włosów, dodając niewielką ilość do wody ryżowej (czyli tej powstałej po płukaniu ziaren ryżu np. przy przygotowywaniu sushi).

Jak zrobić taką płukankę?

  • Wystarczy zalać 100-300 g ryżu wodą, wymasować ziarna, a powstałą w ten sposób w garnku białą wodę odlać do miski
  • dolać łyżkę oleju lnianego i trochę ciepłej wody z kranu (by płukanie włosów nie było nieprzyjemne) i wymieszać
  • wody użyć do ostatniego płukania włosów po umyciu. Można też włożyć włosy do miski i namoczyć je w takiej mieszance.

Woda ryżowa zawiera proteiny (uzupełniają ubytki we włosach, dodają objętości) i skrobię (nawilża), z kolei olej dostarcza potrzebnych (szczególnie końcom) tłuszczów.

Jeśli na Twoich włosach ta mikstura nie sprawdza się po myciu, spróbuj użyć jej do olejowania przed myciem (gdzie woda ryżowa stanowi podkład, a olej tworzy warstwę okluzyjną).


3/ Nie taki kwaśny ocet jabłkowy

Moje postanowienie na rok 2022: zacząć wreszcie regularnie pić ocet jabłkowy. Teraz, skoro już odkryłam wreszcie taki, który mi smakuje, wymówki się skończyły. Bo ocet jabłkowy jest świetny na odporność, trawienie, poziom cukru we krwi, a także układ sercowo-naczyniowy.

Ocet pijemy oczywiście rozcieńczony – łyżka na szklankę wody. Najlepiej pić 1-2 szklanki dziennie (niektórzy szczególnie zalecają na czczo).

A jeśli tak jak ja, nie umiecie przejść do porządku dziennego nad piciem wody z octem i od kwaśnego, octowego smaku Was po prostu odrzuca, mam nie jedno, a dwa rozwiązania. Pierwszy to ocet z jabłek rubin o wyjątkowo delikatnym smaku (wyjątkowo mało ”octowym’). A opcją jeszcze bardziej dla początkujących jest ocet malinowo-jabłkowy. W jego przypadku posmak octowy jest niemal niewyczuwalny, a po rozcieńczeniu z wodą delikatnie różowy, pachnący malinami napój wygląda bardziej jak dziewczyński drink, niż prozdrowotna kuracja.

Btw taki ocet najlepiej smakuje w kieliszkach. Nie mam pojęcia dlaczego, ale pity w ten sposób dużo milej się kojarzy, łatwiej i przyjemniej go wypić. I szybciej znika. Także dobre właściwości octu + dodatkowa porcja wody + sto punktów do lajfstajlu.

A skoro już jesteśmy przy occie jabłkowym. Na pewno słyszałyście o płukance jabłkowej do włosów. To jest właśnie to!

Taka płukanka domyka łuski włosa, zwiększa blask, sypkość i puszystość włosów oraz zmniejsza przetłuszczanie skóry głowy. Wystarczy do butelki wody dolać łyżkę octu (proporcja 1 łyżka na litr wody) i użyć jej do ostatniego płukania włosów.


To były moje ulubione domowe kuracje dla zdrowia, skóry i włosów. A jakie są Twoje?


Wpis powstał we współpracy z Olini.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x