KOM za KOM, OBS za OBS, a fanów sie kupi. Sprwdzamy, jak funkcjonuje ‚blogerskie podziemie’.

Kiedyś na blogu pisałyśmy teksty o blogosferze. Krytyczne. Zarówno o tym, jak blogerki modowe widziane są oczami panów pijarowców, kto uważa, że blogowanie to praca, albo jak firmy chcą zrobić je w… konia. Ale jest i druga strona medalu (czwarta? piąta?). Bloger jako cham i świnia. Szuja. Naciągacz. Krętacz. Taki, co bez ogródek i bez skrępowania naciąga na lajki, obserwacje, komentrze. Generuje sobie rucha na blogu, a potem naciąga reklamodawców na sztucznie pompowaną popularność. A jak i to nie przejdzie, wchodzi na Allegro i kupuje sobie lajki.

Daj mi OBSa, będą gifty.

Nie jesteśmy z gatunku ludzi aferolubnych, zatem jeśli spodziewacie się pod płaszczykiem tego tekstu prywatnych podjazdów i wojenek – mylicie się. Nie musimy podawać nazwisk – każdy kto chce sprawdzić, jak działa zasada KOM=KOM, OBS=OBS proszony jest udać się na specjalnie założoną w tym celu grupę na Facebooku (ciekawi? Oto ona – KLIK). Tak to działa – wklejacie link do swojego tekstu/bloga i piszecie wprost – skomentuj i zostaw link do siebie, a ja się zrewanżuję. Mogę Ci też polubić, zaobserwować – co chcesz. Byle staty się zgadzały. A to, że tak naprawdę w dupie mam Twojego bloga i chodzi mi tylko o naciąganie statystyk? Who cares!
Proceder jest tak obrzydliwy, że naprawdę w głowie się nie mieści. Ja wiem, że to metoda stara jak blogosfera, ale mam wrażenie, że kiedyś robiło się to subtelniej. Łowcy polubień chodzili po blogach i zostawiali propozycje obserwacji albo po prostu komentowali licząc  na rewanż. Bywało to denerwujące, ale miał człowiek jakieś poczucie, że istnieją niepisane zasady, reguły. Taka blogowo-komciowa netykieta. Jak chcesz to polub, nie bawisz się tak, usuń komentarz albo pozostaw bez echa. Poza tym człek, który zostawiał na cudzym blogu propozycję wzajemnej obserwacji narażał się, że ktoś niepowołany może takową ofertę zabaczyć. A nie daj Boże reklamodawca i będzie klops… Kolejne zagrożenie – wewnętrzny ostracyzm społeczny (blogerski). Mam wrażenie, że teraz nikt się takimi pierdołami nie przejmuje.

Jak nabijać statystyki?

Coraz mniej zdarza nam się na Bless natykać na komentarze w stylu ‚polub’, ‚wejdź’, ‚zaobserwuj’. Gdzie są blogerki, które tak działały? Na Facebooku, na forach (Wizaż, Modna Polka i inne). Bez mrugnięcia okiem proponują innym użytkownikom udział w nieczystej grze. A im w to graj, bo na forum przybyli dokładnie z tych samych pobudek. O ile jednak takie gry pomagają oszukać nieco statystyki bloga, trudniej już poukładać sprawę z Facebookiem, zwłaszcza teraz, gdy zasięg postów jest mocno ograniczony, a fejsowe reklamy…. kosztują 😉
Myślicie, że kupowanie fanów to zabawy sprzed kilku lat? Że teraz nikt się już w to nie bawi? Ha! Być może co rozumniejsze osobniki pojęły, że taki sztuczny fan nie lajkuje postów i nie buduje aktywnej społeczności (czyli de facto jest bezużyteczny), jednak nadal da się wyszukać w sieci fanpage, które działają w oparciu o sztucznie generowaną liczebność lubiących (jeśli widzicie, że stronę lubi 10, 20 tysięcy ludzi, a mówi o niej 100 osób to albo jest tak masaktycznie źle prowadzona, że nikogo nie isteresują tworzone posty, albo ktoś jej podbił statystyki – w obu przypadkach jest to strona kompletnie do niczego).

A skąd wiemy, że to działa? Same wypróbwałyśmy! 

Mniej więcej miesiąc temu, obserwując wzrosty na stronie, którą lubiłyśmy (w 3 dni tysiąc nowych fanów, potem miesiąc spokoju i znowu to samo), postanowiłyśmy sprawdzić, jak to się w zasadzie robi. Te zakupy fanów. A że skąpimy na oszustów, to zamiast tysiąca, wybrałyśmy opcję stu fanów (międzynarodowych, ci krajowi są drożsi, bo bardziej wiarygodnie wyglądają z nimi statystyki) za jedyne 2,29 PLN. Dla tego celu założyłyśmy specjalne nowe konto (strona nazywa się NIE dla Dody w mediach i życiu publicznym, została załozona po aferze z pobiciem Agnieszki Szulim TYLKO I WYŁĄCZNIE po to, by sprawdzić czy kupowanie fanów jest faktycznie tak proste, że ogarnie to nawet średnio inteligentny szympans) i zakupiłyśmy na Allegro pakiet lajków. Po zakupie wystarczyło podać mailowo adres strony i czekać. Oj, długo przyszło oczekiwać, ale udało się. Po ok. 2 tygodniach nasza strona zdobyła 75 nowych polubień (obecnie jest 70, więc chyba część osób odpadła). Co prawda nie udało się dobić do magicznej setki, ale jak za 2 złote to jest i tak cudowny wynik. Biorąc pod uwagę, że przekonanie do siebie ok. 100 nowyh osób za pośrednictwem oficjalnej promocji strony przez Facebooka kosztuje ok. 50 złotych, jest to naprawdę złoty interes. Jedyna różnica – prawdziwi fani to ci, których interesuje to co robisz, ci kupieni przez Allegro nawet nie wiedzą, że lubią Twoją stronę.

Ale kto przejmowałby się takimi pierdołami, kiedy trzeba podawać staty firmom chętnym do przesłania nowej pary butów…

PS. Może po tym wpisie kilka osób nas ‚znielubi’, ale jeśli choć jedna się opamięta i tak będzie warto! Kciuki w górę dla wszystkich grających fair!

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x