Lena testuje: Co rusz to tusz!

 

Jaki jest Wasz najważniejszy kosmetyk kolorowy? Taki, bez którego nie wyobrażacie sobie żadnego wyjścia, który daje Wam odrobinę luksusu i jeszcze więcej pewności siebie? W moim przypadku są to dwa, równorzędnie istotne kosmetyki. Doskonale kryjący podkład (wciąż poszukuję!) i tusz, który nie zawiedzie. Tym razem testowałam trzy tusze – Dioshow Extase (plus baza Maximazire Dior), BeneFit Bad Gal Plum oraz Volume Glamour Max Definition Bourjois.Moje rzęsy nie wymagają dużo bo w tej kwestii natura była dla mnie naprawdę łaskawa. Natomiast ja mam wymagania dość spore.
 


Na pierwszy ogień idzie najdroższy z produktów, a za razem mój przedwczesny urodzinowy prezent od Lony, czyli Diorshow Extase. (Przy okazji zapraszamy na merlin.pl, bo tam w bardzo atrakcyjnej cenie!). Jestem od paru lat fanką tuszów Diora, więc testowanie było samą przyjemnością. Baza, która była dołączona wraz z tuszem doskonale rozczesuje i przedłuża rzęsy. Natomiast sam tusz, na szczoteczce w kształcie spirali DNA świetnie pogrubia i tworzy efekt sztucznych rzęs. Po dwóch warstwach wyglądają one jak u lalki. Ja akurat jestem fanką tego tupu makijażu, gdyż nie używam cieni ani kredek i jedynym mocnym akcentem są rzęsy. Trzeba jednak nabrać wprawy w nakładaniu bo tusz ma tendencję do sklejania. Genialnie sprawdzi się przy makijażach na wielkie wyjścia. Całkiem nieźle się zmywa. Polecam, podobnie jak starszego brata Iconic. Cena regularna to ok. 140 zł (bez bazy), w merlin.pl możecie mieć zestaw za 109 zł!



Bad Gal Plum firmy Benefit był prezentem dla Lony od extraproduktu.pl. Trafił do mnie z jednego, ale istotnego powodu, polecany jest raczej osobom, które maja długie i gęste rzęsy. Kolor śliwki, który nadaje jest bardzo delikatny, zauważalny przy odpowiednim świetle, zatem spokojnie można go używać w ciągu dnia. Niestety nie wytrzymuje popołudniowej drzemki i dość mocno się kruszy. Za to dobrze pogrubia, a to było jego zadaniem. W sam raz na ostatni weekend karnawału! Uważam jednak, ze ok. 85 zł to troszkę za dużo.  


Volume Glamour Max Definition Bourjois przybył do mnie na początku tego tygodnia od ibeauty.pl. Byłam zachwycona jego zwariowanym opakowaniem, które naprawdę przyciąga uwagę. Glamour to faktycznie odpowiednia nazwa. Z całej tójki ma najgenialniejszą, silikonową szczoteczkę, która równomiernie rozprowadza tusz. Rzęsy są maksymalnie pogrubione, rozdzielone i efektownie czarne. Tusz jest niezwykle trwały (spokojnie spędzisz z nim chwile na siłowni, fitnessie czy wf). I to co było jego największa zaletą – trwałość – zmieniło się też w wadę. Naprawdę trudno go zmyć. Płyn do demakijażu, kremowy żel do twarzy, tłusty krem…A rankiem nadal było widać ślady mascary. Może to znak, ze trzeba poszukać lepszych płynów do demakijażu? Tusz kosztuje ok. 45 zł i myślę, ze to dobra cena. Mimo trudu zmywania – polecam.

Tekst: Lena
Foto: Lena

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x