Metalfest 2013 – fashion&family&music

Numer jeden – chłopak z żółtą czapeczką. Kto wdziałby strój sportowy na koncert metalowym?

To chyba najpiękniejsze rozpoczęcie lata jakie udało mi się zaliczyć. Było głośno, była muzyka, byli pełni energii ludzie i niezapomniane show.  Słów kilka o koncertach powiem, choć spodziewajcie się jeszcze jednego posta i tym samym podzielenia wrażeń na dwoje.

Moim absolutnym faworytem z dnia pierwszego jest kapela Down, z niejakim Philem Anselmo na wokalu, którego gawiedź może szerzej kojarzyć z kapeli Pantera. Tłum czekał na niego, piszczał w kolejce po autograf, a potem wył z wrażenia w czasie występu. Bo Anselmo, jako niegrzeczny chłopczyk potrafi wywołać skrajne uczucia. Występ ciężki. Nie wiem, czy wytłumaczę, bo dla przeciętnego człowieka cały festiwal był ciężki. Diabolicznie. Powiem tak – każdy utwór był spotęgowany łomotem i bardzo mocnymi brzmieniami. A świetny kontakt Anselmo z publiką potęgował frajdę. I dlatego też ja od czwartku słyszę tylko „New Orleans is a dying wh***e” w głowie. I nie narzekam. Dorzucam jeszcze Accept do ulubionych gigów, bo chłopcy pokazali kawał dobrego, klasycznego heavy metalu. I to już był koncert do zabawy, pląsów i pozostawienia słynny mosh na inne kawałki (i odhaczam ze swojej życiowej listy usłyszeć „Metal heart” na żywo”;).

A teraz, proszę Państwa do rzeczy niemuzycznych, acz równie ekscytujących. O modzie będzie, stylizacji, wyglądach i ludziach, którzy przyszli oglądać kapele. Bo to oni tworzyli najbardziej soczysty tłum.

I. TATUAŻE: przyznacie mi rację w ciemno – prócz konwentów tattoo, tylko na koncertach rockowych i metalowych znajdziecie taką ilość wydzieranych osób. Szaleństwo wzorów i kolorów, miłość wyznawana na ciele kapelom i prawdziwa sztuka.

II. DZIEWCZYNY: Dbają o szczegóły, by wyróżniać się z tłumu. Dodatki we włosach, na spódniczkach, na twarzach, a nawet brak odzienia. W tym wypadku serwowane poprzez dwie urocze hostessy, które przez trzy dni mieszały w głowach panom.

III. RODZINA: Zapewniam Was, że na taki festiwal można wpaść z mężem, mamą i dzieciakiem. Rodziny piknikowały, maluchy siedziały „na barana” podczas koncertu Satyricona i cokolwiek, by nie mówić – słodki był to widok.

IV. STYLÓWY: Na to nie można było narzekać. Choć mawia się, że każdy festiwal to teraz rewia mody i trend „moda festiwalowa” od kilku lat serwowanych jest nam w kolorowych pismach, to powiem Wam, że na Metalfeście nie ma ściemy. I tłum dzieli się na dwie grupy – tych odzianych w ciemne spodnie i koszulkę z kapelą, a także kombinatorów, którzy pragną się z tłumu wyróżniać. Mianownik wspólny – każdy, z obu grup, na bank zastanawia się co ma na sobie. I nie dajcie się zwieść! Bo byle jaka koszulka z kapelą, to naprawdę przemyślana decyzja….

Beavis and Butthead < 3

 

To urocze łydki pana fotografa. Miecz, serce i kwiaty. Rock’n’roll!

 

Dziewczęca wiśnia na ręce. Kwitnąca i uroczo komponująca się z lakierem.

 

Mój bohater! Tak można kochać Iron Maiden! Lubię to!

 

Rude i zielone pasuje do siebie pięknie.
Przyznaję – zazdrość! Doskonały pas z kryjówkami.

 

Czekam na tego, kto wie, na czyją część pomalowana jest twarz:)

 

Hostessy. Żeby było jeszcze bardziej gorąco.

 

Wędkarskie stołeczki i można z mężem spędzać weekend.

 

Kto ma mamę, która słucha Satyricona? CZAD!

 

Motocyklowa chusta jest, jest zabawa. No i własna opaska Metalfestowa na łapce.
Wiadomo, że wybuchowe. Jak inaczej może tam być?

 

Papież na koszulce? Why not!

 

Absolutnie cudowna dziewczyna. I ten tatuaż na piersi. Do zakochania!

 

Oto metalowcowy uniform – jeansowa kamizelka.

 

Tak wygląda człowiek w ekstazie metalowej;)

 

Samo Zło!

 

Samo Zło pracuje:D

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x