Modowy sąd Joanny Horodyńskiej. Czyli co na celowniku mamy my?

„Modowy sąd. Gwiazdy na celowniku” to publikacja, którą uraczyła nas Joanna Horodyńska dzięki Wydawnictwu Edipresse. Publikacja, bo jednak trudno mówić o książce (dlaczego, to zaraz) wyszła w całości spod pióra autorki i przykuwa uwagę naprawdę dobrym składem i projektem graficznym. Z przyjemnością do ręki bierzemy książeczkę tak przyjemną dla oka.

Czym jest?

Zbiorem myśli i uwag autorki o stylizacjach i stylu gwiazd, tych polskich również. Tekstu nie ma za wiele; przypomina on autorską kolumny Horodyńskiej w „Party” bądź programie prowadzonym na Polsat Cafe. Podzielona na podrozdziały, zwieńczona wieloma fotkami i mikroradami, które udziela autorka odwołując się do stylu komentowanej właśnie gwiazdy. Uczy nas jak się nosić, niestety głównie podczas imprez, balów, premier. Ewentualnie garden party (był ktoś z Was kiedyś na garden party?). To największy mankament wydawnictwa. Niestety o tzw. stylizacjach – zwyklakach jest bardzo niewiele. A szkoda, bo prawdziwe gwiazdy błyszczą nie tylko na czerwonym dywanie. Mam wrażenie, że rad jakich udziela Joanna mogłoby nie być bo za wiele nie wnoszą do lektury.

Nie spodziewamy się przecież kolejnego poradnika „jak się nosić” i robić to dobrze. Biorąc do poduszki publikację Joanny chcemy cennych i kąśliwych uwag dotyczących stylu gwiazd. Ni mniej, ni więcej. Choć powiem Wam w skrytości, że z wielką przyjemnością kupiłabym poradnik przygotowany przez autorkę. Wraz z Loną jesteśmy zgodne, że Horodyńska to modowa poetka. Ubiera się charakternie, sprawiając, że wielkie nazwiska i kreacje istnieją na polskich salonach. Z klasą, rozmachem, gustem. Także Pani Joanno – my czekamy i z chęcią nauczymy się wyglądać tak stylowo (nie posiadając jednak takiej sylwetki jak Pani:P).

IMG_2625

Co jeszcze wewnątrz?

Bardzo podoba mi się pomysł na podrozdziały, które całkiem sprawnie ogarniają sporo stylowych nazwisk z całego świata. Pewnych może brakuje, ale są to subiektywne decyzje, z którymi do końca się nie zgadzam, jak choćby Macademian Girl, która znalazła się w rozdziale „it girls” obok Rihanny, Olivii Palermo, bliźniaczek Olsen, Miry Dumy czy Alexy Chung. I nie dlatego, ze mam coś do Tamary – zachwyca mnie swoim wyrazistym i unikatowym stylem. Tylko mam wrażenie, że każda „it girl” ma wielki wpływ na otoczenie i jej styl ma ogromny oddźwięk jeśli chodzi o ulicę. Na polskim podwórku, mimo wszystko, widoczny wpływ na swoich odbiorców ma choćby Maffashion czy Jestem Kasia. Nasz kolorowy, blogowy ptak znacznie lepiej sprawdziłby się w kolejnym rozdziale – nowe bohaterki – takie, które przekraczają granice, ale nadal tworzą niszę. Wśród nich Joanna wytypowała Margaret, Zuzę Bijoch czy Solange Knowles. Ta ostatnia mnie również nie przekonuje i wdziałabym w tym miejscu boską Iggy Azalea.

Pierwszy rozdział w książce to pochwała wielkiego stylu i ikon – niedoścignione, to np. Kate Moss (to ona rozpoczyna publikację. Trudno się nie zgodzić z tym typem!), Tilda Swinton, Gosia Kożuchowska czy Brodka. Ja do zestawu dorzuciłabym Charlotte Gainsbourg, której brak odczuwam. W ogóle jeśli chodzi o francuskie dziewczyny i paryski szyk, to został pominięty całkowicie. Bardzo doceniam dwa rozdziały – odzyskane nadzieje i zmiana nie do poznania. W pierwszym styliska wskazuje gwiazdy, których styl zmienił się na przestrzeni lat, oczywiście na lepsze. W wydawnictwie mało jest złośliwości i w zasadzie to jedyny rozdział, w którym Hordyńska pozwala sobie na szerzej niewielkie uszczypliwości. Swój styl odzyskała Kinga Rusin czy Tamara Arciuch. Drugi ciekawy rozdział, czyli zmiana nie do poznania, pokazuje gwiazdy po wielkiej metamorfozie; jest o dietach, ćwiczeniach, operacjach plastycznych. Fajnie – przecież gwiazdy to tez ludzie, nie zawsze idealni.

Pozostałe rozdziały to: wiek nie ma znaczenia (dorzuciłabym do rozdania Monice Bellucci, także ze względu na kobiece kształty i Merly Streep), mad man (brakuje mi Kayne Westa i Justina Timberlake’a); za to doceniam ilość polskich stylowych facetów, buntowniczki (poprosimy o Beth Dito lub Courtney Love bo troszkę mało rock’n’rolla), znak rozpoznawczy – Hrodyńska pokazuje, które gwiazdy posiadają coś tak charakterystycznego, że na pierwszy rzut oka wiemy o kim mowa, wojna i pokój – stylowe pary.

Brakuje mi jednego rozdziału, który pewnie przyszedł autorce do głowy – nie do uratowania. O gwiazdach, które szkodzą sobie, nie słuchają porad stylistów i w żadnym razie nie są tak charyzmatyczne, by być ponad to jak wyglądają. Joanno – chcemy dokładkę!

Całość oceniam pozytywnie, doszukałam się jednej literówki (i to nie we wstępie;). Przyjemna lektura za 24.9. W sam raz do pociągu lub autobusu, w przerwie między wykładami. Dzięki bardzo ładnemu wydawnictwu – na pewno jeszcze nie raz ją przekartkuję.

IMG_2619
IMG_2622
IMG_2628
IMG_2643
IMG_2646
IMG_2654
IMG_2660

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x