Najlepsze z najlepszych – bronzery na lato i na lata!

Jest lato, więc skórę brązowimy więcej niż zwykle. Zwłaszcza, że najlepszy przepis na opaleniznę piękną i zdrową jest prosty – namaluj ją sama, unikaj nadmiernego przesiadywania w słońcu.

Dlatego dziś najlepsi z najlepszych – bronzery, które kochamy i używamy od lat. Za każdy ręczymy rękami i nogami, o każdym opowiemy więcej.


To co, dziewczyny lubią brąz?



Dwie paletki godne wszystkich dobrych słów


Paletkę Kat Von D – Shade and Light przywiozłam sobie ze Stanów, na rok przed premierą marki w Polsce. Widzicie, że jest w stanie naprawdę mocnego zużycia, a zaświadczam – kupię kolejne wkłady, albo i całą paletę.

Dlaczego? Bo pudry rozcierają się niebiańsko, kolory są bardzo uniwersalne, przez co pasują do każdej karnacji i jednocześnie świetnie sprawdzają się jako cienie do powiek. Warto przyjrzeć się bliżej barwom – brązy są neutralne, nie za ciepłe, nie za chłodne. Imitują jednocześnie cień (czyli nadają się do konturowania), ale i do ocieplania skóry.

Paletka kosztuje 205 zł i nie zawaham się powiedzieć, że to świetnie wydaje pieniądze, a produkt będzie Wam służył przez lata.

kat von d shade and light

Paletka Smashbox Cali Contour to również mistrzostwo! I zaraz opowiem dlaczego, ale już daję znać, że możecie ją kupić w tym momencie w cenie 137,9 zł. I to jest boska oferta, klikajcie!

Jak sami widzicie – to paleta, która ma również róże, puder i rozświetlacze. Pełen pakiet. Ale to chłodny odcień bronzera ze Smasha jest prawdziwą perełką. Miałam go już w kilku innych paletach (trio do konturowania/paletka Shapematters) i zawsze do niego wracam, kiedy mam ochotę „wyrzeźbić” sobie mejkap twarzy. Odcień rewelacyjnie imituje cień, przy czym nie jest za szary, ani zbyt brudny.

W tej paletce też jest śliczny odcień naturalnego brązu, więc jak wspominałam – jeden produkt, wiele opcji!


Jeden też jest w sam raz


Zwłaszcza, jeśli nie macie potrzeby kupowania całej palety, a szukacie tylko produktu, który dopełni kolekcję bronzerów. Poniższa szóstka, to moi pewniacy, ale nie każdy jest uniwersalny i przyda się każdej z Was. Zobaczcie dlaczego!

Benefitowa Hoola w wersji podstawowej ma odcień dość uniwersalny, ale nie zaspokoi bardzo jasnych cer, ani tych śniadych. Stąd wariacje na jej temat, i o wersji Lite za momencik. Klasyczne Hoola bardzo ładnie ociepla karnację, dobrze się rozciera, ale nie jest typowy kolor do konturowania. Chyba, że wrócimy z wakacji i nasza skóra nabierze opalenizny. Lubię w niej bardzo matową formułę, którą jednocześnie dobrze się rozciera. Miniaturkę Hooli kupicie już za 87zł (z poręcznym pędzlem w zestawie).


Hoola Lite to bardzo interesujący odcień – jaśniutki, ale też żółtawy. Nie używam jej samodzielnie, ale często w połączeniu z klasyczną Hoolą, by odjęć odrobinę ocieplenia, a bardziej wyrzeźbić sobie rysy. To produkt dla bladziochów i jeśli macie na niego chrapkę – polecam konsultację w perfumerii, bo może się okazać jednak zbyt jasna, albo i za żółta.

Sama jej formuła jest prosta w użyciu, choć muszę przyznać, że jest najmocniej pylącą się z calej rodziny, przez to mam wrażenie, że produkt zużywa się dość szybko.

Chocolat Soleil od Too Faced zmienił swoje opakowanie, ale za to wnętrze pozostaje bez zmian – jest to piękny, mleczny odcień pudru. To faktycznie kolor kakao, który bardzo ładnie i zdrowo wygląda na skórze. Zdecydowanie więcej w nim tonów cieplejszych, ale przy umiejętnym roztarciu, możecie śmiało użyć go do konturowania. Dla mojej karnacji, odcień Soleil (jest jeszcze Milk i Dark) jest uniwersalny przez cały rok. No i oczywiście – puder pachnie jak czekolada, na co wskazuje sama nazwa i kakao zawarte w formule kosmetyku.


Oto bardzo klasyczny i niedoceniony produkt, którym artyści tworzyli efekt konturowania wiele lat temu. Róż MAC w odcieniu Harmony. Super matowy, prosty w rozcieraniu, łączący w sobie odcienie dobre do brązowienia (ale lekką ręką!) oraz nadawania konturu. Jest ze mną już spory kawałek czasu, lubię do niego wracać podczas podróży (mały, lekki, poręczny) i kosztuje 105zł. Ma kolor gorzkiej czekolady – przepiękny!

Chodźcie na moment do drogerii, i tutaj znajdziecie bardzo ładny odcień brązu! Physicians Formula to amerykańska marka, którą znajdziecie w Hebe, a jej kultowym produktem jest pachnący kokosem Butter Bronzer w odcieniu Sunkissed. Ale ostrzegam – to jest odcień zdecydowanie cieplejszy, taki w sam raz na lato. W formule kosmetyku znajdziecie również mikrodrobinki – nie jest to defekt, bo dają aksamitne, zdrowe wykończenie. Nie polecam konturowania tym bronzerem.


A na koniec jeszcze puder, na który musicie zapolować na lotniskach lub w innych krajach, bo marka BareMinerals nie jest już dostępna w Polsce. A szkoda! Bo bronzer Invisible Bronze bardzo wyróżnia się swoją lekką, prostą w aplikacji i budowaniu koloru formułą. To rewelacyjny kosmetyk dla początkujących – nie pozostawia smug, pracuje się z nim tak prosto, że rozetrzecie go nawet palcem! Mój odcień to Medium i jednocześnie ocieplę, jak i wykonturuje w nim buzię. A na skórze wygląda bardzo naturalnie. To zasługa ultra leciutkiej formuły.


Przesyłki PR: Smashbox, Benefit, Too Faced, Bare Minerals, Physicians Formula

Podobne wpisy