8 dobrych filmów dla prawdziwych mężczyzn (i Leny)

Zacznę od wytłumaczenia się. To ranking subiektywny i bardzo prywatny, w którym z pełną świadomością pomijam gatunek since fiction i superbohaterów – tak, to męskie filmy. Jednak nie jest to gatunek bliski memu serca, więc pozwolę sobie nie polecać wcale. Poza tym, zabijcie mnie fani s-f, nie aż tak wiele obrazów z owego gatunku jest dobrych, i basta. Dodaj również, że nie bez powodu w tytule pojawia się epitet „dobrych”. Bo jest wiele słabych męskich filmów, które mają dać widzom kilkadziesiąt minut czystej rozrywki, a następnie przejść w cudowne zapomnienie.

Nie lubię tzw. kina babskiego. Drażnią mnie romanse, łzy i dziwne historie. Jedyne, które wprawiają w zachwyt to te, które pierwotnie wyszły spod pióra sióstr Bronte i Jane Austen (lub innego brytyjskiej romantyka). I to tzw. wyjątki potwierdzające regułę, że w moim sercu gra wyłącznie męska melodia.

Zapraszam Was na przejażdżkę po prawdziwie męskim kinie, które powinno spodobać się także twardym laskom. Wybrałam filmy, które kocham miłości bezwzględną, polecam z czystym sumieniem i jednocześnie są dość zróżnicowane gatunkowo. No i oczywiście czekam a Wasze propozycje! Bo to jasne, że osiem obrazów to stanowczo za mało.

Ojciec Chrzestny (I-II-III), Francis Ford Coppola

Osobiście po obejrzeniu filmu (tak jak i po przeczytaniu książki) chciałam zmienić płeć*, przenieść się w czasie i miejscu. Cudowna epopeja mafijna, która hipnotyzuje i generalnie realizuje każdy mafijny temat. Pięknie odwołuje się do klasycznego kina gangsterskiego z lat 20’ i 30’. Jest przy tym jednocześnie bardzo współczesny dzięki krwistym, wyrazistym bohaterom z każdego planu. To zasługa scenariusza, który stworzył Coppola wraz z Puzo (autorem książki). Postaci o twarzach Brano, Pacino, Duvalla, De Niro czy Keaton wrosły w nasza kulturę. Na tym filmie pozwalam płakać prawdziwym mężczyznom.

*to oczywiste, że chciałam być facetem bo ich rola, co oczywiste, była znacznie silniejsza niż płci pięknej. Mimo, iż włoska mamma z miską makaronu jest rdzeniem rodziny, to ja wolałam spodnie i krótkiego, acz celnego Magnuma.

Kino Tarantino

Nie mogło być inaczej i ja nie mogłam wybrać tylko jednego filmu mojego ulubionego reżysera*. Gdybym mogła opisać świat stworzony przez Quentina jednym epitetem, to zdecydowanie byłyby to „masculine”. A po męskim pewnie niepoprawny, postmodernistyczny i genialny. Znam wiele osób, które kochają filmy QT. Znam jeszcze więcej lasek, które nie podzielają mojej miłości absolutnej do twórczości Amerykanina. „Wściekłe psy” to niezwykła opowieść o gangsterach. Ci gadają, strzelają, łamią męski kodeks. Dodatkowo to perfekcyjne nawiązanie do teatru (scena z odcinaniem ucha) i ukazanie, że brutalna przemoc w filmie może być zawoalowanym przyczynkiem do diagnozy (pop)kultury. Temat ten pojawia się niemal w każdym filmie QT – „Kill Billu”, „Bękartach Wojny” czy kultowym „Pulp Fiction”. To z resztą obraz łączący fanów kina ambitnego i zwolenników tezy, że kino to wyłącznie rozrywka. Bo Quentin nie dzieli, a łączy – jest zabawa, wartka akcja, dużo słowa fuck. Ludu, masz i baw się. A wy, filmo i inni znawcy, rozbierajcie obraz na części i poszukujcie Świętego Graala postmoderny. Ewentualnie domyślajcie się co znajduje się w walizce.

*donoszę, że o QT mogę pisać i pisać, więc jeśli będziecie mieć ochotę, to dajcie znać! Napiszę więcej!

Reservoir-Dogs

 Trainspotting, Danny Boyle

To chyba jedyna pozycja z całej listy, który nie jest męski do szpiku kości. Wrzucam go jednak tutaj, bo zwyczajnie dla wielu pań bywa drastyczny. To moja ulubiona historia narkotykowa. I nie tylko dlatego, że Ewan McGregor i smutne szaro-bure mury Szkocji. Bo to obraz pełen, na każdym poziomie. Ja zachwycam się przede wszystkim realizacyjnym, ot choćby sceną zapadania się miękko w dywan po kolejnym strzale. Nie sądzę, by ktoś kiedykolwiek lepiej zobrazował heroinowy trip. I dodał do niego taką muzykę („Perfect Day”, Lou Reed). To również stworzone w punkt podsumowanie konsumpcyjnego życia każdego z nas. Oczywiście, że pokrętne, oczywiście…

Choose life. Choose a job. Choose a career. Choose a family. Choose a fucking big television, Choose washing machines, cars, compact disc players, and electrical tin can openers… (…)

But why would I want to do a thing like that? I chose not to choose life: I chose something else. And the reasons? There are no reasons. Who needs reasons when you’ve got heroin?

Czas Apokalipsy, Francis Ford Coppola

Po raz drugi pojawia się ten reżyser i po raz drugi tworzy coś co świat nazywa „kultową pozycją”. To także kwintesencja tego, co może przynieść film wojenny. Udajemy się w daleką podróż, do wnętrza… człowieka. A ten już jakże trudny temat podbija chaos wojny, okrucieństwo, obojętność i inność. Wszystko to trudno oswoić i zrozumieć. Coppola stworzył w naszej świadomości fotosy wojny w Wietnamie. Dorzucam do tego „The End” The Doors i zastanawiam się czy i kiedy człowieczeństwo dokonało żywota.

Fight Club, David Fincher

Dajcie mi faceta, który nie lubi tego filmu, no dajcie! Oczywiście, że na wyobraźnie męską najbardziej działa idea posiadania paru kumpli, z którymi będzie można swobodnie dać sobie po mordach dla odprężenia po trudnym dniu w korporacji. Ale jak przystało na film dobry – to tylko początek zabawy. Bo oglądamy apokaliptyczną wizję rzeczywistości, która jest tutaj, zupełnie obok. A może by tak rzucić wszystko i żyć wolno, nie poddawać się żadnym regułom i być niegrzecznym anarchistą? A co jeśli w nas drzemie druga, nieodkryta natura? Jeśli ma twarz Brada Pitta, to pewnie zupełnie nic… Prawda Dziewczyny?

no-country-for-old-men_30262_4ea5fa772c058837cb0027d1_1320295952

To nie jest kraj dla starych ludzi, Joel i Ethan Coenowie

Co to jest za film! Jeśli ktoś jeszcze nie miał możliwości albo chęci spędzić wieczoru z hipnotyzującym Javierem Bardem, to naprawdę powinien rzucić wszystko i iść oglądać. Uwielbiam obrazy, które opowiadają historię przemocy niemalże gloryfikując sztukę zadawania bólu. Pokrętne, prawda? Całość doprawiona jest czarnym humorem, perfekcyjnymi dialogami i zwrotem akcji godnym hollywoodzkiej sensacji. To jest kino na najwyższym poziomie, śmiem twierdzić, że to jeden z trzech najlepszych filmów braci Coen. Tam jest wszystko co lubię – postmodernistyczne połamanie, intertekstualność i mnóstwo warstw. Ten film jest jak cebula! I nie chcę już nić pisać, bo jeszcze coś wypaplę.

Mechaniczna Pomarańcza, Stanely Kubrick

To mój ulubiony film od wielu lat. Nie sądzę, by miało się to zmienić. To także kawał dobrego kina ze skandalem w tle. Bo po emisji filmu w lat 70′ doszło do zamieszek w Wielkiej Brytanii i na wiele lat film zniknął z pierwszego obiegu. Dopiero po śmierci reżysera dostał drugie życie. A wszystko to przez złą interpretację. Bo to obraz, który opowiada (znów!) o tym jak przemoc tworzy każdego z nas. W brawurowy sposób Kubrick połączył to co wysokie (balet, muzyka poważna, teatr) z ludzką ohydą (gwałtem, przemocą, lenistwem). Nietzscheańska dionizyjskość i apollińskość w czystej postaci. To piękne pytanie o tym jak trudno żyć „w kulturze”, kiedy bezwzględnie pożądamy „natury”.

Easy Rider, Dennis Hopper

Uwieńczeniem moich męskich historii jest piękna opowieść o wolności, inności i byciu sobą. Najlepiej na motorze, w towarzystwie Jacka Nicholsona, Petera Fondy i samego reżysera – Dennisa Hoppera. To obrazek, który mnie autentycznie wzrusza. Kanion, pustynia i ucieczka ku zachodzącemu słońcu jest czasem jedynym wyjściem, by żyć dokładnie tak jak się czuję. Poza tym to współczesna, na tamten moment – 1969, realizacja amerykańskiego mitu o byciu wolnym i nieskrępowanym. To także western, tylko pod nogami znalazły się konie mechaniczne…

clockwork

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x