Era podkładów idealnych? Fluidy, które pokocha Twoja skóra.

To jest post niespodzianka. Tak samo dla mnie, jak i dla Was. Bo w ostatnich tygodniach na rynku pojawiło się sporo nowych podkładów, które jak się okazuje, otwierają nową erę. Erę fluidów idealnych.

Zdradzę Wam już na wstępie, że wszystkie podkłady, o których przeczytacie poniżej są bardzo dobre lub perfekcyjne. I w zależności od tego, jakie macie preferencje albo rodzaj skóry, dobierzecie swojego faworyta.

Przygotowanie recenzji zajęło mi kilka tygodni, a każdy z poniższych fluidów nosiłam co najmniej trzy razy. Jednakże, oprócz podkładu Fenty Beauty (PR), były to zawsze próbki, które wzięłam z Sephory. Bo zawsze namawiam Was do tego, co sama robię – jeśli tylko masz możliwość, wybierz się do sklepu i poproś o próbkę. Sprawdź, nim kupisz. Bo po co się rozczarować, prawda?

A teraz przejdźmy do sedna. I do sześciu fantastycznych fluidów, których kolejność we wpisie jest zupełnie przypadkowa.


Zoeva, Authentik Skin, 119zł za 30ml, do kupienia tutaj


Drogie posiadaczki cery suchej lub normalnej, oto macie niesamowite szczęście. Tym razem wiele produktów sprzyja właśnie Wam! Dokładnie, tak jak (naprawdę niedrogi!) podkład Zoevy, wzbogacony o olejek różany. Ten nawilża, ale nie zapycha – sprawdzone na moim, żywym organizmie, który skłonny jest do zapychania, jeśli tylko pojawi się na widoku jakiś olejek.

To fluid o kryciu średnim do mocnego, ale jednocześnie pozostawiający na buzi zdrowy, naturalny glow. Ma aksamitne wykończenie, wygląda naturalnie i jest trwały, a do tego ekonomiczny – jedna pompka wystarczy, by mieć wszystko to, czego potrzebujecie.

Ja lubię go przypudrować matująym pudrem w strefie t, a na resztę twarzy nałożyć Meteoryty. Tak, by zostawić ten piękny, zdrowy wygląd skóry.

Ogromny plus za wybór odcieni – łącznie jest ich 44, i to w różnych tonacjach.


Anastasia Beverly Hills, Luminous Foundation, 219 zł za 30ml, do kupienia tutaj


Nie bez powodu podkład ABH pojawia się zaraz po tym Zoevy. Uważam, że są bardzo podobne! Co prawda Anastasia ma odcieni aż 50, ale to drobny szczegół. Bo daje nam średnie krycie, bardzo rozświetlająca formułę i tytaniczną wręcz trwałość. Ale to nie dziwi – produkt jest wodoodporny.

Nie zgodzę się, co prawda z obietnicą noszenia go bez pudru. Próbowałam, ale po dwóch, trzech godzinach mój glow na czole nie prezentował się szczególnie luksusowo. Za to faktycznie robi coś takiego na buzi, że mamy wrażenie, iż nasza skóra jest rozblurowana, pory są mniej widoczne, a my wyglądamy jakby zajął się nami spec od fotoszopa.

Plusem jest też wegańska formuła bez glutenu, alkoholu, oleju mineralnych czy talku. To wszystko sprawia, że nawet alergicy i posiadacze cer wrażliwych, będa mogli go używać. No i oczywiście – fluid nie był testowany na zwierzakach.


Fenty Beauty, Pro Filt’r Hydrating Longwear Fundation 32ml za 149zł, do kupienia tutaj


To było kwestią czasu. Riri musiała stworzyć podkład równie dobry, co oryginalny Pro Filt’r (jego recenzja tutaj), ale dla skóry suchej, odwodnionej, normalnej. Bo u mnie matująca wersja nie sprawdzała się w ogóle, ale nawilżająca nowość robi świetną robotę.

Po pierwsze kryje, jak szalona. To jeden z dwóch podkładów z zestawienia, który ma krycie bardzo mocne. Możecie je zmniejszyć, np. nakładając minimalna ilość gąbeczką, ale generalnie, to fluid dający efekt porządnego, wieczorowego krycia. Ale nie ma mowy o tworzeniu maski, bo bardzo ładnie pracuje na skórze, daje efekt mokrej cery i przyjemny glow. I znów – jedna pompka wystarczy, by cieszyć się doskonałym mejkapem twarzy.

Ach, a co do opakowania, to muszę Wam powiedzieć, że to chyba mój ulubiony flakon. A w zasadzie tuba. Lekka, przyjazna w podróży i pozwalająca wydobyć produkt do samego końca. Odcieni podkładu jest 50 i odpowiadają one wersji matowej. Moje ulubione combo, to połączenie podkładu Pro Filt’r Hydrating z pudrem Fenty (nakładam go w strefie t). Jest to nie do zdarcia!


Kat Von D, True Portrait Foundation, 30ml za 155zł, do kupienia tutaj


No dobra, jeśli musiałabym wybrać z zestawienia faworyta, to wskazuje na nowiutki podkład od Kat. To była miłość od pierwszego nałożenia, ale… po kolei.

Po pierwsze formuła – jest bardzo wodnista, i nim zaaplikujemy go na twarz, trzeba bardzo dobrze wstrząsnąć buteleczkę. Łączą się wówczas wszystkie składniki (w tym koloryzujące pigmenty). Uwielbiam nakładać go palcami – cudownie pod nimi pracuje, dosłownie stapia się ze skórą i daje ULTRA naturalny efekt. Ale zakrywa niedoskonałości, rozszerzone pory, przebarwienia. Może nie mocny trądzik, ale małych nieprzyjaciół. Poza tym, w miejscach newralgicznych można dobudować krycie, palcem, pędzlem, gąbeczką.

Po drugie trwałość i to, jak zachowuje się na skórze. W zasadzie, jakby go nie było wcale. Zapominamy, że coś osadza się w liniach mimicznych, zapominamy, że on w ogóle z nami jest. A jest, i to tak długo, jak tylko chcemy.

I uwaga – podkład ten jest dobry zarówno do cer normalnych, przesuszających się, jak i tłustych! Jeśli lubisz MAC – Face&Body, to spróbuj. Bo True Portrait spodoba Ci się jeszcze bardziej.


Make Up For Ever, Reboot Active Care-in-Foundation, 30ml za 195zł, do kupienia tutaj


No dobra, ten gagatek ma bardzo porządne krycie, kremową konsystencję i potrafi (naprawdę!) skorygować oznaki zmęczenia, jak zapewnia producent. Co ciekawe, według mnie sprawdzi się trochę lepiej na skórze tłustej, bo ma bardziej matujące wykończenie. Choć twórcy mówią, że daje efekt rozświetlenia. Być może… ale na tle wcześniej wymienionych, jednak pozostaję z opinią, że to matowy aksamit.

Poza tym znów mamy do czynienia z gigantem trwałości, ale i produktem, który wygładza i nie tworzy maski. W tym wypadku widziałam po kilku godzinach wyświetlenie w stefie t, ale wystarczyło odbić je chusteczką, i nawet nie musiałam dodawać pudru.

Szczerze mówiąc, prawdopodobnie Reboot byłby podkładem, po który sięgałabym najrzadziej, gdyby finalnie znalazł się na mojej półce. Nie dlatego, że jest zły. Ale z całej szóstki jest najdalej od tego, co lubię w tym momencie. Jednak, gdyby istniał z 3 lata temu, kiedy krycie i długotrwałość było dla mnie wszystkim, miałabym faworyta.


Chanel, Ultra Le Teint Velvet, 215zł za 30ml, do kupienia tutaj


I to jest wielkie zaskoczenie, choć… niebardzo. Bo podkłady Chanel są świetne, więc nie dziwi mnie, że i Teint Velvet ma w sobie faktor hitu. Ale zaskoczyło mnie, że tak bardzo go polubiłam, mimo matowego wykończenia.

I to jest mat, bezdyskusyjnie. Jednakże, witajcie w świecie luksusowych produktów – to wielowymiarowe, eleganckie wykończenie. Naturalne, subtelne, ale matowe (słuchajcie tego dziewczyny z cera tłustą!). To drugi z podkładów, który chciałabym mieć na swej półce.

Ma leciutką i dość wodnista formułę, i przed użyciem należy nim porządnie wstrząsnać. Jest trwały i ładnie dopasowuje się do cery. Wielka szkoda, że ma zaledwie 15 odcieni, ale my, Słowianki, akurat dobierzemy swój kolor. Wydaje mi się, że jeśli poszukujecie na jesień i zimę czegoś bardziej matowego, ale przy okazji zupełnie nie obciążającego – macie ode mnie zielone światło. Warto!

A kiedy oprószę go Meteorytami lub pudrem Hourglass, to mam absolutnie luksusowy mejkap twarzy.


A jakie są Wasze podkładowe odkrycia ostatnich miesięcy? Jest jakiś fluid, który mamy sprawdzić dla Was?

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x