Rossmann, promocje i szaleństwo w oczach

O legendarnych już promocjach pisano wiele, bo wielkie są emocje wokół nich. Jednak dla porządku przypomnę o co chodzi – o słynne minus 49% na całą kolorówkę w Rossmannie, spore obniżki na wybrane produkty czy marki w Hebe lub jeden plus jeden produkt gratis, choćby w Naturze czy Superpharm. Drogerie kuszą nas szalenie, wywołują przyspieszone bicie serca, szybki przegląd kosmetyczek i zabierają nas w podróż ku ścianom płaczu. A w zasadzie ku półkom.

Nie ma się co dziwić – każda napotkana przeze mnie ostatnio koleżanka opowiadała mi co udało złowić się jej na ostatniej promocji. Bo, kiedy jak nie teraz wyhaczyć swój ulubiony produkt w dobrej cenie?

prosmocja rossmann - max factor - obnizki (6)

Czy można kupić dobrze i tanio?

Czyli dokładnie tak jak lubimy. Bo to pewne – przepłacanie nas nie zachwyca. Jasne, że miło by było bez mrugnięcia powieki wskakiwać do najbardziej ekskluzywnych drogerii i brać co tylko dusza zapragnie. Niestety, nie zawsze można. I ratujemy się półką klasy średniej, a czasem i niskiej. I nierzadko zaskakująco dobrej! Historie o tym, że są marki bardzo przyjazne dla kieszeni (np. Catrice czy Wibo), a  i zaskakują swą jakością, od miesięcy krążą po sieci. Do szerzenia dobrej nowiny przyczyniły się forumowiczkii, blogerki i jutuberki. Super!

Jednak, by kupowanie było miłe, nie spędzało snu z powiek, warto trzymać się kilku podstawowych zasad. Przyzwoitości! Przedstawiamy Wam dzisiaj typy zachowań i klientek, które przyprawiają wszystkich o ciarki na plecach. I wszystko to, co dzieje się podczas wyprzedażowych łowów. Oczywiście z przymrużeniem oka. Prawie…

  •  „Macaczki”. Panie w wieku przeróżnym, od małolat po panie starsze, bez wahania otwierają kosmetyki – wąchają, testują, macają – odkładają. I cóż z tego, że obok stoi otwarty tester? Nic, zupełnie nic. Panie macaczki mają za nic testery, kolejki i to, że ktoś chciałby dany kosmetyk kupić, ale nieprzyjemnie jest coś, co wcześniej ktoś dotknął. Brr!
  • Testerów brak. I brak zainteresowania ekspedientek. Nie mówię, że w każdym sklepie jest tak samo. Czasem panie to anioły. Doradzają, sprzątają, uśmiechają, dostawiają, przepędzają. Szukają nieotwartego produktu w zamkniętych szufladach. Ale bywają panie-ameby, dla których czy to 9.00 czy to 18.00, to humoru i energii z ich strony nie użyczysz. Macaczki wówczas macają, testerów nie ma, koloru mojego podkładu też. Lipa!
  • Gimbaza. Sorry, taki mamy klimat. Przy szafkach stoją nastolaty, które oglądają, wąchają, sprawdzają, debatują, robią sweet focie i selfiki, obgadują, testują. Nic nie kupują. No, może jakiś lakier za 3 zł. Człowiek się nie dopcha, nie sprawdzi bo czuje się jak intruz. A dziewczęta zamiast w szkole stoją pod kolorówką.
  • Panie starsze. Dojrzałe, nieźle ubrane, złośliwie. Od tych właśnie pań najwięcej udało mi się oberwać, nasłuchać. Bo one jak nikt inny potrafią wepchnąć się przed Ciebie, zgarnąć wszystkie kolory, patrzeć spod byka, złośliwie komentując schamiałą młodzież. Do tego pachną Chanel 5, więc odstręczają podwójnie.
  • Testerki. Znajoma pracująca w MACu (Aniu, pozdrawiam!) nawet nie pozwala mi dotknąć pomadki, która nie jest zdezynfekowana. Ba, ona mogła być czyszczona, ale przecież nie zaszkodzi zrobić to raz jeszcze, dla pewności. W drogeriach tego brak, to oczywiste. Wracając do testerek – te mają za nic bakterie, wirusy i inne tyfusy. Malują usta szminką, którą zmacała macaczka, a potem przekazują ją dalej. Z robakami. A my mamy obłęd w oczach i uciekamy gdzie pieprz rośnie.
  • Produkty ukryte. Głównie w szufladach. Jeśli ekspedientki-ameby mają mnie w nosie, wówczas przechodzę do ataku. Samodzielnie otwieram szuflady i wyciągam dokładnie to, na co mam ochotę. Bo wyobraźcie sobie – ten towar jest dla nas. Pewnie istnieje kategoria na takie bezczelne klientki jak ja, ale dzięki tej pewności zazwyczaj dostaję produkt, na który poluję. Oczywiście w stanie nienaruszonym, ole.

Ostatnie moje łupy to dwa produkty Max Factor, które właśnie testuję. Maskara Excess Volume Extreme Impact oraz podkład Colour Adapt. Za całość zapłaciłam 56 zł, czyli dokładnie tyle ile kosztuje w regularnej cenie maskara. Podkład kosztuje ok. 50 zł w Rossmannie.

prosmocja rossmann - max factor - obnizki (5)

Podkład: Bardzo lekka formuła. Konsystencja kojarzy mi się z pianką albo ptasim mleczkiem. Aksamitny i wygładzający. Dobrze się wchłania, ładnie dopasowuje do koloru skóry  – spełnia swoje najważniejsze zadanie. Minusem jest tendencja do przesuszania. W moim przypadku zwłaszcza okolic nosa i policzków, niestety. Kryje całkiem nieźle; nie tworzy szpachli, ale osadza się w zgłębieniach skóry. Nawet jeśli pod spodem znajdzie się baza pod podkład, to straszne prawda? Szczerze? 50 zł to za dużo na tyle minusów. Powinien kosztować nie więcej niż 35 zł. Zdecydowanie spodoba się skórze mieszanej. Dla sucholubnych – nie polecam.

Tusz: Dwustronny. Dwie szczoteczki i dwie fazy nakładania produktu, tak by uzyskać bardziej spektakularny efekt. Na pierwszy rzut idzie tradycyjny tusz na silikonowej, grubej szczoteczce. Excess Volume pięknie pogrubia i wyczesuje rzęsy, ale nie jest gigantem jeśli chodzi o ich wydłużanie. W drugiej fazie na włoskach ląduje lakier, którego zadanie to dodawanie mocnego, intensywnego koloru. Czerń jak noc (tak mówi producent)! Dodatkowo lakier utrwala rzęsy i spokojnie możemy je podkręcić. A ja, mówiąc szczerze, widzę przede wszystkim utwardzenie i utrwalenie, ale samego hiper czarnego koloru brak. Nie zakochałam się!

A Wy co złowiłyście na promocji?

prosmocja rossmann - max factor - obnizki (8) prosmocja rossmann - max factor - obnizki (9)

 

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x