Rozświetlenie w kremie – czy da się przeżyć bez rozświetlacza?

Odpowiedź na pytanie tytułowe jest chyba prosta – pewnie, ze się da. Ale po co? Konturowanie, strobing i najzwyklejsze w świecie rozświetlanie kości policzkowych czy łuków brwiowych stało się nieodłącznym elementem codziennego makijażu. Odrobina rozświetlającego kosmetyku dodaje blasku, a jego „dołożenie” do makijażu nie wymaga precyzyjnych ruchów czy eksperckich pędzli. Wystarczy nam ulubiony produkt i opuszek palca.

Bitwa o palmę pierwszeństwa nad kultowymi rozświetlaczami trwa. Tymi w kamieniu i pudrze, przede wszystkim. Ja uwielbiam MAC Lightscapade, ale są gorące zwolenniczki makowego Soft and Gentle. Lona natomiast jest wierna i zafascynowana the Balm Mary Lou Manizer (choć myślę, ze w tym momencie numerem jeden są wymarzone Metoryty) . A wśród produktów selektywnych i drogeryjnych znajdziemy jeszcze więcej rozświetlających kuleczek, pudrów, drobinek i proszków.

Znacznie rzadziej wspomina się o rozświetlaniu przy pomocy balsamów i produktów o kremowych konsystencjach. Może dlatego, że rozświetlanie niemal przykleiło się do słowa – konturowanie i kosmetyki brązujące bardzo często zestawiane są z rozświetlaczami w jednej paltece?

Dzisiaj kilka kremowych rozświetlaczy, które idealnie sprawdzą się przy dziennych, lekkich makijażach. A i stanowią dobrą bazę do tworzenia bardziej wymagających wizaży.

rozswietlacze w kremie (2) rozswietlacze w kremie-highlighter-konturowanie (3)-horz

Clarins Instant Light Radiance / 30 ml za 129 zł/

Produkt Clarinsa jest nazywany rozświetlającą bazą po makijaż. Jednak ja bardzo szybko doszłam do wniosku, że zamiast pod, warto spróbować na. Szczególnie, że sam kosmetyk nie do końca sprawdzał mi się jako baza. Było mi go zwyczajnie szkoda kłaść pod podkład, zwłaszcza że lubię mocne krycie. Tym samym baza raz dwa zostawała pokryta fluidem. Poza tym jeśli wybieram bazy, to o silikonowych konsystencjach – są mocno utrwalające, i dobre wyłącznie na wieczorowe wyjścia. Gdybym miała idealną cerę, to miałabym świetny krem bo sam kosmetyk ma właściwości pielęgnacyjne.

Uwielbiam jego poręczną pompkę oraz delikatny, różowawy blask, który zostawia na skórze. to niezwykle subtelne rozświetlenie. Nie ma możliwości, by zrobić sobie nim krzywdę. Glow w sam raz do biura czy uczelnię, kiedy nie mamy ochoty na złotą gorączkę. Plus za miły zapach i ekonomię – jeśli zrezygnujemy z używania jako bazy, a zamienimy go na kremowy rozświetlacz, to pewnie posłuży ładnych kilkanaście miesięcy.

rozswietlacze w kremie-highlighter-konturowanie (13)-horz

Bielenda Color Control CC Cream 10 in 1 / 40 ml za 19 zł/

Historia tego kosmetyku jest również nieco zawiła. Znaleziony w jednym z pudełek beglossy zaskoczył… swoją właściwością. Bo przecież nazwa głosi, że to CC, czyli ma mieć właściwości kryjące, nieco bardziej przypominać podkład. W żadnym razie tego nie robi. Różowa, mało gęsta konsystencja nie ma z żadnym fluidem niczego wspólnego. Ale poprzez maleńkie drobinki rozświetlające dałam mu szansę, by zaistniał w mojej kosmetyczce jako coś innego (przyznaję – nie potrafię wyrzucić nietrafionego kosmetyku i daję mu szansę na odkupienie win!).

To produkt, który nie będzie klasycznym rozświetlaczem w kremie. Co prawda daje błysk, ale subtelny to nawet za mocne słowo. Drobinki są ledwo widoczne, choć rozsmarowane na skórze pozostawia mieniący się efekt. Nie nadaje koloru, stapia się ze skórą i według mnie to całkiem dobry produkt dla nieco starszych pań, albo tych zupełnie nastoletnich. Uczennice mogą go swobodnie używać do szkoły dodając twarzy bardzo delikatnego i zdrowego blasku. Zaś panie, które mają zmarszczki mogą być pewne, że produkt nie osiądzie w ich okolicach.

Krem nie jest trwały, efekt blasku znika dość prędko. Jednak znalazł się w moim wpisie bo myślę sobie, że to dobra propozycja dla młodych dziewczyn, które muszą samodzielnie kupować kosmetyki z własnego kieszonkowego. Cena jest bardzo przyjazna, efekt subtelny i dobry do szkoły. Najlepiej nakładać go w okolice łuku brwiowego, kości policzkowych.

rozswietlacze w kremie-highlighter-konturowanie (2) rozswietlacze w kremie-highlighter-konturowanie (7)

Benefit High Beam / 13 ml za 119 zł/ dostępny wyłącznie w Sephorze

To jeden z pierwszych kosmetyków Benefit, które poznałam i naprawdę polubiłam. Kremowa, delikatna konsystencja i subtelny, ale widoczny dla oka efekt. Pokochany od pierwszego wejrzenia i użycia. Bardzo lubię jego funkcjonalny pędzelek. Nakładam produkt na rękę lub bezpośrednio w miejsca, które chcę rozświetlić.

To mój zdecydowany faworyt jeśli chodzi o podkreślenie łuku brwiowego i łuku kupidyna. Zwłaszcza w tym drugim miejscu działa spektakularnie bo faktycznie powiększa optycznie usta. Doskonale sprawdzi się także do podkreślenie wewnętrznego kącika oczu – pięknie rozświetla spojrzenie. To sprzymierzeniec jeśli chodzi o bardzo bladolice dziewczyny. Biało-różowy kosmetyk dobrze stopi się ze skórą, nie pozostawi nieprzyjemnego i nienaturalnego blasku.

Gdyby miała znaleźć jedną wadę, to jednak nie miała bym z nią problemu – buteleczka. Mam w niej jeszcze sporo kosmetyku, ale bardzo trudno mi do niego sięgnąć. Po przewróceniu go do góry nogami rozświetlacz osiadł na jeden stronie buteleczki i prawdopodobnie będę musiała ją rozciąć, by dostać się do resztki produktu.

rozswietlacze w kremie-highlighter-konturowanie (11)-horz

Benefit Girl Meets Pearl / 12 ml za 139zł/ dostępny wyłącznie w Sephorze

Benefit uwielbiam jeszcze za przezabawne nazwy i ciekawy design. Nierzadko nim dotrę do kosmetyku muszę się troszkę nagłowić nad tym jak producenci chcą, by był używany. Tym razem kosmetyk ukryty jest w wykręcanej buteleczce z „sitkiem”. Przy kolejnych ruchach na wierzchu opakowania pojawia się gęsta, perłowa masa.

Produkt ma kolor różowo-złoty, ale zdecydowanie perłowe wykończenie. Jest lepki, dobrze wtapia się w skórę i pozostawia delikatne rozświetlenie. Bardzo dobrze sprawia się przy okolicach policzków i jest świetnym zamiennikiem sypkiego rozświetlacza. Dzięki płynnej konsystencji możemy połączyć produkt z naszym ulubionym podkładem i nałożyć przy pomocy gąbeczki lub blendera. Bardzo dobrze współpracuje z różnymi fluidami, a dodany do cięższego, kryjącego kosmetyku świetnie do rozświetla i dodaje lekkości.

Plus za świetny zapach i multifunkcyjność – spokojnie rozświetli także Wasze obojczyki, kości policzkowe, czubek brody. To kosmetyk dla dziewczyn o nieco cieplejszej karnacji.

rozswietlacze w kremie-highlighter-konturowanie (14)

Benefit Watt’s Up! / 9,4 g za 155 zł/ dostępny wyłącznie w Sephorze

Jeszcze jeden produkt amerykańskiej marki, tym razem dla wielbicielek rozświetlania i brązowienia jednocześnie. I znów to powiem – zerknijcie na nazwę – rozświetlenie to przecież nić innego niż dodanie żaru, a inżynier Watt znał się na tym całkiem nieźle!

Kosmetyk zamknięty w tubce przypominającej krem. Prosty w obsłudze – otwieramy, przekręcamy i możemy działać. Nakładamy bezpośrednio na miejsce, które chcemy rozświetlić. Według mnie stworzony perfekcyjnie do policzków. Dzięki gąbeczce, która znajduje się w końcu opakowania dobrze rozprowadzimy produkt.

Możemy nakładać go także pod podkład, wcześniej rozcierając. Stworzymy efekt szampańskiego rozświetlenia. Co prawda producenci doradzają, by używać go także przy linii włosów, mocno go rozcierając, to w tym miejscu byłabym ostrożna. Bo błysk jest dość spory i można sobie zrobić krzywdę. Oszczędziłabym także klasyczne konturowanie przy pomocy Watt’a Upa.

Niezwykle wydajny, prosty w użyciu i doskonale odębiający światło – wart swojej ceny. Na pewno posłuży nam przez wiele miesięcy. Ogromny plus za piękne efekt – brak tandetnego, brokatowego rezultatu. Skóra rewelacyjnie odbija światło. Idealny na powakacyjną opaleniznę.

rozswietlacze w kremie-highlighter-konturowanie (12)

MAC Prep + Prime Highlighter / 3,6 ml za 100 zł/

Oto mój faworyt do konturowania! Nadal uczę się perfekcyjnego „wyrysowania” buzi, a ten maluch w pędzelku jest niezastąpiony. Prosta aplikacja – jedno pstryknięcie i na pędzelku pojawia się kropla kosmetyku. Mnie wystarczy, by ukryć cienie pod oczami, nanieść na łuk kupidyna, czubek brody, środek czoła. Jest bardzo wydajny.

Używam go już rok i nadal mam. Czasem się śmieję, że trafiłam na opakowanie bez końca. Co prawda nazywany jest przez producentów korektorem (ale z efektem rozświetlającym), to jednak bardziej stawiam na to drugie. Lona potwierdzi – jako kamuflaż pod sińce przy oczach nie nadaje się. Za to jako magiczna różdżka do rozświetlania – jak najbardziej.

Mój kolor to Light Boost i to świetne rozwiązani dla Słowianek. Kremowa, prosta w rozprowadzaniu konsystencja świetnie stapia się ze skóra i daje naturalny, lekko rozświetlony efekt. Nie jest to błysk, ale zdrowy wygląd. Po aplikacji boosta zazwyczaj decyduję się jeszcze na przypudrowanie kości policzkowych rozświetlaczem, by pogłębić jego efekt.

rozswietlacze w kremie (1)

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x