Testujemy Chi i Bioslik, czyli o jedwabiach

Mogłabym nazwać siebie Alicją w Krainie Czarów. Albo Leną w świecie gęstych, pachnących i bardzo odżywczych jedwabi. Dwa kosmetyki, wydawałoby się niezwykle podobne do siebie, okazują się ratunkiem na zupełnie inne dolegliwości. Choć wizualnie trudno je od siebie odróżnić, to uwierzcie mi na słowo i same przetestujcie – działania różnią się znacznie, podobnie jak ich składy. Na pierwszy rzut, a w zasadzie na pierwszy ogień, dzieli je zapach i oczywiście design opakowań. Dwie malutkie buteleczki przypominają swymi gabarytami magiczne płyny, które piła Alicja. Brzmi naprawdę magicznie… No to do rzeczy moi Kochani, przechodzi na drugą stronę lustra!

1/ Biosilk – jedwab do włosów
Mam wrażenie, że ten produkt jest znany wszystkim „włosmaniaczkom”, tym mniej i bardziej zakręconym na punkcie dbania o włosy. Produkt znam już od dawna. Stosuje zamiast odżywki, by nie ich nie obciążać. Jedwab daje absolutnie świetne efekty jeśli chodzi o rozczesywanie włosów, i ich miękkość, którą odczuwam cały dzień. Włosy są sprężyste, gładkie i miękkie. Do tego intensywnie pachną. Kiedy zagłębić się w skład, to niestety znajdziemy w nim alkohol. Co sprawia, że nadużywanie może przesuszać nasz pukle. Ja, choć mam swoje farbowane, nie zauważyłam tej tendencji. Zdaję sobie jednak sprawę, że zawsze miałam i mam nadal (choć w mniejszym stopniu) włosy ze skłonnością do przetłuszczania, dlatego nie jest to dla mnie żaden problem . Lubię go za to, że przy deszczowej pogodzie mogę spokojnie przestać martwić się o nieprzyjemny efekt puszenia.

2/ Farouk Chi Silk Infusion – jedwab do włosów
W tym przypadku na dzień dobry czujemy intensywny zapach, może nieco męski. Jednak większość znajomych (a także i Mąż!) mówi, że to woń bardzo przyjemna. Co ciekawe – bardzo długo utrzymuje się na włosach. To miłe uczucie, kiedy w ciągu zabieganego dnia poczujemy słodki aromat. W składzie nie zawiera alkoholu, tym samym zabezpiecza włosy przed wysuszaniem. Będzie sprzymierzeńcem dla wszystkich tych, które katują swoje pukle suszarkami, prostownicami, lokówkami. Ten maluch najlepiej chroni przed szkodliwą temperaturą. Mam jednak wrażenie, że jest znacznie delikatniejszy niż poprzednik jeśli chodzi o efekt wygładzania i miękkości. Warto używać go jako wykończenie pielęgnacji; przy stosowaniu artylerii lokówkowej, a także jako dopieszczacz końcówek. Maleńka kropelka sprawia, że włosy są ujarzmione.

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x