Najlepsze tinty, kremy tonujące i CC. Sprawdzamy, czy mniej znaczy więcej.

Lato jeszcze się nie kończy, więc jeśli szukacie czegoś, co pokaże Waszą opaleniznę, piegi, naturalny koloryt skóry, to trafiliście w dobre miejsce.

Ostatnie miesiące spędziłam na testowaniu lekkich formuł kremów CC, tintów, kremów tonujących. Mają nam dawać ochronę, wyrównywać koloryt, być niezauważalnymi na skórze i sprawiać, że pokochamy najbardziej naturalną wersję siebie.

Od góry: Fabulous Face / Coola / Magic Skin / Chanel / Magical CC / Artdeco

Magiczne kremy CC od Eveline


Zacznę od tego, że mimo iż mają podobne nazwy: Magical CC Cream (niecałe 18zł) oraz Magic Skin CC (19,99zł) to są to inne produkty. Sprawdziłam, i teraz opowiem Wam, co, jak, dla kogo i dlaczego!

Mój faworyt to Magic Skin CC (jansa tubka z różową gwiazdką). Krem jest przeznaczony do skóry wrażliwej i delikatnej, ma chronić przed smogiem i promieniami UV (ale nie znalazłam nigdzie informacji, czy zawiera filtry), a także nawilżać. I muszę oddać mu to, że pięknie wtapia się w skórę, wygładza pory, wyrównuje koloryt uwalniając pigmenty podczas rozcierania kremu.

Niestety, nie u wszystkich sprawdzi się uniwersalny kolor, bo może wpadać w nieco pomarańczowe tony (zwłaszcza na cerach tłustych, jak się okazało po małym researchu w necie). U mnie jest w porządku.

Zaskoczyło mnie, że produkt w tak niskiej cenie (niecałe 20zł w Rossmannie) dotrzymuje obietnice, jakie dał nam producent i co jeszcze fajniejsze – zachowuje się jak kosmetyk z wyższej półki cenowej. Jeśli masz skórę zaczerwienioną i suchą – wypróbuj koniecznie.


Bliźniaka Magical CC Cream znajdziecie w szafie z kosmetykami kolorowymi i w tym wypadku możecie dobrać sobie kolor (u mnie chłodny 51). I producent nazywa go fluidem, choć krycie ma co najwyże średnie. Do tego przyjemny zapach, filtr SPF15, matująca formuła przy jednoczesnym rozświetlonej i naturalnej skórze. Czy to w ogóle możliwe?

Pół na pół. Bo faktycznie, po aplikacji skóra jest satynowa, gładka i bardzo naturalna, ale niestety dość prędko się wyświeca, zwłaszcza w bardzo gorące dni. Już po dwóch, trzech godzinach buzia potrzebuje poprawek, na szczęście wystarczą bibułki matujące.

Nosiłam go, jak wszystkie inne kremy, zamiast ostatniego etapu pielęgnacji i bez żadnej bazy.


Chanel, Les Beigeseau de Teint
30ml za 285zł


Przejdę do sedna – ta wodna formuła Chanel z mikropigmentami, to mój hit lata i zdecydowanie produkt, który towarzyszyć będzie mi przez kolejne miesiące. Nawilża, dotlenia, delikatnie koloryzuje i sprawia, że twarz wygląda jak cera modelek z pokazów. Perfekcyjnie, świeżo, naturalnie i luksusowo.

Wraz z eleganckim flakonem dostajemy pędzel kabuki, którym bez trudu naniesiemy wodną zawiesinę (tint zawiera w sobie 75% wody!) , którą możemy nosić solo, a także z pudrami czy korektorem. Ja, tego ostatniego, używam z tintem wyłącznie na wypryski. Promienna, zdrowa skóra – nie można jej nie kochać.


Coola, Suncare Tinted Mineral Sunscreen Moisturizer
ok. 170 zł za 50ml


To tint, który znalazł się w mojej kosmetyczce dzięki Ilonie (zobaczcie jej przewodnik po najlepszych filtrach). Leciutka formuła niewidoczna na skórze dająca bardzo naturalny odcień. Zawiera w sobie filtry mineralne i niestety, ten zapach kojarzący się z plażowaniem. Ale! Za to nie zapycha, doskonale się wchłania, wygląda bardzo naturalnie (przynajmniej u mnie, bo na insta dawałyście znać, że na bardzo jasnej karnacji się nie sprawdzi).

Wielka szkoda, że Coola jest tak słabo dostępna w Polsce. Marki możecie szukać na Cultbeauty.


Fridge by Yde, FF Fabulous Face
30g za 159zł


Naturalny w 100%, wegański, bez alkoholu, cruelty free i o krótkiej dacie przydatności (to dzięki naturalnym składnikom!) przez co należy trzymać go w lodówce. Krem koloryzujący od Fridge daje efekt delikatnego zmatowienia, ale jednocześnie mocnego nawilżenia. Używam koloru ff.1, który bardzo ładnie wtapia się w skórę. Będę absolutnie szczera – nie przepadam za jego zapachem (troszkę jakby ziołowy, apteczny), ale aksamitne wykończenie i trwałość sprawiają, że używam go z wielką przyjemnością.

Zawiera w formule glinki, olej śliwkowy, witaminę E, witaminy z grupy B i beta-karoten. Szot pełen zdrowia dla skóry.

Co ważne, i muszę podkreślić – nie aplikujcie go nigdy na wcześniej nałożony krem. Bo czasem, co za dużo to niezdrwo (i może się zważyć!).


ARTDECO, Moisturizing Skin Tint
25ml za ok. 85zł


Krem koloryzujący ARTDECO to zdecydowanie najbardziej kryjąca z propozycji, jakie dziś dla Was mam. Najbliżej mu do klasycznego podkładu o średnim kryciu. Bardzo kremowa konsystencja, lekkość, przyjemny zapach i łatwość aplikacji. Według mnie to jedyny krem z dzisiejszego rozdania, który należy traktować jak podkład i bez utrwalenia pudrem będzie trudno utrzymać jego trwałość. Ładnie radzi sobie z rozszerzonymi porami i zaczerwienieniami.

Za to mogę śmiało powiedzieć, że jest to znacznie tańszy zamiennik kremów tonujących Laury Mercier – brakuje mu tylko filtrów, ale te można zaaplikować w pielęgnacji, jako bazę albo nawet i puder.


Raz, dwa, trzy – dajcie znać czy lubicie kremy tonujące o lżejszej formule. I jacy są Was ulubieńcy!

Kremy ARTDECO oraz Fridge pochodzą z przesyłek PR.
Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x