Walking with the dog

Parę miesięcy temu miałam takie postanowienie, że zmiana mojego stanu nie wpłynie znacząco ani na prowadzenie bloga, ani tym bardziej na zdjęcia i teksty na nim zamieszczane. O święta naiwności! Co ja sobie myślałam w te zimowe wieczory, gdy jeszcze Pan Brzuch nie był widoczny, wchodząc na trzecie piętro nie dostawałam zadyszki, a robienie zdjęć na bloga nie było wyczynem porównywalnym ze zdobyciem Tarnicy (ewentualnie jakiegoś innego szczytu w wybranym paśmie górskim)?! Przecież nie jestem w stanie na zdjęciach być ‚prawie w ciąży’, ani ‚ledwo w ciąży’, skoro to już połowa szóstego miesiąca, a potomek rośnie na potęgę i ma wpływ na każdą minutę mojego żywota.


Dlatego, chcąc nie chcąc, kolejne zdjęcia blogowe (oczywiście te, na których mnie widać) są jednocześnie dokumentacją tego przedziwnego procesu zachodzącego gdzieś tam wewnątrz mnie. Wszelki opór jest bezcelowy, a jak widać nie tylko oliwa sprawiedliwa – brzuch też na wierzch wypływa :))) Pozwólcie zatem, że zaproszę Was na mały spacer w towarzystwie nienarodzonego synka, przesympatycznego psiaka-intelektualisty (cudowny t-shirt, odkąd przyszedł z Sheinside, noszę minimum raz w tygodniu, bo za każdym razem, gdy go zakładam i widzę w lustrze, mimowolnie się do psiaka uśmiecham – jest uroczy!), no i oczywiście moi!

 Sheinside funny t-shirt | H&M Mama trousers | Cubus jacket | Melissa ballerinas | Stradivarius bag | Primark earing | Yes rings | Venezia necklace

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x