I don’t give a damn ’bout my reputation
Dobra, przyznajcie się, że wszystkie mamy wspomnienia z dzieciństwa, w których to odgrywamy role swoich ulubionych wokalistek występujących przed rozemocjonowaną publicznością .
Dobra, przyznajcie się, że wszystkie mamy wspomnienia z dzieciństwa, w których to odgrywamy role swoich ulubionych wokalistek występujących przed rozemocjonowaną publicznością .
W weekend wdałam się w dość ciekawą dyskusję z Karoliną Korwin-Piotrowską na jej facebookowym profilu. Poszło o króciótki tekst, który publicystka popełniła w internetowym wydaniu „Wprost”.
Nie wiem, czy pamiętacie takiego artystę jak Tom Petty. Dlaczego pytam? Bo oglądając fotki z Warszawy po głowie zaczęła chodzić mi melodia „Free fallign”.
A tak sobie planowałam, że będzie to ostatnia stylizacja, zanim na świecie pojawi się mały człowiek. Jeszcze kilka dni temu zapowiadało się na przyspieszone rozwiązanie, a każdy dzień rozpoczynałam myślą ‚czy to dziś?’.
Chodzenie w skórach i lateksach w taki upał to łamanie prawa. A, że skóry, lateksy i ćwieki jak najbardziej kojarzą się z Judas Priest, to „breaking the law”
Zupełnie nie będzie o serialu, który skądinąd niespecjalnie przypadł mi do gustu (porywała mnie za to wartka akcja ER!), a o sukience dresowej w kolorze szarym.
Dziwnie się jakoś składa, że od kilku tygodni chodzi za mną klimat Nowego Orleanu i Mississippi. A to za sprawą muzycznych podróży, które serwuję sobie przy pomocy southern metalowych wypraw z Down (to interesująca odmiana mocno zakorzeniona w bluesie i country, mocno związana z Konfederacją ), to zaś z nową serią Czystej Krwi, której akcja toczy się w Luizjanie, to znów ze wspomnieniem letnich wieczorów sprzed kilkunastu lat…
Spójrzcie na tę lekko uśmiechniętą, piegowatą twarz. A potem niżej. Na duży (oj tak, to już 9 miesiąc!) brzuch, szerokie biodra, na to miejsce poniżej gdzie kiedyś były kolana.
O mojej wielkiej niechęci do „skóry muśniętej słońcem” wspominałam już kilkukrotnie. Nie przepadam za temperaturami oscylującymi w okolicach 30 stopni. Wolę dni odrobinę chłodniejsze, pełne słońca, lecz nie upalne.
Z całym szacunkiem dla największych światowych religii, koncepcji kalendarzy i mędrców tego świata, 7-dniowy tydzień jest do bani. Przydałby się jeden dzień dodatkowy, w którym człowiek miałby szansę niespiesznie poszwendać się po okolicy, zadać sobie kilka pytań bez odpowiedzi, pobyć w spokoju w samotności lub wręcz przeciwnie –