Sprawdzam, co da się ukryć! Artdeco Cover&Correct

Paletka do malowania indiańskich wzorów. Tak nazwie ją mój Mąż.
A ja twierdzę, że można nią namalować siebie!

Brzmi zabawnie, ale zerknijcie na poniższe zdjęcia. Zobaczcie nie tylko pełen arsenał kosmetyków Artdeco z serii Cover&Correct. Ale i mnie w wersji takiej, jaką widuje owy Mąż najczęściej. No może oczy są nieco mniej zaczerwienione, bo na potrzeby tego tekstu zmywałam wcześniejszy makijaż, ale przyznajcie same – jest co ukrywać, prawda?

Wokół nosa zaczerwienienia, pod oczami cienie, a buzia nie aż tak promienna jakby się tego chciało. Materiał w sam raz na testy. Ciekawe rezultatów?

Pimp my face!

No to malujemy!

Nim rozpoczęłam aplikację kolorowych, kremowych korektorów z paletki Most Wanted Corrector Palette, a także pobawiłam się kredką Color Correct Stick, bardzo dobrze przygotowałam twarz nawilżaczem i dobrą bazą. W tym wypadku zrezygnowałam jednak z produktów zwężających pory. A niech Artedeco pokaże co potrafi, co nie?

W pudełeczku Corerector Palette znajdujemy cztery odcienie kremowych, masełkowych korektorów, które mają za zadanie przykryć, to co nie jest do końca perfekcyjne. Zieleń niweluje zaczerwienienia, fiolet radzi sobie z poszarzałą cerą, żółty tuszuje cienie pod oczami, a pomarańczowy radzi sobie z sińcami. Pierwsze, i co najważniejsze – produkty są leciutkie, prosto się wchłaniają i nie obciążają. To były najważniejsze cechy, które zbadałam jako pierwsze – bo kolejna warstwa kosmetyków na mojej buzi, absolutnie nie może jej obciążać!


Moją największa bolączką są zaczerwienienia i pękające naczynka, więc wzięłam się do dzieła i zaaplikowałam zielony korektor. Tak jak się obawiałam (i jak doświadczałam tego poprzednio) niezwykle ciężko jest go rozblendować tuż przy samym nosie. Natomiast zieleń Artdeco działa, i faktycznie zaczerwienienia były mniej widoczne. Super!

Dla równowagi; nie zauważyłam, by fioletowy kolor szczególnie przydał się naniesiony na czoło oraz żuchwę. Czy twarz była bardziej promienna? Nie sądzę. Czy rozjaśniona? Również nie. Kolor wpracował się w skórę, i mam wrażenie, że zupełnie zniknął. Za to pomarańczowo-brzoskwiniowy korektor okazał się rewelacyjnym pomocnikiem w ukrywaniu zmęczenia pod oczami. Nie sądziłam, że po aplikacji zauważę aż tak dużą różnicę! Mniejsza różnicę zauważyłam przy używaniu żółci (aplikowałam na nos, brodę – by rozjaśnić te strefy). Owszem była, ale taki sam efekt daje mi korektor rozświetlający naniesiony na podkład. Całość naniesionych kolorów rozprowadziłam na skórze przy pomocy gąbeczki.

Żółtą kredkę Correct Stick używałam kilkukrotnie wcześniej, nie podczas makijażu, którego efekt widzicie na zdjęciu. Jest to połączenie żółtej i brzoskwiniowej barwy korektorów z paletki, i nieźle radzi sobie z zaniesieniami pod oczami. Ale myślę sobie, że jej efektywność sprawdziłaby się u kogoś z większymi problemami niż ja.

pomarańczowy – korekcja sińców żółty – korekcja cieni fioletowy – korekcja przebarwień zielony – korekcja zaczerwienień

Superbohaterowie w natarciu

No i teraz czas na dwie prawdziwe bomby. Bo stała się rzecz bardzo zabawna, kiedy nałożyłam podkład Liquid Camouflage. Kochane, on jest tak kryjący, że w zasadzie nie potrzebujemy żadnego korektora pod spód. Ten gagatek radzi sobie doskonale samodzielnie. Ma lekko kremową konsystencję, szybko się wchłania i bardzo subtelnie zastyga na buzi. To jest dość ciężki podkład (a w zasadzie prawie pigment), ale nie czuję, by obciążał mojej skóry. I tak, jest na niej widoczny, ale to nie maska, ja np. w przypadku Dermablend z Vichy, który ma podobne zadanie – kryć na maksa!

Podkład nie wszedł mi w pory, nie podkreślił ich (dopiero pod koniec dnia zauważyłam, że cera jest już troszkę zmęczona, ale pamiętajcie – nie było na niej bazy Porfessional) i co równie ważne – nie wszedł w załamania na twarzy.

Ale, to nie tylko jego zasługa.


Bo ja o drugiej gwieździe tego zestawienia pisałam całkiem niedawno, w rankingu najlepszych pudrów utrwalających makijaż. I swoje zdanie podtrzymuję! Puder Setting Podwer Compact nie tylko świetnie utrwala korektor pod oczami, wygładza buzię, zwęża pory, subtelnie matuje (a w zasadzie sprawia, że jest aksamitna). Nie zbiera się w załamaniach skóry i jest hiper poręczny. To zdecydowanie cichy bohater zestawienia, i mój faworyt!

Ogólne wrażenia indiańskiego makijażu

Jestem pewna, że będą często sięgać po niedoceniony przeze mnie wcześniej pomarańczowy korektor. I wiem również, że nie nadaje się on (ani barwa żółta) na aplikowanie na podkład. Wówczas wszystko się waży, wchodzi w zmarszczki, podkreśla każde załamanie skóry. Tak – to są produkty POD fluid, zwłaszcza w okolicach oczu. Zieleń wybacza więcej, i żółć korektorująca nos, czy niedoskonałość na czole.

W moim przypadku konieczna jest mocna baza nawilżająca, bo mimo lekkiej formuły (z olejkiem arganowym), mam przeczucie, że buzia przy codziennym stosowaniu kremów, nie czułaby się komfortowo. I tutaj dochodzę do sedna sprawy – czy na co dzień potrzebują ukrywać tak mocno moje niedoskonałości? Czy nie wystarczy fluid i korektor rozjaśniający? Wiem na pewno, że w momentach kryzysowych, mam na czym polegać. Ach, i zdecydowanie rozumiem, dlaczego jest to niezbędnik w kufrze makijażystki. To naprawdę ułatwia pracę z klientkami!


A czy Wy używacie korektorów maskujących niedoskonałości? Może macie jakieś triki?


Color Correct Stick w wersji żółtej
No i rock’n’roll na koniec!

A jeśli szukacie najlepszej bazy pod podkład, to zobaczcie ten ranking. Same perełki!.

Dla wszystkich szukających dobrego nawilżenia – nowa linia Clarins Hydra Essentiel

Podobne wpisy

Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x