Bronzery do konturowania i ocieplania twarzy. Dużo nowości!

W zeszłym roku postanowiłam stworzyć bazę bronzerów, w paletkach i solo. Były to kultowe pozycje i odrobina nowości. Idę w tym roku podobnym tropem i chcę Wam pokazać siedem bronzerów, wiele z nich to nowości, którymi z powodzeniem uzupełnicie swoją kosmetyczkę, nie tylko na letnie dni. Bo przecież bronzery stały się nieodzownym elementem codziennych makijaży.


Jeżeli chcecie poczytać wpis zeszłoroczny, odsyłam tutaj. A na recenzje „nowej” siódemki zapraszam już teraz.


Zacznę jednak przekornie, od swoich upodobań. Mam całkiem wyraźną manię poszukiwania chłodnych, naprawdę chłodnych pudrów brązujących. Bo uwielbiam konturowanie twarzy. Mogę nie mieć brwi (bo i tak je mam:D), podkładu i korektora, ale bronzer pakuje na buzię. Z tuszem do rzęs i błyszczykiem mam mejkap, który pozwala mi czuć się swobodnie i zdobywać świat.

Dlatego zauważycie, że w tej mojej wyliczance znajduje się znacząca większość kolorów chłodnych, bo już wiem, że o takie trudniej. Ładne, twarzowe bronzery ocieplające, to pestka. Dobry kontur znaleźć nie tak prosto.

W tym majkapie mam na twarzy miks kilku porduktów.

KOBO, Sahara Sand (308) oraz Nubian Desert (311), ok. 24zł za 9g


Poszukując chłodnego bronzera pytałam się Was o radę – jacy są Wasi ulubieńcy. I zdecydowana większość wskazała mi dwa produkty KOBO – Sahara Sand (jaśniejszy) oraz Nubian Desert (ciemniejszy). I, jak zauważycie na swatchach poniżej, to faktycznie produkty, którymi można bardzo dobrze wyprofilować sobie twarz.

Wersja Sahara Sand jest jednak tak jaśniutka, że u mnie prawie niezauważalna. Według mnie to bardzo dobry odpowiednik Hooli Lite od Benefit, ale mniej żółty. Co prawda nie ma aż tak maślanej formuły, to i tak rozciera się przyzwoicie i na pewno sprzyja jasnym karnacjom.

Nubian Desert jest czymś zdecydowanie w moich klimatach – jest chłodny, ale nie szary. Pracuje się z nim bardzo prosto, choć jego formuła jest według mnie po tej suchej stronie. Jednak nie robi plam, nie rozciera się do nieestetycznej szarości. No i jego cena jest naprawdę sympatyczna.


Lovely, Golden Glow w kolorze Cool Brown, ok.13,5 za 10g


Przywykłam, że znalezienie chłodnego bronzera w drogerii graniczy z cudem. Większość, i to od lat, nie tylko wpada w pomarańczowe tony, ale daje na twarzy efekt marchewki. Dlatego bronzer Lovely o chłodnych tonach, z wytłoczoną gwiazdką, wydał mi się absolutnie niezbędny do przetestowania.

Na dzień dobry poczujecie, że ma bardzo intensywny zapach. Może nawet trochę irytujący. Ale tuż po dotknięciu zauważycie, jak przyjemnie miękki jest produkt. I przez to też bardzo ładnie rozcierający się na skórze i wtapiający się w nią. Kolor jest jak mleczna czekolada i… tu powstaje pierwszy problem (dla mnie).

Wcale nie jest tak chłodny, jakbym tego chciała. Natomiast będę obiektywna – to wyważone tony między ciepłem, a chłodem, które prawdopodobnie będą ładnie wyglądać na wielu słowiańskich karnacjach.

Dwa pozostałe spostrzeżenia gaszą optymizm bardziej. Niestety, po kilku godzinach od aplikacji produktu, mam wrażenie, że on powoli znika i jest coraz mniej widoczny. A na dodatek jak się człowiek trochę spoci (ale tak zupełnie normalnie, podczas zakupów w ciepły dzień), to w okolicach skroni widać ja zbiera się puder w mało estetyczne plamy.

Muszę jednak brać pod uwagę, że kosztuje niecałe 14zł. W tej cenie nie znalazłam nic, co mogłoby z nim konkurować.


Inglot, Freedom System kolor 516, 37zł za 5,5g


Bez zbędnego przeciągania powiem Wam, że miałam wielkie nadzieje, bo zarówno odcień, jak i moc (lubię też ciemne bronzery) Inglot 516 wydawały mi się trafione w dziesiątkę. Ale samo użytkowanie popsuło mi szyki. Nie wiem, jaki jest problem (ze mną), ale nie przepadam za pudrowymi produktami marki Inglot.

Bronzer jest suchy, i choć można go rozblendować na twarzy, to według mnie nie wygląda korzystnie i robią się mało eleganckie plamy. Dokładając produkt, by te plamy ukryć, puder zaczyna rozcierać się do mocnej szarości. Już zupełnie nietwarzowej, zdecydowanie nienaturalnej na mojej karnacji.

Ktoś zarzuci mi, że to może wina koloru, jaki dobrałam. A ja powiem, że bronzer z palety KVD Beauty jest jeszcze ciemniejszy, a nie sprawia mi takich problemów.

Ten puder mogę nosić wyłącznie, kiedy pod spodem znajduje się inny produkt. Czyli np. najpierw twarz ocieplam, a następnie dokładam chłodnego konturu. Wtedy jest przyzwoicie.


bareMinerals, Endless Summer Bronzer w kolorze Faux Tan, 159zł za 10g


A jeżeli już mówimy o ocieplaniu… To znalazłam doskonałą propozycję, która mnie zaskoczyła. Bo wiecie – jeśli jest coś choć odrobinę ciepłego, to ja podochodzę do koloru z dużą rezerwą. Ale to jest bareMinerals, czyli z doświadczenia wiem, że raczej nie będę zawiedziona. I… nie jestem.

To tak pięknie wyważony kolor, ze przypuszczam iż za kilka tygodni, na moim europejskim tripie, będę używać wyłącznie Faux Tan, bez żadnego konturu. Z pudrem pracuje się wyśmienicie, naprawdę wtapia się w skórę, wystarczą dwa ruchy pędzla. Wygląda bardzo naturalnie, jakby dopadły nas promienie słoneczka.

Szykuję dla Was wpis o letnim makijażu i trikach na wakacje, gdzie opowiem więcej, jak fajnie można wykorzystać bronzer, i właśnie ten od bareMinerals stał się moim małym hitem.

Często rozmawiamy o tym, czy produkt z wyższej półki cenowej robią „coś więcej” niż te drogeryjne. I właśnie to jest to – dobry, mineralny skład, intuicyjna aplikacja, elegancki kolor, piękne, minimalistyczne opakowanie. Jest miłość, i to zupełnie niespodziewana.


PUPA, Sculpt Bronze Blush kolor 001, paltka w cenie 129zł za 30g


Paletkę PUPA dostałam do przetestowania w paczce PR i wiem, że u mnie tego typu produkty nie zawsze się sprawdzają. Dlaczego? Bo często wydaje mi się, że choć kolory bywają ładnie skomponowane w samej palecie, to jakoś na twarzy nie robią „całości”. I w tym wypadku mam tak, że…

Środkowy puder, tzw. bronze, to lekko brązujący produkt, który można z łatwością nanieść na całą twarz, a także i ciało. Ma on dawać nam efekt pięknie opalonej skóry. I dokładnie taki daje, zwłaszcza jak weźmiemy naprawdę puchaty pędzel. Zdrowa opalenizna w kilka sekund. Dorzucając do pudru róż, o dość soczystej i malinowej barwie, tworzymy ładny, wakacyjny mejkap. Wszystko dobrze się rozciera, subtelnie pachnie, ładnie się utrzymuje.

No i potem pojawia się ten nieszczęsny odcień sculpt psujący moje miłe doświadczenie (na szczęście maleńki). Bo on, nawet na mocno opalonej skórze, jest ciepło pomarańczowy. PUPA to marka włoska, może na karnacjach z Półwyspu Apenińskiego, ten kolor wygląda naturalnie, ale u mnie wychodzi marchewka. Choć muszę przyznać – bardzo ładnie roztarta.

Nie marnuję produktu i nakładam go na całe ciało mieszając z chłodniejszymi odcieniami. Szkoda, bo paletka jest poręczna, ładna i dobra do wakacyjnej walizki.


Fenty Beauty, Cheeks Out Freesytle Cream Bronze w kolorze Amber 001, 139zł za 6,23g


Czaiłam się wokół bronzerów Fenty juz od dawna. Już kolekcja pudrowych odcieni bardzo mnie kusiła, ale nie widziałam w niej „tego chłodnego” koloru, który by mnie usidlił. Recenzje wersji kremowych tak mnie zaintrygowały, że musiałam sprawdzić, jak się będzie sprawował odcień Amber.

Opakowanie jest prześliczne, lekkie i funkcjonalne. Co prawda już po pierwszym użyciu bronzera nie wygląda idealnie, ale umówmy się – to jest kremowa formuła, nikt nie spodziewa się, że produkt będzie w nienaruszonym stanie. Zwłaszcza, że możemy aplikować go pędzlem, palcem, gąbką. A rozciera się… bosko! Jest to tak przyjemne, że sama chętnie używam palców, bo mam wrażenie, że pod wpływem ciepła ciała, jeszcze piękniej wprowadzamy krem w skórę. Zapomnijcie o plamach czy schodzącym podkładzie – ten kremowy bronzer tego nie robi.

I faktycznie wygląda turbo naturalnie. Mój chłodny kolor pięknie imituje cień na skórze, więc bez trudu konturuje nim twarz. Nie muszę dodawać pudrowego bronzera, a jedynie lekko utrwalam transparentnym pudrem.


Moich dwóch faworytów z tego wpisu, to bareMinerals i Fenty Beauty. We dwoje tworzą kombinacje idealną!


Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x