Moja szafa kapsułowa na jesień i zimę. Plus tricki, jak wybierać i dbać o ubrania.

Uwielbiam to uczucie, gdy dobrze się czuję w swoich ubraniach. Gdy mają kolory i fasony, które lubię. Są dobrej jakości, z pięknych materiałów. I wyglądają zawsze jak nowe. Skompletowanie takiej garderoby nie jest wcale trudne, choć wymaga pewnej pomysłowości. Dziś pokażę Wam swoją zimową szafę kapsułową i podpowiem, jak zbudować własną.


Czym jest garderoba kapsułowa?


Pojęcie szafy kapsułowej najprościej oznacza taki dobór elementów stroju, aby z niewielkiej ilości ubrań i dodatków dało się stworzyć jak najwięcej zestawów. I wszystko do siebie pasowało.

Takie podejście do mody oznacza, że stawiamy raczej na ubrania ponadczasowe, ograniczamy się do kilku ulubionych kolorów i kupujemy z głową (czytając metki), zwracając uwagę na skład, krój i jakość szycia. Ale wcale nie musicie ograniczać się do 37 elementów, aby i Wasza szafa mogła działać tak, jak kapsułowe szafy minimalistek.


Dlaczego to u mnie działa?


Nie każdemu spodoba się modowa autocenzura. Ale ma niezaprzeczalne zalety.

Uczy konsekwencji i szacunku do ubrań (oraz ludzi, którzy je zaprojektowali i wykonali). Jest antidotum na galopujący konsumpcjonizm. Uwalnia głowę od problemu za dużej ilości ubrań do wyboru (co zwykle kończy się u mnie paraliżem decyzyjnym i zwyczajnie – stresem). A przede wszystkim sprawia, że niezależnie, czy idę po dziecko do przedszkola, czy na ważny event, nigdy nie czuję się przebrana (czego szczerze nie znoszę, bo bardzo męczy mnie noszenie czegokolwiek, co nie jest w 100% moje).


Moja szafa kiedyś…


Była zlepkiem ubrań ze szczuplejszej wersji mnie (bo wiecie, kiedyś jeszcze schudnę i się w to ubiorę), ubrań kupionych pod wpływem impulsu (które w 90% ubrałam potem 1-3 razy) oraz takich, które są ok, ale bez szału. Zbuntowałam się, gdy sieciówkowe szaleństwo zakupowe sprawiło, że nie mieściłam się w szafie i dwa razy w roku wywoziłam 3 wielkie worki ubrań do kubłów PCK. W tych workach zobaczyłam ilość odpływających pieniędzy, godziny pracy nad przeglądaniem szafy i ogromne ilości stresu, gdy znów nie mam co na siebie włożyć.

Jakim cudem wydaję tyle na ubrania i torebki, a gdy przychodzi co do czego, to mam w szafie byle co?


Wyzwanie jednej rzeczy w miesiącu


Zaczęło się od torebek. Postanowiłam – żadnych półśrodków. Jedna piękna torebka premium zamiast 5 z Zary. Wyzwanie okazało się bardzo proste w realizacji – brak potrzeby przepakowywania się pomiędzy torebkami (nie muszę, cokolwiek założę, 3 podstawowe torebki wystarczą i zawsze pasują!) był cudownym uwolnieniem głowy. Poszłam o krok dalej.

Na początku tego roku obiecałam sobie, że (jeśli tylko stan budżetowy pozwoli) raz w miesiącu będę sobie kupować coś wyjątkowego. To było spore wyzwanie, bo narzucenie reguły ilości i jakości zobowiązuje, by każdy zakup był turbo przemyślany. I pasował do mnie, mojego stylu oraz jak największej ilości rzeczy w mojej szafie. Dokładnie tak, jak w założeniach garderoby kapsułowej.

Zaczęłam od dodatków – okularów przeciwsłonecznych, torebki, apaszki, paska. Ulubione domy mody, piękny dizajn, jakość. Aż chciało się nosić! I – co najlepsze – fakt, że coś nosisz nie sprawia, że to się niszczy i szybko źle wygląda.

Jeśli zamawiałam cokolwiek i po przymierzeniu nie byłam pewna na 100%, że to uwielbiam – zwracałam. To kolejna świetna strategia uwalniająca głowę, szafę i portfel. Dlatego kupuję głównie online, mierzę na spokojnie w domu (czasem kilka razy w odstępie kilku dni) i metki zrywam dopiero, gdy mam absolutną pewność, że dana rzecz zostaje (potrafię trzymać w szafie ometkowaną sukienkę przez miesiąc).


Jeszcze lepsza szafa to taka, w której masz ubrania vintage


Skoro poszukujemy najlepszych materiałów i ponadczasowej jakości, to faktycznie komponowanie szafy kapsułowej może wydawać się drogie. Ale! Najlepsza szafa kapsułowa to taka, w której są rzeczy nowe, dotychczasowe (z wcześniejszych lat) oraz takie, które kupujesz używane.

Na szczęście mamy już takie czasy, gdy zakupy z drugiej ręki już nikogo nie dziwią. To jest eko! A ubrania sprzed lat są bardzo często lepszej jakości, niż te nowe. W second handach, na Allegro, czy na platformach zakupowych typu Vestiaire Collective są prawdziwe skarby najlepszych marek, które czekają na ponowne odkrycie.

Kupowanie ubrań z drugiej ręki bardzo się opłaca. Tylko w tym miesiącu upolowałam na Allegro 3 kaszmirowe swetry Max Mara. Cena nowego to (w zależności od linii) od tysiąca do kilku tysięcy zł. Moje kosztowały 70, 200 i 280 zł (najdroższy był nowy, z metkami). Cała trójka ma przecudowną jakość i miękkość materiału i jest w świetnym stanie. Za te 3 swetry kupiłabym jeden kaszmir w Zarze. I nie byłby aż tak miękki.

Moda na vintege ma też drugą, dobrą stronę. Nie nosisz? Sprzedaj lub oddaj. Jeśli masz w szafie dobrej jakości, ale do Ciebie nie pasują, część kosztów się zwróci, a ubrania i dodatki ktoś inny będzie nosił jeszcze przez lata.


Co jest w mojej kapsułowej szafie na jesień/zimę?


Każda kapsułowa szafa wygląda inaczej (bo zawiera te rodzaje ubrań, fasony i kolory, które pasują jej właścicielce). Buduję ją tak, że na początku sezonu sprawdzam stan magazynowy, oddaję/sprzedaję niepotrzebne i dokupuję potrzebne. W przypadku rzeczy droższych, robię sobie wish-listy i, zgodnie z zasadą 1 rzeczy w miesiącu, powolutku realizuję zakupowe marzenia.

Mój zestaw ubrań na chłodne miesiące tworzą:

  • okrycia wierzchnie: wełniany płaszcz, trencz + kurtka parka
  • spodnie: jeansy – 3 pary (dwie ciemnoszare, 1 niebieskie), spodnie garniturowe (czarne)
  • sukienki (3 szt, jedna wieczorowa, dwie dzienne)
  • spódnica (1 elegancka, chciałabym dokupić jeszcze drugą na co dzień)
  • koszule i bluzki (biała, 2 czarne, jasnoróżowa, zielona, do pełni szczęścia brakuje beżowej jedwabnej!)
  • swetry (3 golfy, 3 kaszmiry, 3 wełniane), bluzy (czarna + beżowa)
  • tiszerty (4 białe jeszcze z sezonu letniego, 1 czarny, 1 zielony)
  • 2 szaliki, czapka, kaszkiet
  • 2 torebki
  • 5 par butów (2xbotki, 1x trapery, 1 loafersy, 1 sneakersy).

To oczywiście nie jest wszystko, co mam w szafie (ubrania wiosenno-letnie wiszą w drugiej części szafy, nie wyliczam też bielizny, biżuterii itp). Ale taka baza rzeczy, w których żyję jesienią i zimą. Pięknie się ze sobą łączących (paleta kolorystyczna to czerń, beż, brąz, szarość, zieleń, niebieski, odrobinę fioletu i czerwieni), w dobrym rozmiarze.


Jak stylizować ubrania z szafy kapsułowej, żeby nie było nudno?


Odpowiedzi mam dwie. Po pierwsze – kolor. Po drugie: dodatki. Nic nie stoi na przeszkodzie, by bazę ożywiać kroplą koloru, czy bardziej modowym dodatkiem. Wygodny strój – szare jeansy, brązowy golf i półbuty pasuje na każdą dzienną okazję. Ale z wełnianym płaszczem, perłowymi kolczykami i okularami Stelli McCartney robi się bardziej miejski i trendowy.

A wystarczy zmienić jeansy na sukienkę (czarną w groszki lub zieloną satynową), a loafersy na trapery, aby załapać się na najpopularniejszy zimowy trend łączenia zwiewnych spódnic z ciężkimi butami. I wciąż czuć się superkomfortowo.

Ja jestem wielką fanką koszul i spodni garniturowych (choć nie lubię do nich nosić marynarek), więc dla mnie strojem od świtu do nocy (spodnie na wieczór? Uwielbiam!) jest lejąca jedwabna lub wiskozowa koszula połączona z dołem od garnituru i botkami na słupku. Do tego trencz, torebka z doczepioną apaszką i… można zwiedzać Paryż (tak było, miesiąc temu ;))

Apaszki, kolczyki, naszyjniki, okulary, opaski, czapki, spinki do włosów – sposobów na dodanie osobistego akcentu bazowym ubraniom jest mnóstwo. Każdy wybiera te, w których czuje się super (Milena na przykład na głowę zakłada opaski, ja wolę wąskie apaszki). Dużą różnicę robi też makeup i… perfumy. Zapach w wyjątkowy sposób podkreśla charakter stroju.


A jak dbać o ubrania, żeby zawsze wyglądały super?


Kiedy stawiasz na ubrania ze, chcesz żeby jak najdłużej wyglądały świetnie. Kupowanie małej ilości rzeczy ze znaną metką lub dobrym składem (nowych, czy z drugiej ręki) przypomina historię Małego Księcia i róży – dbasz o to, co wybrałaś. Trzeba poświęcić trochę czasu, by poczytać o materiałach, z których są wykonane nasza ubrania. Dowiedzieć się, że i dla środowiska i dla ulubionych jeansów najlepiej jest, gdy pierzesz je w 20 stopniach. Jedwab najlepiej prać ręcznie, a wełna merynosów czy kaszmir w ogóle nie przepada za praniem, za to uwielbia być wietrzona.

Super sposobem na dbałość o ubrania z delikatnych materiałów jest ich parowanie, zamiast prasowania. Parowacz w domu warto mieć – świetnie odświeża płaszcze, doskonale nadaje się do wygładzania zagnieceń w pionie (koszule i bluzki, sukienki), czy odświeżania swetrów. Z kolei żelazko sprawdza się do ubrań bawełny, a także lnu.

Kiedy kupowałam swój steamer, nie było jeszcze na rynku urządzeń 2w1. I żałuję, bo zamiast wielkiego, nieporęcznego pudła, mogłam mieć zgrabne i ładne żelazko z funkcją pionowego wyrzutu pary. Do tego tańsze, niż mój parowacz. Takie jak generator pary Carestyle Compact (model Is 2044VI), które niedawno dostałyśmy od Braun.

Małe, bardzo estetyczne urządzenie, które łączy pełnoprawne żelazko i bardzo wydajny parowacz (mocniejszy nawet, niż mój duży steamer). Podstawa jest jednocześnie zbiornikiem na wodę (w zestawie jest też filtr – można używać zwykłej kranówki), a stopa żelazka końcówką do prasowania parowego. W zależności od rodzaju ubrania płynnie przechodzicie z opcji żelazka na parowacz (wyrzut pary uaktywnia się przyciskiem pod rączką żelazka).

Kiedy go używałam do wyprasowania ubrań, które widzicie w ilustracji do tego wpisu, prasowanie szło gładko i szybko. Jedwab się nie wyświecił (ani nie zostało na nim kropli wody, które mogą po wyschnięciu zostawiać plamy), a swetry nie przesiąkły wilgocią. Parowacz świetnie wpisał się także od odświeżania płaszczy – zarówno te zimowe, wełniane, jak i trencze można odświeżyć bez zdejmowania z wieszaka.

A czy wiedzieliście, że parowaczem można rozprostować i odświeżyć nawet ubrania ze skóry? Kurtki, spodnie, spódnice wystarczy potraktować strumieniem pary z odległości ok. 30 cm.

W przypadku bardzo opornych zagnieceń najlepiej sprawdza się żelazko – jego stopa jest zgrabna i ma taki kształt, który ułatwia manewrowanie pomiędzy guzikami i mankietami koszul, czy spodni. Carestyle Compact ma jeszcze dwie ciekawe funkcje – po pierwsze nie trzeba regulować temperatury (bo żelazko jest tak pomyślane, że jedna temperatura jest bezpieczna dla wszystkich tkanin, nawet dla jedwabiu i kaszmiru – to system iCare). Po drugie – jeśli jakieś zagniecenie jest wyjątkowo uparte, włączasz tryb turbo i po sprawie. Nawet lniane ubrania stają się gładkie.

Jeśli macie ochotę dowiedzieć się więcej o Braun Carestyle Compact i sprawdzić dane, zostawiamy link do strony Ceneo tego produktu. A więcej informacji o tym, jak prasować parą, znajdziecie na blogu Braun.


Dajcie znać, jak wygląda Wasza szafa jesienno-zimowa. Czy stosujecie reguły szafy kapsułowej? Jak dbacie o ulubione ubrania?


Wpis powstał we współpracy z Braun.
Strona, którą właśnie przeglądasz wykorzystuje pliki cookies. Ich wykorzystanie możesz modyfikować w ustawieniach swojej przeglądarki. Zostawiając komenatarz czy pisząc do nas e-mail, pamiętaj, że Twoje dane są zabezpieczone.
Akceptuj Cookie.
x